Przeciek kontrolowany…?
Wtorek, 1 marca 2016 (04:02)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Do mediów wyciekł projekt opinii Komisji Weneckiej ws. Trybunału Konstytucyjnego, zanim jeszcze trafił do polskich władz. O czym to, Pana zdaniem, świadczy, czy jest to przypadek, czy może przeciek kontrolowany?
– Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć, że to upublicznienie projektu opinii Komisji Weneckiej ws. Trybunału Konstytucyjnego, zanim trafił on na biurko polskich władz, nie świadczy dobrze o instytucji, która taki raport przygotowuje. Nie jest to bowiem tylko kwestia wycieku przed czasem, ale także to, iż nie jest to przecież ostateczna wersja tego dokumentu. Przypomnę tylko, że plenarne posiedzenie Komisji Weneckiej, na którym ostateczna wersja tego dokumentu ma być przyjęta, ma się odbyć dopiero w dniach 11-12 marca. Chciałbym mimo wszystko wierzyć, że Komisja Wenecka zachowa się tak, jak zachować się powinna, a więc jako profesjonalne ciało prawnicze, i że dokona oceny z punktu widzenia prawnego. Tymczasem tego rodzaju przeciek do mediów mógłby podawać to w wątpliwość.
Uczestniczył Pan w rozmowach z przedstawicielami Komisji Weneckiej. Jak to wyglądało z Pana punktu widzenia?
– Podczas rozmów z Komisją Wenecką w Warszawie przedstawiciele tego gremium, po wysłuchaniu strony polskiej, zwrócili uwagę, że stwierdzają, iż w zasadzie problem jest nie tyle natury prawnej, co natury politycznej. W moim przekonaniu, gdyby Komisja Wenecka odniosła się tylko do aspektów prawnych, to wyrażona opinia powinna być pozytywna dla Polski. Natomiast jeżeli będzie inaczej, to oznaczałoby, że górę wzięły jednak argumenty natury nie prawnej, a politycznej.
Z czego wynika to przekonanie?
– Ponieważ wszystkie rozwiązania, które zostały przyjęte w znowelizowanej ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, funkcjonują w krajach Unii Europejskiej. Owszem, nie we wszystkich krajach wszystkie elementy, ale w poszczególnych krajach zastosowano analogiczne rozwiązania do tych, jakie zastosowaliśmy w nowej z 22 grudnia 2015 r. Stąd też, jak sądzę, wypowiedź przewodniczącego Komisji Weneckiej z przedstawicielami Sejmu i Senatu była taka, że w istocie mamy do czynienia bardziej z problemem natury politycznej, a nie prawnej.
Póki co dokument, o którym rozmawiamy, wskazuje na pewne zastrzeżenia, krytykuje też zmiany wokół Trybunału Konstytucyjnego. Jaka powinna być reakcja polskich władz, jeśli ostateczny raport okaże się niekorzystny?
– Po pierwsze, polski rząd jest suwerenny w podejmowaniu decyzji dotyczących naszych wewnętrznych spraw. I to powinno być jasne dla każdego. Po drugie, Polska rozważy wszystkie okoliczności wynikające z tego raportu. Warto też podkreślić, że raport Komisji Weneckiej nie ma waloru obowiązującego, natomiast ma walor opiniujący i jako taki nie będzie wiążący dla Polski. Jeśli jednak będą tam sugestie dotyczące lepszych rozwiązań, to niewykluczone, że ich przyjęcie zostanie rozważone. Powrócę jeszcze na moment do wspomnianych rozmów z Komisją Wenecką, która gościła w dniach 8-9 lutego w Warszawie – mianowicie jeden z jej członków, bodajże z Belgii, wskazywał też na możliwości wypracowania przyszłego kompromisu w oparciu o nowelizację Konstytucji RP. Zresztą my również deklarowaliśmy – jeszcze wcześniej – wolę wypracowania konsensusu w oparciu o nowelizację Konstytucji. Jak widać, na razie na tego rodzaju rozwiązania nie ma zgody ze strony ugrupowań opozycyjnych.
Skoro mowa o opozycji, to Ryszard Petru w jednym z wywiadów stwierdził, że jeśli ostateczny kształt raportu Komisji Weneckiej będzie taki jak jego projekt, to trzeba będzie wymóc na rządzie, żeby cofnął zmiany w Trybunale Konstytucyjnym…
– No cóż, widać wyraźnie, że wszystko to układa się w sposób jednoznaczny. Przede wszystkim – co zresztą mówiłem już wielokrotnie – ugrupowania opozycyjne traktują Trybunał Konstytucyjny instrumentalnie. Tu nie chodzi o prawo, tu chodzi o to, że opozycja nie może się pogodzić z werdyktem narodu-suwerena z 25 października 2015 r. i wszelkimi sposobami próbuje odwrócić bieg historii. Gdyby nie było sprawy Trybunału, byłyby inne, które urastałyby do równie wielkiej rangi. I również w tych przypadkach zasłaniano by się prawami obywatelskimi, demokracją czy Konstytucją RP. Tymczasem sam fakt, że Ryszard Petru może wypowiadać takie słowa i opinie, jakie wypowiada, najlepiej świadczy o tym, że demokracja w Polsce ma się dobrze, że podstawowe wartości państwa demokratycznego są zachowywane. Chce także podkreślić, że to Naród oczekuje daleko idących zmian w Polsce. Dlatego też Prawu i Sprawiedliwości, które w kampanii wyborczej deklarowało zmiany zgodnie z oczekiwaniami i wolą Polaków, Naród powierzył władzę. Zarówno Nowoczesna.pl, jak i Platforma Obywatelska, nie mogąc się z tym pogodzić, podejmują wszelkie działania, łącznie z tymi, które jako żywo przypominają to, co się wydarzyło już w naszej historii pod koniec XVIII wieku, kiedy również w obronie rzekomo zagrożonej wolności zwrócono się o pomoc do carycy Katarzyny II. Jak się to skończyło, wszyscy pamiętamy.
Wspomniał Pan, że wiele wskazuje, iż o ostatecznym kształcie opinii Komisji Weneckiej mogą decydować względy polityczne, a mniej merytoryczne, czyli prawne. Jakie w takim układzie znaczenie ma opinia Komisji Weneckiej?
– Minister Witold Waszczykowski, który, przypomnę, zwrócił się o opinię do Komisji Weneckiej, był głęboko przekonany, że zmiany w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym są zgodne z Konstytucją RP. Zresztą krok po kroku mogę wykazywać, że nie dostrzegam żadnej kolizji z Konstytucją. Minister Waszczykowski liczył na to, że Komisja Wenecka, w końcu składająca się z prawników, będzie analizowała sprawę tylko i wyłącznie z punktu widzenia prawnego. Ciekaw jestem, jaka jest argumentacja. Z pewnością będziemy analizować ten raport, jak się pojawi już w ostatecznej, oficjalnej wersji. Sądzę, że wówczas rząd RP odniesie się do zawartych tam tez.