• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Kpiny z wypadku prezydenta

Wtorek, 8 marca 2016 (04:12)

„Życzę mu śmierci w męczarniach”, „Pierwsze ostrzeżenie drugiego nie będzie”, „Szkoda, że brzozy nie było” – to tylko niektóre z komentarzy zwolenników Komitetu Obrony Demokracji, które ukazały się po wypadku prezydenckiego samochodu na autostradzie A4.

Trudno jest komentować zachowanie ludzi o nikłej inteligencji i prymitywnej postawie. Osobiście nawet najgorszemu wrogowie nie życzyłbym śmierci. Tak mnie nauczono, tak mam.

Gdybym miał szukać analogii, to podobny stosunek do życia i szacunek do głowy państwa polskiego mieli funkcjonariusze NKWD i UB. To nie jest przesadzone twierdzenie. Dla nich życie nic nie znaczyło, nie było wartością. Oni bez skrupułów przesiedlali miliony naszych rodaków w głąb Azji, strzelali do kobiet i dzieci oraz do jeńców. To dlatego, że uważali, że życie nic nie znaczy miliony Polaków odwiedzają teraz powązkowską Łączkę i palą tam znicze.

Różnić się trzeba z klasą. Były premier Leszek Miller widzi przyszłość Polski w zupełnie innych barwach niż ja, czy prezydent Duda, a mimo to z krytyką odniósł się do wpisów KOD-owców. „Polska dziczeje” – stwierdził. I rzeczywiście coś w tym jest.

Przykro, że w gronie szyderców znalazły się też osoby, które uważają się za dziennikarzy – Tomasz Lis i Jarosław Kuźniar. Wpisując się w retorykę kpienia z sytuacji zagrożenia życia prezydenta, pozbawili się prawa do tytułowania się mianem dziennikarza. Przedstawiciele mediów, nawet gdyby mieli inne poglądy, to zawsze powinni szanować człowieka. Warto się przy tym zastanowić, czy obaj panowie mają tak wysoki poziom inteligencji, jak mniemają o sobie?

Co jest powodem takiej nienawiści do Andrzeja Dudy? Nie trzeba być znawcą polityki, aby wiedzieć, że przewodnią maksymą prezydenta jest – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Przy tym konsekwentnie realizuje to, co zapowiedział w kampanii wyborczej. Prezydent rozpoczął przecinanie węzłów gordyjskich, porusza sprawy, o których inni bali się mówić. To musiało pociągnąć za sobą płacz i lament. Bo jak tu nie płakać, jak się straciło profity?

Teraz oczekuję rzetelnego śledztwa w sprawie okoliczności wypadku. Opony nie pękają często. Nikogo o nic nie posądzam, ale chciałbym poznać stanowisko ekspertów. Liczę na to, że usłyszymy, że był to jedynie nieszczęśliwy wypadek. A dzięki ekspertom uda się takich sytuacji uniknąć w przyszłości. 

Stanisław Kogut