Sterowany Wałęsa?
Środa, 24 lutego 2016 (04:12)Ze Stanisławem Kogutem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Dzisiaj IPN ma udostępnić kolejne akta z archiwum Czesława Kiszczaka. O TW „Bolku” już wiemy. Spodziewa się Pan nowych nazwisk?
– Wydaje mi się, że przy ujawnianiu kolejnych części dokumentów będą pojawiać się nowe nazwiska. Jestem nawet przekonany, że czekają nas niespodzianki. Teraz wiele osób, tak zwanych bywalców salonów, a więc twarzy z pierwszych stron gazet, musi czuć niepokój. Przecież ten chichot osób m.in. powiązanych z Platformą, którzy bronią Lecha Wałęsę mimo jasnych faktów i wbrew logice, musi mieć podstawy. Serwuje się nam „autorytety”. A dlaczego te same autorytety obalały rząd Jana Olszewskiego? Kto wtedy nazywał Antoniego Macierewicza warchołem? Skoro ci ludzie utrzymywali kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa, a potem z Czesławem Kiszczakiem, to niech sobie zrobią porządny rachunek sumienia. Zgadzam się w pełni z Kornelem Morawieckim, legendą „Solidarności Walczącej”, który powiedział, że Wałęsa powinien przeprosić Naród, bo dzięki Narodowi został prezydentem Rzeczypospolitej i osiągnął to, co osiągnął.
Na razie Lech Wałęsa jest za granicą, więc na odpowiedź na apel marszałka Morawieckiego poczekamy.
– Dlatego osobiście chciałbym mu przypomnieć, że mamy okres Wielkiego Postu. A co robi Wałęsa? Tańczy na balu w Miami. On wie, że katolik nie może uczestniczyć w hucznych zabawach w tym okresie. Wydaje się, że dawno już zapomniał, że nosi Matkę Bożą w klapie. Gdyby o tym pamiętał, przyjąłby inną postawę. A tak zamiast skruchy mamy tańce. Zasady wiary katolickiej są głębsze i wykraczają poza noszenie obrazków przypiętych do części garderoby.
Ujawnienie nowych nazwisk spowodowałoby zakończenie kilku politycznych karier, a nawet wymianę elit?
– Jestem gorącym zwolennikiem takiego rozwiązania. Uważam, że lustracja i dekomunizacja muszą zostać przeprowadzone. Wtedy nad Wisłą zapanowałby utęskniony i wyczekiwany święty spokój. Gruba krecha zrobiła to, co mamy. Inne kraje jak np. Czechy potrafiły w krótkim czasie przeprowadzić lustrację i dekomunizację. U nas się bawiono. A jak miało być inaczej, skoro niektórzy politycy nosili garnitur agenta? Jak oni mieli pozwolić na lustrację? A czy dekomunizacja to byłoby coś złego? Wystarczyłby 10-letni zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk. Nikt nie żądał wysyłania ich na Syberię czy ustawiania gilotyn. To nie były metody wolnych ludzi! Takie pomysły istniały wśród elit PRL. Przecież działacze „Solidarności” dostawali bilety tylko w jedną stronę. Nikt nie żądał odwetu. Jak pojawią się nowe nazwiska w aktach Kiszczaka, to zachwieją się kariery polityczne i tyle mogą dzisiaj stracić.
Część opozycji i nieprzychylnych PiS komentatorów sugeruje polityczną inspirację niszczenia Wałęsy.
– Śmieszy mnie to i przeraża. Co się stanie, to wszystkiemu winne PiS. Wszystkiemu winny Jarosław Kaczyński. Krystyna Pawłowicz poszła i namówiła Marię Kiszczak do kontaktu z IPN i żądania 90 tys. zł, a Jarosław Kaczyński kazał ujawnić dokumenty. To są ludzie, którzy nie wiedzą, co mówią, bo są zaślepieni nienawiścią. A to, co wyprawiają Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru, przechodzi ludzkie pojęcie. Oni powinni się zastanowić, co robią, bo chyba każdy z nas chce, aby Polska była Polską, a nie krajem zakłamania.
Jak to mówią: tonący brzytwy się chwyta.
– I to obserwujemy. Ale to nie zmienia faktu, że jeżeli ktoś był agentem, to powinien ujawnić się publicznie. Wtedy były inne czasy, można się przyznać, że się było za słabym. To był okres terroru komunistycznego. Później Wałęsa miał okazję odkupić winę, bo stał na czele „Solidarności”. Naród by wybaczył agenturalną przeszłość. Co w zamian tego słyszymy? Że będzie ciągał ludzi po sądach! Już tyle sądów nad tą sprawą było, że trudno podważyć prawdziwość dokumentów, które przekazała żona Czesława Kiszczaka. Teraz żąda się grafologa. Ten przyjdzie. Potem usłyszymy, że trzeba ich kilku, a następnie, że z innych krajów i instytucji. Absurd goni absurd.
Z czym Pan wiąże upór Wałęsy przed rozliczeniem się z przeszłością?
– Wałęsa był ogromnym autorytetem. Gdzie byłem, to świat poznawał Polskę po św. Janie Pawle II, „Solidarności” i Lechu Wałęsie. Były prezydent ma świadomość, że jego autorytet spadnie ostro w dół. Walka idzie więc o pamięć w historii. Co by tu powiedzieć, to była postać nietuzinkowa. To był przywódca „Solidarności”, 10-milionowego ruchu, który obalił komunizm. I tu muszę nie zgodzić się z Lechem Wałęsą, bo to nie on w pojedynkę zdjął ze świata żelazną kurtynę, ale właśnie te 10 mln ludzi. Nie tylko Wałęsa siedział w więzieniu. Warto, by o tym pamiętał.
Postawa Wałęsy odbije się na pamięci o „Solidarności” lat 80.?
– „Solidarność” zawsze będzie już zapamiętana jako ruch społeczny, który obalił komunizm. Nie da się tego zmienić i podważyć. Cały świat obserwował to, co działo się w Polsce. To jest symbol tworzący historię. Jeżeli ktoś ma na tym ucierpieć, to tylko Lech Wałęsa.
Mógł być sterowany przez SB w latach 80.?
– To bardzo prawdopodobne, że wtedy był sterowany. Ale ani ja, ani pan tego nie wiemy, bo nie byliśmy podczas spotkań Wałęsy z komunistyczną władzą. Metody UB były i są znane. Jak niewygodny był bł. ks. Jerzy Popiełuszko, to SB nie zawahało się, żeby we Włocławku wrzucić go do Wisły i utopić kapelana „Solidarności”. Oni nie przebierali w środkach. Na pewno Wałęsa, gdy był przesłuchiwany, to nie był w komfortowej sytuacji. Dla nich najważniejsze było to, żeby człowieka złamać, dla niego, aby nikt nie dowiedział się o jego agenturalnej przeszłości.
A więc na historykach spoczywa bardzo odpowiedzialne zadanie?
– „Odpowiedzialne” to jest za delikatne słowo. Polszczyzna powinna wykształcić stopień dużo wyższy. Historycy będą musieli zbadać przeszłość i opisać ją dla przyszłych pokoleń. Mają przy tym świadomość, że ich działania nie mogą niesłusznie osłabić autorytetu prezydenta RP i pierwszego przewodniczącego „Solidarności”. Człowieka łatwo jest zniszczyć, więc potrzeba niezwykłej czujności, aby zbadać, który wątek jest prawdziwy, a który nie. Mają odpowiedzialne zadanie przed Panem Bogiem, Ojczyzną, historią i ludźmi.