Bojkot kierowców? „Bo liczy się tylko kasa”
Czwartek, 18 lutego 2016 (21:35)Najlepsi kierowcy zagrozili, iż jeśli ich głos nie będzie w przyszłości respektowany, to zaczną bojkotować eliminacje rajdowych mistrzostw świata. Wszystko przez – ich zdaniem – igranie ze zdrowiem i życiem, „byle tylko kasa się zgadzała”.
O tym, że rajdy balansują na granicy, kierowcy zaczęli wspominać już jakiś czas temu. Wpierw cicho, a mocniejsze głosy oburzenia pojawiły się przy okazji ubiegłorocznego Rajdu Australii. Chodziło dokładnie o kilka nocnych odcinków specjalnych, które rozgrywały się w anormalnych warunkach, tumanach kurzu, praktycznie ograniczających do zera widoczność. Kierowcy wspominali o tym organizatorom, tłumacząc, że w przypadku jakiegoś niebezpieczeństwa czy pojawienia się na drodze człowieka albo zwierzęcia nie mieliby szans na odpowiednią reakcję, ale ich opinia pozostała bez echa. Zawody się odbyły, bo musiał zgadzać się rachunek ekonomiczny.
Czara goryczy przelała się podczas ostatniej eliminacji cyklu, Rajdu Szwecji. To jedyna całkowicie zimowa impreza w kalendarzu, bardzo lubiana przez kierowców. Gdy na drodze leży śnieg i panują niskie temperatury, pokonywanie tamtejszych odcinków specjalnych sprawia sporą frajdę. Tym razem frajdy nie było, raczej dramatyczna walka o przetrwanie. Z powodu fatalnych warunków, braku śniegu, mnóstwa zalegającego błota, wody i brudu, organizatorzy skrócili trasę z 21 do 13 oesów, do końca robiąc wszystko, by zawody w ogóle się odbyły. – Nie ma sensu ściganie się przy tej pogodzie, po przejechaniu kilku kilometrów opony stracą wszystkie kolce i dalej nie da się jechać – grzmiał Francuz Sebastien Ogier z Volkswagena, mistrz świata. Ale rajd się odbył, bo „show must go on”.
Kierowcy się wściekli. Dziś mówią wprost, iż jeśli ktoś nie zacznie liczyć się z ich zdaniem, opiniami i postulatami, to zaczną bojkotować rajdy. Niewiele brakowało, aby do tego doszło już podczas zmagań w Szwecji, gdy uczestnicy rozważali wycofanie się z kilku najbardziej niebezpiecznych odcinków. Podobno „za” byli prawie wszyscy kierowcy z zespołów fabrycznych, wyłamał się tylko jeden (Nowozelandczyk Hayden Paddon z Hyundaia) i dlatego do precedensu nie doszło. – To nie jest normalne, że pewnych spraw się z nami nie konsultuje. Przecież to my ryzykujemy, dlatego musimy mieć wpływ na sprawy związane z bezpieczeństwem – podkreślił Ogier.
– Dziesięć lat temu rajd w takich warunkach zostałby całkowicie odwołany, jednak żyjemy w innych realiach. Dziś o wszystkim decydują pieniądze, słupki oglądalności w telewizji muszą się zgadzać, a my staliśmy się tylko kukiełkami. Nie możemy na to się godzić, bo w naszym sporcie bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek zawsze powinny być na pierwszym miejscu. Nie można na siłę przeprowadzać rajdów, my też musimy mieć głos w tej sprawie – dodał Brytyjczyk Kris Meeke z Citroena.
Piotr Skrobisz