Policja wymaga zmian
Piątek, 26 lutego 2016 (03:19)Z Andrzejem Maciejewskim, posłem ruchu Kukiz’15 oraz ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Mariusz Kamiński poinformował, że istnieje lista 48 dziennikarzy, którzy w czasach rządów PO i PSL byli inwigilowani przez ABW. Nie wykluczył, że liczba ta może być większa.
– Na razie wiemy o tych 48 przypadkach, ale to jest ciągle sprawdzane. Nie usłyszeliśmy oceny, jakiego poziomu dotknęły działania wymierzone w dziennikarzy, ale to pokazuje stan policji, służb i całego państwa. A przypadek byłego komendanta głównego Policji, inspektora Zbigniewa Maja pokazuje, że dzieje się bardzo źle.
Stołeczna prokuratura uznała, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowania w tej sprawie. Ktoś mógł wprowadzić ministra Kamińskiego w błąd?
– Na dzisiaj szczegóły tej sprawy nie są ujawnione. Ale decyzja prokuratury nie stwierdza tego, że nie było podsłuchów, tylko że nie widzi znamion przestępstwa. Istnieje prawo, które pozwala na inwigilowanie obywateli i to w różnej formie. Nie wspomniano, że np. nie zakładano podsłuchów. Możemy to odczytywać tak, że prokuratura mogła się dopatrzeć przesłanek, które pozwoliłyby na zaakceptowanie działań ABW. Ale bez faktów możemy jedynie poruszać się w sferze domysłów.
Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych równie istotna była sprawa byłego komendanta głównego Policji Zbigniewa Maja.
– Uderzyło mnie to, co wielokrotnie w stronę ministrów mówili posłowie Platformy Obywatelskiej – to są wasze służby i wasi ludzie. Nie ma czegoś takiego jak podział służb na partie polityczne. Służby są polskie. Ta retoryka pokazuje, jak przez 8 lat Platforma traktowała służby. A to, że służby są powiązane z politykami i wykorzystywane do celów partyjnych, to jest to już innego rodzaju patologia. Słowa klasyka raz jeszcze znalazły potwierdzenie – państwo polskie istnieje tylko teoretycznie. To w pigułce można było zobaczyć na posiedzeniu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, gdy jedna część Platformy krytykowała komendanta Maja, a druga twierdziła, że jest to policjant z powołania, ale zniszczyło go PiS. Komendant Maj nie pojawił się z pierwszym dniem rządów PiS, ale od dawna zajmował wysokie stanowiska w organach ścigania. W roku 2014, gdy było już wiadomo o pewnych podejrzeniach wobec niego, inspektor Maj uzyskał wysoki certyfikat bezpieczeństwa, gdzie przechodzi się bardzo szczegółową weryfikację. Co to pokazuje? Że w Polsce nie ma koordynacji i przepływu informacji. Wniosek jest taki, że największym wrogiem polskich służb są polskie służby. To, co najgorszego zrobiła Platforma podczas swoich rządów, to zabiła koordynację służb. Jak można było zapobiec aferom, skoro służby ze sobą nie rozmawiały?
Inspektor Maj mógł być elementem większego spisku?
– Wielokrotnie słyszałem od starych stażem policjantów, że Komenda Główna jest zagrożeniem dla policji. Określali ją jako rój os. Są to osy, które same na siebie polują i podkładają sobie świnie. Zapytałem więc ministra Błaszczaka, czy planuje reformę Komendy Głównej. System jest tak chory, że wymaga głębokich zmian. Nie może być tak, że trafiają tam osoby z podejrzeniami, a potem wykorzystuje się to jako próby zdyskredytowania władz polskich. Przypadek komendanta Maja jest porażką Polski. Premierzy i ministrowie się zmieniają, ale państwo musi trwać. Ta plama pozostaje na mundurze policjanta, to jest to, co trzeba zmienić.
Widzi Pan w osobach ministrów: Kamińskiego i Błaszczaka skutecznych reformatorów służb specjalnych i policji?
– Na komisji widziałem osoby zdeterminowane, które mają teraz kolejny argument do przeprowadzenia reform. Ale to była bolesna lekcja dla debiutującego ministra Błaszczaka. Sytuacja w policji czy kwestia teczek po Kiszczaku pokazują, że tu nie ma innego wyjścia, a trzeba dokonywać zmian. Najlepiej ze zmianą pokoleniową. Bez ustawienia wszystkiego do pionu dalej będziemy świadkami bezhołowia. Niestety, ale takie są wnioski.
To jaki jest pierwszy krok w przywróceniu normalności w policji?
– Rozmawiam z policjantami czy funkcjonariuszami straży granicznej i powiem, że twierdzą, że wraca nadzieja, że w końcu ci zajmą się swoimi obowiązkami, a nie jak dotychczas czapkowaniem wśród samorządowców, aby zebrać środki na malowanie komisariatu. Od remontowania komisariatu są inne instytucje w państwie. Skoro zmusza się policjantów do żebrania od samorządowców dodatkowych środków, to otwiera to drogę do tworzenia się wspierających się klik. To jest chory system, który mam nadzieję odejdzie w niebyt. Mimo że jestem człowiekiem nadziei, to jednak ministrowie mają przed sobą wielkie wyzwanie.