• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Europa w gazowych kleszczach

Piątek, 16 listopada 2012 (03:00)

Bułgaria jest ostatnim krajem, który wyraził zgodę na wybudowanie przez Rosję gazociągu South Stream. Razem z Północnym zapewni on Gazpromowi dominującą pozycję na europejskim rynku błękitnego paliwa. W przypadku wschodniej i środkowej części kontynentu będzie to w praktyce monopol.

Trasa rurociągu rozpoczyna się na północnym Kaukazie w Kraju Krasnodarskim. W rejonie miejscowości Dżubga położonej na brzegu Morza Czarnego, prawie w środku pomiędzy Soczi a granicą z Ukrainą, rura wchodzić będzie do morza, skąd po dnie gaz będzie tłoczony w kierunku Bułgarii. Stamtąd rura przez Serbię, Węgry i Słowenię trafi do Włoch w okolicach Tarvisio. Początkowo projekt zakładał rozdzielenie gazociągu w pobliżu Warny.

Jedna jego nitka prowadziłaby, tak jak powyżej opisano, ale na końcu kierowałaby się nie do Włoch, ale do Austrii. Druga miała skręcać na południe do Grecji, skąd przez Adriatyk mogła zaopatrywać Włochy. W ubiegłym tygodniu Gazprom ogłosił redukcję tych planów.

Wczoraj Bułgarski Holding Energetyczny i Gazprom podpisały porozumienie w sprawie decyzji inwestycyjnej o budowie bułgarskiego odcinka South Stream – wcześniej Rosjanie uzyskali zgodę od innych państw.

Jednocześnie została podpisana umowa o dostawach gazu ziemnego dla Bułgarii na najbliższe 10 lat. Jej założenia były ustalane do ostatniej chwili. Sofia uzależniała od tej umowy podpisanie zgody na South Stream. Według prezesa Gazpromu Aleksieja Millera, cena gazu „jest najniższa dla kategorii państw takich jak Bułgaria”, czyli tych, które same nie inwestują w wydobycie gazu w Rosji.

Premier Bułgarii Bojko Borysow, który był obecny przy podpisaniu umów, stwierdził, że „cena jest o około 20 proc. niższa od obecnej i tylko niewiele wyższa od ceny dla Niemiec”. Szef bułgarskiego resortu gospodarki i energetyki Delian Dobrew zapewnił, że po uruchomieniu nowego gazociągu Bułgaria nie straci wpływów z tranzytu, które otrzymuje obecnie. Sofia zagwarantowała sobie możliwość renegocjowania warunków zakupu gazu po pięciu latach.

W spółce budującej South Stream połowę udziałów ma Gazprom, a resztę dzielą włoski Eni (20 proc.), niemiecki Wintershall (15 proc.) i francuski EdF (15 proc.). South Stream będzie mógł rocznie przesłać 63 mld metrów sześciennych gazu.

Magistrala będzie się składać z czterech nitek o przepustowości po 15,75 mld metrów sześciennych. Łączna długość to ok. 3700 km, przy czym morski odcinek będzie miał 900 kilometrów. Pierwszą nitkę Gazprom zamierza uruchomić w 2015 roku, a pełną moc rurociąg osiągnąłby w 2018 roku. Inwestycja będzie kosztować według najnowszych szacunków co najmniej 16 mld euro. Dla porównania – Gazociąg Północny ma 1222 km długości (pod wodą) i przepustowość 55 mld metrów sześciennych rocznie.

To niekorzystna umowa

Bułgarski, lądowy, odcinek South Stream ma mierzyć 540 km, a zarządzać nim będzie spółka, w której Bułgaria i Rosja mają po połowie udziałów. Wartość inwestycji w Bułgarii jest oceniana na 3,3 mld euro i ma się zwrócić za 15 lat. Finansowanie, w razie braku możliwości pokrycia przez bułgarskie państwo kosztów udziału w budowie, zapewni Gazprom, a Bułgaria spłacałaby ten kredyt, nie pobierając należących się jej opłat za tranzyt gazu.

Daje to argumenty przeciwnikom projektu, według których bułgarscy negocjatorzy nie potrafili wykorzystać strategicznej pozycji kraju i wywalczyć dogodnych warunków w klauzulach dotyczących korzystania z przyszłego gazociągu. Przeciw umowie opowiedziały się wszystkie siły polityczne poza rządzącą partią GERB oraz liczni eksperci. Podkreślają oni, że udział w South Stream przy braku działań na rzecz dywersyfikacji źródeł energii nie odpowiada celom unijnej polityki energetycznej.

Budowę drugiego już gazociągu omijającego naszą część Europy od początku ostro krytykuje Ukraina. W wyniku otwarcia nowego kanału zaopatrzenia Europy Zachodniej w strategiczny surowiec straci status i przywileje państwa tranzytowego. Kijów wielokrotnie apelował do Rosji o odstąpienie od budowy South Stream, jednak bez rezultatu. Rosja postawiła na kosztowną podwodną inwestycję omijającą Ukrainę, chociaż gaz równie dobrze mógłby płynąć lądem przez Ukrainę i Rumunię.

South Stream jest także konkurencją dla wspieranego przez Unię Europejską i USA gazociągu Nabucco, który to projekt praktycznie traci rację bytu.

Piotr Falkowski