Wierzchołek góry lodowej
Wtorek, 8 marca 2016 (14:50)Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Poznaliśmy 27 nazwisk dziennikarzy inwigilowanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w czasach rządów PO i PSL. Wiemy, że tego typu działania podjęto wobec 48 osób, ale jak podkreśla minister Mariusz Kamiński, ta lista nie jest zamknięta.
– To jest bardzo poważna sprawa, która nie miała prawa się wydarzyć. Wiemy, że proceder był prowadzony przez służby na przestrzeni niemal dekady, a więc przez ten czas instytucje państwa naruszały autonomię dziennikarską. Zdumiewająca jest długość i również zakres tych działań, bo mowa o minimum 48 osobach. To zmusza do postawienia pytania, czy działania te były prowadzone zgodnie ze sztuką pracy służb? Interesująca jest typologia podsłuchów, i to, które są legalne, a które nie. Poruszyć trzeba też kwestię zgromadzonych w toku inwigilacji zasobów. Prawo dopuszczało nieograniczone przechowywanie nagrań podsłuchanych rozmów. Dopiero na mocy tzw. ustawy inwigilacyjnej, jak ją nazwała obecna opozycja i media mainstreamowe, służby są zobligowane do zniszczenia nagrań po 1,5 roku. Pytanie, co się działo z tymi nagraniami, kto nimi zarządzał i czy ktoś z nich korzystał. To wszystko są poważne kwestie. Myślę, że dobrze by było, gdyby zainteresowały się sprawą również gremia międzynarodowe, które tak ochoczo przyglądają się procedurom demokratycznym panującym w naszym kraju pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Sprawa dotyczy tak newralgicznego zagadnienia, jakim jest wolność mediów. W mojej ocenie, jest to jedynie wstęp do jeszcze poważniejszych spraw. Inwigilacja dziennikarzy może być tylko wierzchołkiem góry lodowej, warto dążyć do tego, by go bardziej odsłonić.
A więc inwigilowani mogli być także politycy czy ludzie biznesu?
– Poznaliśmy nazwiska części osób, które w slangu służb specjalnych były na tzw. drutach. Dziennikarze ci nie działali w próżni. Mają oni liczne kontakty m.in. z przedsiębiorcami, menadżerami, urzędnikami państwowymi. Są to bardzo często osoby, które mają wiele ciekawych informacji, ale z różnych powodów nie mogą się ujawniać. Możemy zakładać, że podsłuchy te miały za jeden z celów dotarcie do źródeł informacji dziennikarskich. Jak wiemy, prawo gwarantuje tajemnicę dziennikarską oraz ochronę źródeł informacji. Źródła te wywodzą się często z kontrowersyjnych środowisk. Dziennikarz niejednokrotnie musi do nich dotrzeć. Wiemy, że morderca Kajetan P. został dosyć szybko schwytany na Malcie, gdyż zostawiał ślady cyfrowe. Dziennikarze zostawiają podobne ślady. Dziennikarz musi mieć świadomość, że jest przezroczysty dla służb, gdy tylko tego zechcą. Nie myślę tylko o naszych, ale również służbach obcych.
Sprawa jest dowodem na kryzys służb, czy kryzys państwa?
– Jeżeli mówimy o kryzysie służb specjalnych, to zawsze w domyśle oznacza to kryzys państwa. Nie ma sprawnie działającego państwa, gdy jego służby funkcjonują w stadium załamania. Sprawa z inwigilacją dziennikarzy pokazuje, że mamy wielki kryzys, w gdy chodzi o służby kontrwywiadu. Jeżeli nasze służby były tak zaabsorbowane dziennikarzami , to co jest w istocie ich głównym zadaniem? Dla kogo pracują? Jaką rolę w tej sprawie odegrał zwierzchnik służb specjalnych Donald Tusk i zastępująca go Ewa Kopacz? Prosi się o to, żeby sprawa miała dalszy ciąg i nie zatrzymała się na etapie kontroli wewnątrzresortowych. Kwestia wymaga sejmowej komisji śledczej, a jednymi z przesłuchiwanych powinni być premierowie Tusk i Kopacz.
Oczekuje Pani raportu mówiącego o zawartości oraz zastosowaniu zgromadzonych materiałów?
– Obecnie przechodzimy zmiany w służbach. Myślę, że same służby powinny zadbać o to, żeby taki raport powstał. W jakim stopniu powinien mieć charakter jawny, to już inna kwestia. Najważniejsze, aby jak najwięcej wiedzy udało się zdobyć służbom i przez to dotrzeć do wyjaśnienia istoty sprawy.
Informacją można manipulować. Obawia się Pani, że wiadomości pozyskiwane przez ABW mogły posłużyć do nacisków na ludzi mediów?
– Takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje. I w chwili obecnej nie wiemy tak naprawdę, czy redakcje i ich praca mają zapewnioną odpowiednią ochronę. Gdyż do dziś nie wiadomo, jakie służby, czy ewentualnie obecnie eks-służby, buszują po naszym kraju i praca jakich dziennikarzy i z jakiego powodu je szczególnie interesuje.