• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

GUS w służbie propagandy rządu Tuska

Piątek, 4 marca 2016 (10:32)

Główny Urząd Statystyczny (GUS), publikując dane dotyczące polskiej gospodarki w IV kwartale 2015 roku (wzrost PKB o 3,9%), jednocześnie – jak to ładnie ujęto w komunikacie – skorygował dane dotyczące wzrostu PKB w IV kwartale 2012 roku i w I kwartale 2013 roku.

Jak wynika z tego komunikatu, PKB w ujęciu kwartał do kwartału w I kwartale 2012 roku spadło o 0,3% (do tej pory GUS utrzymywał, że wzrosło o 0,1%), a w I kwartale 2013 roku znowu spadło o 0,1% (do tej pory GUS twierdził, że wzrosło o 0,3%).

To oznacza, że na przełomie 2012 i 2013 roku doszło do recesji w polskiej gospodarce (przypomnijmy, że z recesją w gospodarce mamy do czynienia, gdy PKB spada przez co najmniej dwa kolejne kwartały), a rządzący za wszelką cenę chcieli to ukryć.

W ówczesnej propagandzie bowiem obowiązywał mit „zielonej wyspy”, polska gospodarka jako jedyna w Europie miała przejść przez kryzys suchą nogą, a twórcami tego sukcesu byli premier Donald Tusk i jego minister finansów Jan Vincent Rostowski.

Pokazanie prawdziwych danych przez GUS w I połowie 2013 roku i przyznanie, że jednak w Polsce także doszło do recesji, podważałoby ten mit i ściągnęło krytykę na rządzących zaledwie 1,5 roku po wygranych drugi raz z rzędu wyborach parlamentarnych.

O tym, że minister Rostowski zaprasza recesję do Polski, mówiłem i pisałem w związku z procesem uchwalania budżetu na 2013 rok (byłem wtedy posłem w polskim Sejmie), mówiło i pisało o tym także wielu znanych ekonomistów, ale ówczesny szef resortu finansów pozostawał niewzruszony.

Przypominałem, że wzrost gospodarczy w Polsce, który wyraża wzrost PKB, zależy w blisko 2/3 od popytu wewnętrznego, a w 1/3 od kolejnych dwóch czynników: wzrostu inwestycji i wzrostu wskaźnika eksportu netto.

W tej sytuacji kryzys w strefie euro osłabia wzrost polskiego PKB tylko zaledwie w kilkunastu procentach, a zdecydowany wpływ na to, co się dzieje w polskiej gospodarce, mają czynniki zależne tylko od nas: popyt wewnętrzny i poziom inwestycji.

A minister Rostowski od wielu miesięcy dusił popyt wewnętrzny i zmniejszał rozmiary nakładów inwestycyjnych.

Podniesienie stawki podatku VAT o 1 punkt procentowy, podniesienie składki rentowej o 2 punkty procentowe, podwyższenie podatku od dochodów osobistych poprzez likwidację wielu ulg, zmrożenie od 3 lat płac w sferze budżetowej, co przy średniorocznej 4% inflacji oznacza ich kilkunastoprocentowy realny spadek, to były posunięcia, które znacząco osłabiły popyt wewnętrzny.

Jeżeli dołożymy do tego spadek płac realnych w sferze przedsiębiorstw o ponad 2 punkty procentowe, który nastąpił w 2012 roku po raz pierwszy od wielu lat, to nieuchronny jest w tej sytuacji spadek popytu krajowego.

I tak się właśnie stało, na przełomie 2012 i 2013 roku doszło w polskiej gospodarce do klasycznej recesji, a wzrost PKB w całym roku 2013 został skorygowany z 1,7% do 1,3%, a więc aż o 0,4%.

Dobrze się stało, że GUS po ponad 3 latach od tamtych wydarzeń koryguje dane statystyczne, szkoda jednak, że nie wyjaśnia, w jaki sposób mogło dojść do tak poważnych rozbieżności pomiędzy rzeczywistymi danymi z gospodarki a prezentowaną statystyką.

Przecież ten sam GUS, prezentując dane dotyczące produkcji przemysłowej i produkcji budowlanej w grudniu 2012 roku w ujęciu rok do roku, pokazał ich spadek odpowiednio o 10,6% i aż 24,8%, co wzbogacone o dane dotyczące sprzedaży detalicznej (także spadek w ujęciu realnym) wręcz namacalnie świadczyło o głębokiej recesji w tym miesiącu.

Ale mimo tych twardych danych z gospodarki już za cały IV kwartał 2012 roku i I kwartał 2013 roku, prezentowano dane optymistyczne o utrzymującym się wzroście PKB, co może świadczyć tylko o jednym – tak życzyli sobie ówcześni rządzący.

Dr Zbigniew Kuźmiuk