Mielec przyczółkiem Lockheed Martin w Europie
Sobota, 20 lutego 2016 (18:18)Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W PZL Mielec gościła w piątek prezes koncernu Lockheed Martin Marillyn Hewson. Czego dotyczyła ta wizyta?
– Wizyta była konsekwencją przejęcia w listopadzie 2015 r. przez koncern Lockheed Martin od United Technologies Corporation firmy Sikorsky Aircraft Corporation, w związku z czym również PZL Mielec stały się częścią największego koncernu zbrojeniowego na świecie, działającego także w obszarze bezpieczeństwa oraz techniki lotniczej i kosmicznej. Prezes Marillyn Hewson podczas spotkania z załogą potwierdziła, że PZL Mielec to w tej chwili największy zakład Lockheeda poza Stanami Zjednoczonymi. Stwierdziła, że liczy, iż Mielec będzie produkcyjnym przyczółkiem koncernu w Europie. Poinformowała również, że w tej chwili trwają przygotowania do ulokowania w Mielcu konkretnej produkcji.
Czy wiadomo coś więcej na temat szczegółów nowych planów produkcyjnych?
– Szczegółów nie znamy. Natomiast z tego, co powiedziała prezes Marillyn Hewson, PZL Mielec są świetnie przygotowane zarówno pod względem technicznym, jakościowym, jak i personalnym do produkcji, jaką Lockheed zamierza tu ulokować.
Czy to oznacza, że Black Hawk poszedłby w odstawkę?
– Ależ nie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby realizować produkcję śmigłowców, a jednocześnie zająć się innym produktem czy produktami, które są w ofercie koncernu Lockheed Martin. Zobaczymy, jak się potoczą losy przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Myślę, że są duże szanse na to, aby Black Hawk wrócił do gry. Stąd produkcja zostanie utrzymana, a linia produkcyjna śmigłowców z pewnością nie zostanie zamknięta. Podobne deklaracje padły co do kontynuacji produkcji samolotu M-28, z którego słyną PZL Mielec.
Czyli inaczej mówiąc, oznacza to rozwój PZL Mielec?
– Głęboko w to wierzę, zresztą podobnie jak cała nasza załoga. Nie sądzę też, żeby tak poważna firma jak Lockheed Martin kupowała równie znanego producenta Sikorsky Aircraft Corporation, a tym samym PZL Mielec, tylko po to, aby zamknąć czy zakończyć dotychczasową produkcję. Deklaracja prezes Marillyn Hewson brzmiała jednoznacznie, że Lockheed będzie rozwijał mielecką firmę.
Może zatem doczekamy się, że nad Mielcem będą latać nie tylko produkowane tu śmigła, ale również nowe skrzydła…?
– Oby tak było i nie ukrywam, że bardzo na to liczę. Oznaczałoby to powrót do dawnego poziomu zatrudnienia – może jeszcze nie w tym roku, bo stworzenie nowej linii produkcyjnej wymaga jednak dłuższego czasu, ale początek przyszłego roku może dać pozytywny sygnał, jeśli chodzi o – nazwijmy to – nowe otwarcie firmy.
Tak czy inaczej, jeśli chodzi o koncern Lockheed Martin, przetarg na samoloty F-16 i offset, to Polska ma raczej nieciekawe doświadczenia…
– Owszem, ale myślę, że te niedobre doświadczenia wynikają bardziej ze złego skonsumowania tego offsetu przez polską stronę niż przez stronę amerykańską. Offset przy okazji zakupu samolotów F-16 został źle skonstruowany i źle skonsumowany przez ówczesne kierownictwo resortu gospodarki. Myślę, że teraz, kiedy czekają nas poważne zakupy dla polskiej armii, powinny być wyciągnięte właściwe wnioski z tamtej lekcji. Warto przypomnieć, że kontrakt na zakup 48 samolotów F-16 był pierwszym dużym kontraktem w ramach ustawy offsetowej i tak na dobrą sprawę wszyscy uczyliśmy się, choć cena za tę lekcję była oczywiście wysoka.
Czy wizyta w Polsce szefowej koncernu Lockheed Martin i rozmowy z przedstawicielami rządu mogą mieć również związek z przetargiem śmigłowcowym?
– Szczegółów nie znam, ale sądzę, że tak, choć nie tylko. Ministerstwo Obrony Narodowej realizuje kilka programów zbrojeniowych dotyczących m.in. zakupu systemu obrony przeciwlotniczej, którego podstawowym komponentem miałyby być amerykańskie pociski przeciwlotnicze i radary systemu Patriot, których producentem jest właśnie koncern Lockheed Martin.
Proszę powiedzieć, jakie nadzieje PZL Mielec wiąże z programem ogłoszonym przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego?
– „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” oparty na pięciu filarach: industrializacji, rozwoju innowacyjnych firm, organizowaniu krajowego kapitału dla rozwoju, ekspansji zagranicznej oraz na rozwoju społecznym i regionalnym to nadzieja i szansa na rozwój Polski. W niedalekiej perspektywie wydamy ok. 130 miliardów złotych na zakupy dla wojska. Fakt, iż zamówienia w znacznej mierze mają być przekierowane na firmy, które produkują sprzęt wojskowy w Polsce, to dobry znak. Z pewnością będzie to duży zastrzyk także w aspekcie tworzenia nowych miejsc pracy o wysokich standardach w przemyśle. Na czym nasza gospodarka powinna bardzo dużo zyskać. W tym również branża lotnicza i firmy Doliny Lotniczej skupiającej wiodące zaawansowane technologicznie zakłady tej branży z Polski Południowowschodniej i Wschodniej, która obejmuje ponad 90 proc. produkcji całego polskiego przemysłu lotniczego, co więcej, stale przyciąga nowych inwestorów z całego świata.