• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Wkrótce poznamy kolejne dokumenty SB?

Piątek, 19 lutego 2016 (04:11)

Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Prezes IPN Łukasz Kamiński poinformował, że w dokumentach znalezionych w domu Czesława Kiszczaka jest m.in. zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa podpisane: Lech Wałęsa „Bolek” oraz pokwitowania odbioru pieniędzy. Wałęsie coraz trudniej jest się bronić?

– Nie uważam, żeby te dokumenty w kwestii Wałęsy były rewelacją. Chociaż chcę podkreślić, że nie wiem, co tam jeszcze jest, bo tam jest 5 kartonów dokumentów. Natomiast odkrycie dwóch teczek – osobowej i pracy Lecha Wałęsy jest przypieczętowaniem tych ustaleń, które poczynili kilka lat temu Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. Związki Wałęsy z SB zostały już szczegółowo opisane. Tak naprawdę te materiały, które teraz bada IPN, dodają treści do wcześniejszych ustaleń. Może dowiemy się, z kim się spotykał, kto był jego oficerem prowadzącym, co mówił i na kogo oraz jakie były powody i okoliczności jego werbunku. Dzięki tym dokumentom może poznamy nowe szczegóły. Jednak podstawowe ustalenia zostały już poczynione.

Wśród dokumentów znajduje się list Kiszczaka adresowany do dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie, w którym informuje o przekazaniu do Archiwum Akt Nowych akt dokumentujących współpracę Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. List jest datowany na kwiecień 1996 r. i nigdy nie został wysłany. Co nam to mówi? Przekazaniu dokumentów towarzyszyła jakaś nieznana nam gra?

– Trudno mi powiedzieć, co jest istotą tego wątku. Skoro Kiszczak napisał ten list, to musiał chcieć go wysłać i powinien to zrobić. Jak wiemy, listu nie wysłał, a dokumentów nie przekazał. Ostatecznie postanowił zostawić ten materiał i traktować go jako haki. Dlaczego się rozmyślił? Nie wiem. To jedna z interesujących tajemnic tego wątku.

Lech Wałęsa i jego zwolennicy twierdzą, że wszelkie dokumenty dowodzące jego agenturalnej przeszłości są sfabrykowane. Jakie jest prawdopodobieństwo takiego obrotu sprawy?

– Zerowe. Jeżeli historycy i archiwiści, którzy się pochylili nad tym, powiedzieli, że one są autentyczne, to one są autentyczne. Nie jest tak łatwo fałszować dokumenty. W przypadku Lecha Wałęsy bezpieka próbowała to robić, ale to archiwiści i historycy wykryli to od razu.

Co następnie powinien zrobić IPN? Konieczne są dalsze przeszukania, w tym w domu Wałęsy?

– Decyzję w tej sprawie powinien podjąć prokurator, a nie ja. Wszystko jednak uzależnione jest od procedur. Skoro prokurator uzna, że Wałęsa może mieć dokumenty, które powinny się znajdować w IPN, to przesłuchanie wydaje się oczywiste. Ciągle pozostaje kwestia mikroklisz wypożyczonych przez Wałęsę z IPN Gdańsk, z których zwrócił puste koperty. Nie wiadomo, co się z nimi stało.

Wkrótce poznamy akta osób powiązanych z Lechem Wałęsą?

– Nie wiem, co znaleziono u Czesława Kiszczaka poza dokumentami Lecha Wałęsy. Myślę, że u innych dawnych funkcjonariuszy MSW czy SB może znajdować się wiele takich dokumentów. Niepokojące może być tylko to, że skoro widzą, co się dzieje z aktami Kiszczaka, to postanowią swoje wrzucić do kominka. Tego nie można wykluczyć.

Ale nie wyklucza Pan tego, że gdzieś ukryte są akta innych ważnych osób dawnej „Solidarności”, którzy mieli w swoim życiorysie związki ze Służbą Bezpieczeńśtwa?

– Jest to całkiem prawdopodobne. To, że masowo wynoszono akta, to jest oczywiste. Kiedyś miałem taki przypadek, że opublikowałem artykuł w gazecie, w którym w jednym miejscu pomyliłem datę. Po czym dostałem anonimowego e-maila od człowieka, który tę datę sprostował. On musiał widzieć dokumenty SB, chociaż nie miał do nich dostępu. To musiał być dawny funkcjonariusz, który chciał się pochwalić swoją wiedzą. To mi dało dużo do myślenia, że ci funkcjonariusze, nawet jak nie mają oryginałów, to mogą mieć kopie wielu dokumentów.

A więc kolejne rewelacje są możliwe?

– Oczywiście, że tak.   

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk