Wielka tajemnica TTIP
Czwartek, 3 marca 2016 (04:12)Dynamizacja handlu europejsko-amerykańskiego, w tym polsko-amerykańskiego, jest w naszym interesie. Uważam, że kraje zaliczane do kręgów cywilizacji zachodniej, jaka by ona nie była, innej na dzień dzisiejszy nie ma, powinny dążyć do głębszej współpracy, a w związku z tym integracji, przy zachowaniu własnej podmiotowości i niezależności.
Dlatego też od 2013 r. trwają negocjacje między Europą a Stanami Zjednoczonymi w sprawie zawiązania Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP).
Niemniej jednak uważam, że TTIP w tym kształcie, w którym jest nam obecnie proponowany, i na tyle, na ile go znamy, nie jest najlepszym wyjściem. A to dlatego, że nie jest rozwiązaniem symetrycznym. W tym dwoistym układzie amerykańsko-europejskim to partnerzy zza Atlantyku zdecydowanie dominują. Jak mówię, w myśl obecnych zapisów TTIP.
Tu nie chodzi o stronę amerykańską w sensie państwa Stany Zjednoczone, chodzi o korporacje międzynarodowe, które w zdecydowanej większości wywodzą się z tego kraju. Sądy arbitrażowe, które miałyby rozstrzygać spory pomiędzy państwami a inwestorami, a nawet spory z udziałem poszczególnych konsumentów, byłyby ulokowane za oceanem, byłyby podporządkowane prawu, nie naszemu krajowemu, a amerykańskiemu. To jest bardzo niepokojące, bo o ile może stwarzać wrażenie równości wobec prawa, i to niezłego prawa amerykańskiego, o tyle trzeba zwrócić uwagę na fakt, iż polskich konsumentów, firm, a nawet w większości przypadków państwa polskiego, nie byłoby stać na toczenie sporów tak kosztownych i nowych w sensie kultury prawnej. Ta symetria jest niepokojąca.
Niepokojąca jest też sama ilość przepisów, które proponuje się nam w projekcie TTIP. Jeżeli chcemy pogłębiać naszą współpracę, to powinniśmy likwidować bariery, jakie przed nią stoją, powinniśmy w związku z tym deregulować, uwalniać, zwiększać swobodę w handlu. To znaczy, że powinniśmy zlikwidować wszystko to, co nam przeszkadza. Kolejne tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy regulacji w handlu i choćbyśmy je nazwali najpiękniej, w tym przypadku jest to Transatlantyckie Partnerstwo Handlowe i Inwestycyjne, to oznacza, że my tę sprawę komplikujemy, a nie upraszczamy.
Dlatego bardzo ostrożnie podchodziłbym do tej sprawy i nie wypowiadałbym się na jej temat pochopnie. A do procesu tworzenia projektu włączyłbym jak najwięcej podmiotów i uczyniłbym go bardziej przejrzystym. Na dzień dzisiejszy nad tym projektem procedują wąskie kręgi osób i niewiele osób ma do niego dostęp. Sama atmosfera tajemniczości nie służy sprawie partnerstwa europejsko-amerykańskiego.
Dr Marian Szołucha