Rząd wezwany do poprawki
Sobota, 17 listopada 2012 (02:03)Kościół jest gotów walczyć o prawo do nauczania religii w ramach podstawy programowej przed Trybunałem Konstytucyjnym. A jeśli ten nie rozstrzygnie tej kwestii, to przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.
Ta jednoznaczna deklaracja padła wczoraj w Warszawie w trakcie międzynarodowej konferencji "Religia i etyka w edukacji publicznej" na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
- Rola religii w przestrzeni publicznej to kwestia kluczowa dla społeczeństwa, które chce być uznawane za demokratyczne i wolne - akcentował ks. kard. Zenon Grocholewski, prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego, jeden z dostojnych gości i uczestników sesji.
- Religia jest jedynym przedmiotem w edukacji publicznej, który ma swoje uzasadnienie w Konstytucji - wskazał ks. prof. Henryk Stawniak, dziekan Wydziału Prawa Kanonicznego UKSW.
Nauczanie religii w szkołach publicznych na prośbę rodziców lub samych uczniów jest realizacją jednej z podstawowych wolności osobistych - wolności sumienia i wyznania, której źródłem jest przyrodzona godność człowieka. Państwo powinno zagwarantować rodzicom realizację ich prawa do religijnego i moralnego wychowania dzieci, zgodnie z ich własnymi przekonaniami.
- Państwo zgodnie z koncepcją norm kompetencyjnych jest zobowiązane organizować także pod względem finansowym nauczanie religii w szkołach publicznych - zaznaczył panelista.
Ksiądz kardynał Zenon Grocholewski zwrócił uwagę, jak istotne jest przyznanie religii słusznego miejsca w hierarchii społecznej edukacji. I odwrotnie, jak jej wykluczenie może być zgubne.
- Ubożeją motywacje życia publicznego, a polityka wyraża się w formie ucisku i agresji. Powstaje niebezpieczeństwo, że prawa człowieka nie będą respektowane, ponieważ albo pozbawia się je transcendentnego fundamentu, albo nie uznaje się wolności osobistej - wyliczał ks. kard. Grocholewski.
Zwrócił też uwagę na niebezpieczeństwo manipulacji wychowaniem za pomocą narzędzi ekonomicznych. - Gdy wychowanie podlega takim logikom, łączy się ono nieodzownie z pogwałceniem prawa do wolności religijnej i sumienia - wskazywał.
Absencja Szumilas
Jako prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego, która ma w pieczy ponad 1,5 tys. wyższych uczelni na całym świecie i ponad 200 tys. szkół katolickich, ks. kard. Grocholewski zdecydowanie zaznaczył prawo rodziców do przekazywania dzieciom wiary za pośrednictwem szkół publicznych.
Prawo to jest poważnie zagrożone w polskiej rzeczywistości politycznej, bo resort edukacji nie uwzględnił religii w ramowym programie nauczania. Sytuacja ta wywołuje stan chaosu.
- Powrót religii do szkół polskich nastąpił już w 1990r. w okresie zainicjowanych transformacji ustrojowych. Chcę podkreślić, że rozporządzenie minister edukacji nie może naruszać Konstytucji - mówił ks. prof. Józef Krukowski.
- Rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 2012 r. jest jednostronne i jeżeli nie zostanie ono zmienione, kwalifikuje się do Trybunału Konstytucyjnego, a jeśli ten tego nie rozstrzygnie, to do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu - zapowiedział. Minister edukacji Krystyna Szumilas, choć zaproszona, nie pofatygowała się na konferencję.
- Pani minister nie mogła dzisiaj wziąć udziału, bo jest posiedzenie Sejmu i przyjeżdża prezydent Francji, który będzie miał na posiedzeniu Sejmu oficjalne wystąpienie - tłumaczył się w jej imieniu wiceminister Tadeusz Sławecki.
Sala przyjęła te wyjaśnienia szmerem dezaprobaty. Całe wystąpienie Sławeckiego można streścić jednym zdaniem: "Nie poddawajmy się emocjom".
- Jest potrzeba po dwudziestu latach przeanalizowania przez ustawodawcę tego, co dzieje się wokół nauczania religii. Tylko ma być to dyskusja merytoryczna, nie emocjonalna. W imieniu własnym, ale myślę, że i kierownictwa, chciałbym uspokoić pewne emocje, które pojawiają się w mediach, a które niczemu nie służą - mówił wiceminister.
Sławecki polemizował z wywiadem, jakiego udzielił "Naszemu Dziennikowi" ks. prof. Piotr Tomasik, członek Komisji Wychowania Katolickiego.
- Dzisiaj, jadąc tutaj, czytam w jednym z dzienników, że z religią jest podobnie jak w roku 1956. Pozostawię to bez komentarza. Ja urodziłem się w 1957 r. i nie pamiętam, ale porównywanie lat 50. w stosunku państwa do religii do dnia dzisiejszego myślę, że jest pewną drobną przesadą - burzył się Sławecki. Jego opinii nie podzielili jednak prelegenci.
- Nie wystarczą deklaracje i jednostkowy dyktat. Dlatego nie dziwię się, że ktoś powiedział, że wracamy do lat 50. Bo tak jest, panie ministrze, właśnie w tym momencie dyktatu - ripostował ks. prof. Krukowski.
Piotr Czartoryski-Sziler