Dymisje nie zaszkodzą polskiej armii
Wtorek, 8 marca 2016 (03:15)Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W ostatnich dniach pięciu generałów z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych złożyło raporty o odejście. Z czego wynikają te dymisje i czy jest to wynik polityki kadrowej nowych władz resortu obrony?
– Jeśli chodzi o ścisłość, to co roku mniej więcej o tej porze odchodzą oficerowie z wojska i nikt o to specjalnie nie kruszył kopii. W mojej ocenie nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Poza tym gdyby to rzeczywiście był wyraz buntu czy protestu, w co trudno uwierzyć, że ludzie, którzy aż tak się buntują i protestują jednocześnie milczeli i nie zabierali głosu w tej sprawie. Nie sądzę też, że jest jakiś powód, który zmuszałby ich do odejścia.
Przed nami ćwiczenia „Anakonda-16” i szczyt NATO, w związku z dymisjami generalskimi pojawiają się obawy o bezpieczeństwo państwa. Czy uzasadnione?
– Po pierwsze, dowódcy są na swoich stanowiska i polska armia jest dowodzona. Dlatego nie widzę tu żadnych zagrożeń. Natomiast jeśli już mówimy o zagrożeniach to bardziej wiązałbym je z wadliwym systemem kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi, który został zdeformowany przez poprzednią ekipę. Dziś mamy do czynienia z sytuacją, gdzie tak naprawdę nie bardzo wiadomo, kto i za co odpowiada. Utworzono dodatkowe struktury dowódcze z różnymi często wzajemnie wykluczającymi się kompetencjami i to jest realny problem. Dlatego tu rzeczywiście będą potrzebne decyzje i działania ministra obrony, aby bałagan i chaos, jaki powstał za poprzednich rządów, uporządkować. Przypomnę tylko, że w Trybunale Konstytucyjnym czeka wniosek PiS o stwierdzenie niezgodności znowelizowanej w 2013 r. ustawy o Urzędzie Ministra Obrony Narodowej z Konstytucją. Miejmy też nadzieję, że ten istniejący chaos zostanie uporządkowany przez min. Antoniego Macierewicza, który jak pamiętamy, zapowiedział takie działania. Tak czy inaczej odejście kilku generałów nie spowoduje zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa. Myślę, że niektóre media, wybijając ten temat na czołówki, tak naprawdę odwracają uwagę od rzeczywistych problemów i bałaganu, jaki wprowadziła reforma systemu dowodzenia. Nie ma się też co obawiać, że szczyt NATO w Warszawie zostanie odwołany, a głos Polski przestanie się liczyć.
Wspomniał Pan o odwracaniu uwagi od rzeczywistych problemów, z jakimi boryka się polska armia. Przed jakimi wyzwaniami stoi dziś Wojsko Polskie?
– Po pierwsze, należy uporządkować system dowodzenia tak, aby było wiadomo, kto i za co tak naprawdę odpowiada. Sprawa druga to uporządkowanie systemu zaopatrywania i zakupów, bo tu także panuje ogromny bałagan, chaos i brak perspektywicznego myślenia. Mieliśmy niestety szumne zapowiedzi, hasła propagandowe i buńczuczne zapowiedzi. Mówiono o procesie modernizacyjnym, a w istocie niewiele dla modernizacji armii zrobiono. Wreszcie po trzecie – chyba to, co najistotniejsze – to, co zapowiadał min. Macierewicz a mianowicie przywrócenie etosu polskiego munduru, polskiego żołnierza. To, co zrobił płk Dusza, szef tworzonego Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, wchodząc w słowne utarczki z ministrem obrony narodowej, nie licuje z mundurem im stopniem oficera. Nie może być tak, że ktoś własne interesy przedkłada nad dobro armii, gdzie chodzi o zespołowe działanie w interesie państwa, a nie o zachowanie synekury.
Wracając jednak do owych pięciu generałów, którzy opuszczają czynną służbę. Kim byli, i czy fakt, iż w polskiej armii spora część kadry dowódczej kończyła uczelnie w Związku Sowieckim, ma jakieś znaczenie?
– Sądzę, że takie oceny są nieuzasadnione. Np. gen. dyw. Ireneusz Bartniak, którego miałem przyjemność poznać w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej, to z pewnością doświadczony, mądry generał. Mam nadzieję, że również w rezerwie instytucje państwa polskiego będą korzystały z jego doradztwa, bo to człowiek, który doskonale zna się na swojej robocie. Z pozostałymi nie miałem bliższego kontaktu, ale z pewnością są to doświadczeni żołnierze i jeśli ktoś mówi, że tacy czy inni żołnierze są po moskiewskich szkołach, uczelniach, to przecież wiele lat już minęło od tamtych czasów i nie sądzę, żeby w naszej armii było ich wielu. Zresztą istotne jest także to, co zapowiada min. Macierewicz i jeśli po przeglądzie teczek personalnych okaże się, że ktoś ma jakiś znaczący epizod czy bardziej nie odpowiada wymogom od strony moralnej, to może lepiej, że odejdzie. Z pewnością nie będzie to jednak ze szkodą dla polskiej armii. Mamy wielu wyśmienitych dowódców, co istotne młodych ludzi doświadczonych na misjach bojowych w Iraku, w Afganistanie, kadrę, która potrafi świetnie zarządzać. Nie można zatem powiedzieć, że ci, którzy odchodzą, będą niezastąpieni.
Skoro mówi Pan Generał o odmłodzeniu polskiej armii, to warto wspomnieć o prezydencie Lechu Kaczyńskim, który stawiał na młodych żołnierzy…
– Prezydent Lech Kaczyński i dodam, że również szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego min. Aleksander Szczygło. Tym ludziom zależało na mocnym morale, mocnym kręgosłupie armii. Minister Szczygło, kiedy różni generałowie próbowali, mówiąc kolokwialnie, go zbajerować, to natychmiast to wyczuwał i tego nie kupował. Również min. Macierewicz nie jest typem człowieka jak min. Klich czy min. Siemoniak, którym wystarczyło się nisko kłaniać i przytakiwać, żeby się utrzymać na stanowisku i to wystarczyło. Minister Macierewicz oczekuje konkretnych działań. Rzeczywiście w rozmowie śp. prezydent Lech Kaczyński wyraźnie podkreślał, że nawet po to należy nominować młodych, kompetentnych, dobrze rokujących, żeby zdobywali doświadczenie i później mogli obejmować ważne stanowiska w strukturach dowódczych NATO. To ważne, bo jak widać, z tym mamy problem. Proszę zwrócić uwagę, że najpoważniejszym kandydatem na najwyższe stanowisko w siłach zbrojnych NATO, Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych NATO był gen. Franciszek Gągor, który również zginął w Smoleńsku. I proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj trudno znaleźć w naszej armii ludzi, którzy mieliby szanse zajmować najwyższe funkcje w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Myślę, że właśnie na to należy położyć nacisk, bo bez naszych ludzi w strukturach NATO trudno będzie się nam przebić w rozmowach na temat bezpieczeństwa itp.
W odróżnieniu od prezydenta Kaczyńskiego, który jak Pan wspomniał, dążył do odmłodzenia kadry dowódczej, prezydent Bronisław Komorowski mianował generałów nazwijmy to leciwych, co więcej takich, którzy kształcili się w ZSRR jak szef Sztabu Generalnego gen. Cieniuch, szef Sił Powietrznych gen. Lech Majewski…
– Dla mnie szczególnym zaskoczeniem była nominacja gen. Lecha Majewskiego, a więc człowieka, który zajmował się – można powiedzieć – wszystkim, tylko nie tym czym powinien. Zwracał uwagę na drobiazgi, a zapominał o istotnych rzeczach. Również decyzja prezydenta Komorowskiego o nominacji generalskiej – mimo katastrofy smoleńskiej – dla szefa BOR Mariana Janickiego budziła ogromne kontrowersje. Jak bowiem ktoś, kto dopuścił do tak rażących zaniedbań i de facto zagrożeń, może otrzymać tak znaczący awans? Tak czy inaczej może to i dobrze, że dzisiaj niektórzy odchodzą w stan spoczynku. Trzeba patrzeć w przyszłość i stawiać na młode pokolenia żołnierzy dobrze wykształconych, którzy świetnie znają j. angielski, a jednocześnie mają doświadczenia bojowe i potrafią się doskonale zaprezentować przed naszymi partnerami.
O czym Pana zdaniem świadczy fakt, że informacje o dymisjach generałów najpierw dotarły do mediów, a dopiero później do kierownictwa MON?
– To nie świadczy dobrze o ludziach, którzy nie potrafią stanąć twarzą w twarz ze swoim przełożonym, z ministrem obrony narodowej i powiedzieć otwarcie, w czym jest problem, co w ich ocenie należałoby zmienić, poprawić itp. Ktoś, kto się boi własnego zdania, wyrażania otwarcie swoich opinii i działa za pośrednictwem mediów, nie jest godny sprawowania ważnych funkcji dowódczych. Można mieć bowiem poważne wątpliwości, czy taka osoba byłaby zdolna walczyć o swoich podwładnych.