• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Smuda znów w Wiśle?

Wtorek, 1 marca 2016 (20:34)

Brzmi to nieprawdopodobnie, ale Franciszek Smuda znów może zostać trenerem piłkarzy Wisły Kraków. Po raz czwarty w karierze!

Wisła jest w kryzysie, największym od czasów, gdy przejął ją Bogusław Cupiał. Dzięki pieniądzom przedsiębiorcy z Myślenic seryjnie sięgała po mistrzowskie tytuły, rywalizowała w europejskich pucharach, ale od kilku lat jej notowania regularnie spadały. Teraz sięgnęła dna, a po sobotniej porażce z Podbeskidziem Bielsko-Biała spadła na przedostatnie miejsce w ligowej tabeli. Widmo degradacji zajrzało jej w oczy, a efektem fatalnej postawy na boisku była zmiana trenera. Już trzecia w sezonie. Najpierw jesienią Kazimierza Moskala zastąpił Marcin Broniszewski, zimą na ławce zasiadł Tadeusz Pawłowski, który stracił posadę po zaledwie trzech meczach. Jego miejsce ponownie zajął Broniszewski, ponownie w roli „strażaka”. Wkrótce stery w drużynie ma zająć ktoś inny, ktoś, kto zagwarantuje, że w przyszłym sezonie Wisła nie będzie walczyła o powrót do ekstraklasy. Kto? Być może Smuda. Prawdopodobnie Smuda.

Bądźmy szczerzy: w tej chwili praca na Reymonta nie wygląda bowiem na pracę marzeń. Drużyna jest w rozsypce, nie ma sił na pełne 90 minut, czyli została fatalnie przygotowana do rozgrywek, każda porażka działa na morale piłkarzy jak cios Mike'a Tysona z najlepszych jego lat. Kolejki chętnych do przejęcia zespołu nie widać, nie było ich zresztą widać jesienią, gdy po zwolnieniu Moskala plasowała się w górnej połówce tabeli. Wtedy jednak miała problemy innego rodzaju – kadrowe i finansowe.

Zimą Cupiał groszem jednak sypnął, pospłacał zaległości i po raz pierwszy od kilku lat dał zielone światło na ciekawe transfery. Wisła z pewnością jest mocniejsza niż pół roku temu, co jednak nie przekłada się na wyniki, bo tych... nie ma. Ostatni mecz wygrała w listopadzie, od tego czasu bijąc jeden klubowy rekord. Niechlubny, bo w liczbie porażek z rzędu.

Jedno jest pewne: chcąc uratować się przed spadkiem, włodarze „Białej Gwiazdy” nie mogą sobie pozwolić na eksperymenty i pomyłkę. Muszą postawić na trenera, który błyskawicznie będzie potrafił zespół odbudować. Który zna realia pracy na Reymonta. Wiele wskazuje na to, że zostanie nim Smuda, który jeszcze kilka miesięcy temu z Wisłą się... sądził.

„Franz” jest ulubionym trenerem Cupiała. Pierwszy raz objął krakowską drużynę latem 1998. Wisła była wtedy na fali wznoszącej, a szkoleniowiec znał smak Ligi Mistrzów z okresu pracy w Widzewie Łódź. Wspólna przygoda zapowiadała się na długą i owocną, ale potrwała tylko nieco ponad rok. Kolejny raz trenerem Wisły Smuda został w czerwcu 2001. W marcu roku kolejnego już się z nią pożegnał. Trzeci raz do tej samej rzeki wstąpił także w czerwcu, ale 2013. Wytrwał najdłużej, bo do marca 2015, lecz rozstał się w najgorszej atmosferze, wylewając żale na ówczesnego prezesa Roberta Gaszyńskiego. W kolejnych miesiącach o swoje, czyli należne mu pieniądze z tytułu kontraktu, procesował się z klubem w sądzie. Wydawało się wtedy, że drogi jego oraz Wisły rozeszły się na dobre, jednak życie lubi zaskakiwać.

Dziś były selekcjoner naszej reprezentacji ponownie jest kandydatem numer jeden do objęcia „Białej Gwiazdy”. Działacze z Reymonta nabrali wody w usta i nic nie zdradzają, ale sam „Franz” przyznał, że Wiśle pomocy nigdy by nie odmówił. Czy zatem dojdzie do czwartej jego przygody z krakowskim klubem? To prawdopodobne, bo ten nie ma czasu na poszukiwania, a namówienie kogoś innego do pracy w obecnej sytuacji wydaje się czymś nierealnym.

Piotr Skrobisz