Podwójne „sprawdzam”
Czwartek, 25 lutego 2016 (20:30)Z Jakubem Kuleszą, rzecznikiem i posłem Ruchu Kukiz'15, rozmawia Rafał Stefaniuk
Węgry zapowiedziały referendum na temat tak zwanych kwot przyjmowania uchodźców. Jak ocenia Pan to posunięcie?
– Wiadomość jest rewelacyjna. Mówiło się, że Jarosław Kaczyński i Viktor Orbán są dla siebie wzajemną inspiracją, a teraz dowiadujemy się, że premier Węgier sięga po pomysły Ruchu Kukiz’15. To powinno dać do myślenia prezesowi Kaczyńskiemu. Liczę, że zapowiedzi wyborcze, mówiące, że każdy obywatelski projekt, nawet ten w sprawie referendum, będzie rozpatrzony, zostaną zrealizowane. To nasz wniosek o referendum w sprawie przyjmowania migrantów stawia w bardzo dobrej sytuacji.
Orbán twierdzi, że ważnych decyzji nie wolno podejmować ponad głowami obywateli. Chciałby Pan to kiedyś usłyszeć od wysokich przedstawicieli UE?
– Unia Europejska od wielu lat zmaga się z poważnym kryzysem demokracji. Sama europejska inicjatywa obywatelska jest bardzo trudna do realizacji. Bywały przypadki, gdy referenda krajowe były powtarzane, bo nie były po myśli decydentów europejskich. Także ważne instytucje europejskie jak choćby Komisja Europejska nie są wybierane demokratycznie. To trzeba zmienić. Unia Europejska będzie miała sens tylko wtedy, kiedy zostanie zwrócona obywatelom, i na to liczę.
Wszystko wskazuje na to, że Kukiz’15 zbierze podpisy pod wnioskiem o referendum. Jakiej decyzji w tej sprawie oczekiwałby Pan od partii rządzącej?
– Po złożeniu wymaganej liczby podpisów oczekiwałbym od PiS realizacji przynajmniej jednej obietnicy wyborczej, albo zmiany stanowiska rządu w kwestii przyjęcia uchodźców, wówczas nie musiałoby się odbywać referendum, albo obietnicy związanej ze słuchaniem obywateli, także w sprawie zorganizowania referendum, o które wnioskowało społeczeństwo. Decyzja wkrótce będzie należała do Prawa i Sprawiedliwości.
A więc PiS usłyszy – „sprawdzam”?
– To jest inicjatywa podwójnego sprawdzenia rządu. W sprawie zmiany stanowiska Rada Ministrów do tej pory się nie wywiązała, więc nie spodziewałbym się nagłej zmiany, tym bardziej że opinie ministrów rządu Beaty Szydło na to nie wskazują. Dlatego jest jeszcze jedna okazja do wyjścia naprzeciw oczekiwaniom obywateli, a więc referendum. Tego chcą nie tylko nasi wyborcy, ale też ci, którzy zaufali partii Jarosława Kaczyńskiego.
Ale żeby referendum było ważne, frekwencja musi wynieść minimum 50 proc. Takiego wyniku nie osiągnęło nawet referendum w sprawie przyjęcia w Polsce obowiązującej obecnie Konstytucji.
– Co gorsza, taką frekwencję rzadko osiągamy również przy najważniejszych wyborach ogólnopolskich – prezydenckich i parlamentarnych. Przepis wymagający frekwencji powinien zostać jak najszybciej zmieniony. Dlatego też przygotujemy odpowiednią ustawę. Nastąpi to jak najszybciej, aby zdążyć przed organizacją ważnych dla nas wszystkich referendów. Przepis mówiący o minimalnej frekwencji nie pomaga w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego.
Zdanie Polaków w sprawach uchodźców jest jasne. Ale co zrobi Bruksela, gdy Węgry i Polska referendalnie opowiedzą się przeciwko imigrantom?
– Nic nie zrobi. Będzie musiała respektować nasze decyzje i to w tak ważnej kwestii. Państwa narodowe powinny decydować, kogo, gdzie, kiedy i w jakiej liczbie przyjmują do swoich granic.
Nie obawia się Pan, że Bruksela zrobi to, o co nawoływał Martin Schulz, a więc siłą zmusi kraje Europy Wschodniej do otwarcia granic?
– O to jestem spokojny. Dlaczego? Bo politycy Unii Europejskiej są za słabi, aby ruszyć w kampanię przeciwko decyzjom obywateli państw narodowych. Myślę, że jest to straszenie dla samego straszenia. Ale niewątpliwie będzie to poważny sprawdzian z demokracji dla urzędników europejskich.