Prokuratura rozbraja bombę
Sobota, 17 listopada 2012 (02:10)W niektórych miejscach bliźniaczego Tu-154M poddanego badaniom pirotechnicznym urządzenia biegłych reagowały tak jak w Smoleńsku, podając sygnały mogące wskazywać na obecność materiałów wysokoenergetycznych, w tym wybuchowych.
Badania na stacjonującym w Mińsku Mazowieckim Tu-154M, bliźniaczym egzemplarzu maszyny, która uległa katastrofie 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, przeprowadzono 7 i 12 listopada. Dokonali ich ci sami eksperci, którzy na przełomie września i października br. pracowali przy wraku Tu-154M w Smoleńsku.
To prokurator Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, biegli z Zakładu Fizykochemii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji oraz specjaliści z Centralnego Biura Śledczego.
Jak poinformowała wczoraj Naczelna Prokuratura Wojskowa, biegli "przeprowadzili eksperyment rzeczoznawczy mający na celu sprawdzenie wskazań urządzeń wykorzystywanych w czynnościach przeprowadzonych w Smoleńsku". Z oczywistych względów do badań użyto tych samych urządzeń.
- Są to urządzenia przeznaczone do przesiewowego badania pod kątem obecności związków chemicznych mogących stanowić materiały wysokoenergetyczne, w tym materiały wybuchowe. Fachowe nazwy tych urządzeń to: Pilot-M, MO-2M oraz Hardened Mobile Trace - informuje płk Zbigniew Rzepa, rzecznik NPW.
Badaniom zostały poddane "różne elementy samolotu Tu-154M nr 102, w tym fotele załogi, pasy foteli załogi, pasy foteli pasażerów, salonka".
- W wyniku przeprowadzonego eksperymentu rzeczoznawczego stwierdzono, że w niektórych miejscach wyszczególnione powyżej urządzenia reagowały w analogiczny sposób jak w Smoleńsku, podając sygnały mogące wskazywać na obecność materiałów wysokoenergetycznych, w tym wybuchowych - podkreślił płk Rzepa.
Prokurator zaznaczył, że uzyskane wyniki "nie mogą być traktowane jako podstawa do wydania kategorycznej opinii o obecności materiałów wybuchowych lub wybuchu", a są one jedynie "podstawą do dalszych specjalistycznych badań laboratoryjnych".
Co wykrywało BOR?
W ocenie mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika kilku rodzin poszkodowanych w katastrofie smoleńskiej, informacje przekazane przez NPW rodzą pytania o to, jak prowadzone były badania pirotechniczne samolotu przez Biuro Ochrony Rządu i czy potwierdzały one występowanie takich materiałów.
Ta kwestia jest o tyle interesująca, że dotąd nigdy nie mówiono o szczegółach takich badań i nie relacjonowano reakcji urządzeń. To zaś może świadczyć o budowanej naprędce teorii czy też o niekompetencji BOR.
- Z pewnością tego rodzaju komunikat to dziś oczywista próba rozbrojenia przekazanych wcześniej informacji. Wydaje się, że wynika on z chęci uspokojenia opinii publicznej, aby tego rodzaju informacje jak najmniej bulwersowały czy niepokoiły. To jednak nie zmienia faktu, że próbki wciąż znajdują się w Moskwie i można domniemywać, że po ich bezpańskim pozostawieniu badania mogą być już niewiarygodne - ocenia pełnomocnik.
Piloci zaskoczeni
Informacją przekazaną przez NPW zdziwiony jest też doświadczony pilot wojskowy, który wiele lat służył w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego i latał jako dowódca na Tu-154M.
- Tyle lat lataliśmy tymi samolotami, a nie słyszałem, by urządzenia BOR, które przecież wielokrotnie sprawdzało samolot, wskazywały na obecność materiałów wysokoenergetycznych. Przyznam, że informacja NPW mnie zaskoczyła - mówi pilot.
Jego zdaniem, trudno jednoznacznie ocenić, czy jest to kwestia czułości użytych przez biegłych urządzeń, czy też są podstawy ku temu, by sądzić, że funkcjonariusze nie wypełniali właściwie swoich obowiązków albo że nie mogli tego właściwie czynić z uwagi na posiadany sprzęt.
Równocześnie NPW poinformowała, że wciąż trwają uzgodnienia w zakresie sprowadzenia próbek zabezpieczonych przez polskich biegłych w Smoleńsku. Prowadzić je będzie Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji.
- Obecnie finalizujemy uzgodnienia ze stroną rosyjską dotyczące sprowadzenia próbek do Polski. Liczymy, że zostaną przywiezione do kraju jeszcze w grudniu 2012 roku. Planujemy, że zakończenie badań próbek nastąpi w ciągu kilku miesięcy - do pół roku - zaznacza płk Rzepa.
Jednak te wyniki nie będą końcową formą, bo laboratoryjne ekspertyzy próbek zostaną ujęte w opinii końcowej biegłych CLK, którzy mają dostęp do całości zgromadzonego w toku śledztwa materiału dowodowego.
Marcin Austyn