• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Zakręt Weroniki Nowakowskiej

Środa, 17 lutego 2016 (20:35)

Weronika Nowakowska, nasza czołowa biatlonistka, dwukrotna medalistka mistrzostw świata, po obecnym sezonie zrobi sobie roczną przerwę od startów. Po niej ma jednak wrócić, z nadzieją na dobry występ na igrzyskach w PyeongChang.

Nowakowska była naszą bohaterką poprzedniej sportowej zimy. We wspaniałym stylu zdobyła dwa medale – srebrny i brązowy – mistrzostw świata, docierając wreszcie do miejsca, w które mierzyła o i którym marzyła od lat. Zawsze była wielkim talentem i przejawiała wielkie możliwości, kilka razy ocierała się o wielkie trofea, m.in.  medal olimpijski, ale zawsze jej czegoś brakowało. W pewnym momencie zastanawiała się nawet, co dalej, lecz wytrwale pracowała i w Kontiolahti dopięła swego. Wreszcie, pierwszy raz w karierze, wspięła się na podium najważniejszej imprezy, zyskując bodziec do dalszej pracy.

– Moim najbliższym celem stało się podium Pucharu Świata, chciałabym wreszcie wygrać jakieś zawody. A wciąż niespełnionym marzeniem pozostaje medal igrzysk olimpijskich i z tą myślą pracuję i poddaję się ciężkiemu treningowi – mówiła przed startem obecnego sezonu. Miał być równie udany co końcówka poprzedniego, a nawet lepszy. Zawodniczka nie ukrywała, że latem i jesienią harowała jak nigdy. – Nie było jednak wyjścia, bo jeśli myślimy o udanym występie na najbliższych igrzyskach olimpijskich, to już teraz musimy budować bazę. A buduje się ją tylko w ten sposób, przez ciężką pracę.  Ja do tego zdecydowałam się na nieco inny trening siłowy. Zaryzykowałam w myśl maksymy, że kto nie ryzykuje, ten traci. Jak mam być w świetnej formie na igrzyskach, to muszę przetestować i sprawdzić pewne typy treningów, różne warianty pracy. Robię to teraz, z wiarą, że najbliższy sezon wcale nie musi być przez to nieudany – podkreślała.

Rzeczywistość okazała się inna. Jak z czarnego scenariusza. Nowakowska od pierwszego startu w nowym sezonie nie przypominała siebie i to się nie zmieniło w kolejnych. W żadnym z indywidualnych biegów nawet nie zbliżyła się do czołowej dziesiątki, nie zajęła miejsca w dwudziestce. Stawała się coraz bardziej zrezygnowana. „Co się dzieje? Co z tym strzelaniem? Gdzie jest forma? Kiedy w końcu będzie lepiej? Gdzie leży przyczyna? Co zrobić, by się przełamać/poprawić? Te i wiele innych pytań nurtuje mnie tak samo jak Was, spędzają sen z powiek... Niestety nie znam na nie odpowiedzi...” – napisała w styczniu na Facebooku. Kilka dni później zanotowała jeden z najgorszych startów w życiu. W biegu sztafetowym we włoskiej Anterselvie pogrzebała szanse na dobry wynik ekipy. Podczas drugiej wizyty na strzelnicy, na stójce, oddała siedem niecelnych strzałów (na osiem) i musiała przebiec cztery rundy karne.

„Takie występy jak dziś są nie do opisania. Słowa »przykro mi« na pewno nie wystarczą. Nie mam NIC na swoje usprawiedliwienie... no może poza tym, że prosiłam już 2 dni temu, by ktoś mnie tym razem zastąpił, bo naprawdę nie czuję się na siłach. Jak się kończą takie rozmowy, pominę milczeniem... Na razie! Tegoroczne strzelanie jest nie tyle kwestią umiejętności, co stanu umysłu i poziomu stresu. Jeśli chodzi o startowanie na siłę, bez pewności siebie zamiast się zatrzymać i spokojnie popracować jak radzicie – zgadzam się, jak najbardziej, też bym chętnie tak zrobiła, ale ja nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie... niestety” – przyznała wówczas.

Wtedy pojawiły się pierwsze informacje na temat tego, że Nowakowska po sezonie może zrobić sobie przerwę. Taką ewentualność dopuszczała zresztą już dużo wcześniej, nawet przed startem obecnego sezonu, ale wyśmienity występ w Kontiolahti dodał jej skrzydeł i zachęcił do tego, by walczyć na całego. Jednak to, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, przechyliło szalę. Biatlonistka już postanowiła, że po sezonie zafunduje sobie roczny rozbrat od sportowych emocji, rywalizacji, stresu.

Za kilkanaście dni biatlonistki czeka najważniejsza impreza roku – mistrzostwa świata w Oslo. W sobotę w amerykańskim kurorcie Presque Isle Nowakowska wreszcie przypominała siebie: w rywalizacji sztafet świetnie pobiegła, bezbłędnie strzelała, dzięki czemu Polki otarły się o podium. – Nareszcie strzeliłam na czysto. Miałam już poważne wątpliwości, czy jeszcze potrafię... a jednak – przyznała.

Z Oslo, mimo wszystko, wiąże nadzieje. – Najważniejsza impreza wciąż przed nami. Pracuję, nie myśląc o rezultatach, ciesząc się czasem, który pozostał mi w biatlonie – podkreśliła. Czy wróci na PyeongChang? Pewnie tak, bo marzeń nie porzuciła.

Piotr Skrobisz