• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

„Człowiek honoru” otworzył szafę...

Środa, 17 lutego 2016 (19:48)

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Rafał Stefaniuk

Mityczna „szafa Kiszczaka” istnieje. Wdowa po nim zaoferowała IPN sprzedaż dokumentów dotyczących TW „Bolka”, przechowywanych przez jej męża. To ostateczny koniec legendy Lecha Wałęsy?

– Ta legenda dla jednych będzie trwała, a dla drugich nigdy jej nie było. Tego typu rzeczy jak „szafa Kiszczaka” to nie jest coś, co by było zaskoczeniem. Zaskakujące jest to, że państwo polskie po 1989 r. nie dopełniło swojego obowiązku w tym zakresie i nie przeszukało mieszkań i kryjówek osób funkcyjnych, które miały swój udział w tworzeniu aparatu terroru i gromadziły te akta. Tych osób nie przesłuchano pod odpowiedzialnością karną. W związku z tym ujawnienie istnienia tych dokumentów dla niektórych jest wielką niespodzianką, a dla innych rzeczą oczywistą, tylko bardzo spóźnioną. Takich rzeczy będzie więcej. Można się tylko dziwić pani Marii Kiszczak, że poszła handlować do IPN, a nie bezpośrednio do adresata, on z pewnością by zapłacił i nie byłoby spraw proceduralnych. To byłaby na pewno odpowiednio wysoka kwota. Teraz wybuchnie afera, której będzie towarzyszył wstyd. Ale cóż, mleka się rozlało.

Kiszczak przechowywał tajne dokumenty w domu. To typowe zabezpieczenie osób związanych z funkcjonowaniem aparatu represji PRL?

– Od samego początku czuł się bezkarny. Nie sprawiał wrażenia człowieka, który mógłby się czegokolwiek obawiać. A ci, którzy chcieli się dobrać do jego zbioru, nie wiedzieli, gdzie on to trzyma. Więc on sobie z nich zakpił. Trzymał to w domu na półce do ostatniej chwili. Z pewnością pokazywał je swoim dawnym towarzyszom i chwalił się, co na nich ma. To jest moment, w którym powinny zapaść decyzje o przeszukaniu mieszkań, i to w trybie bardzo pospiesznym, ludzi, może nie na takim szczeblu jak on, bo ich już nie ma, ale tych szczebel lub dwa niżej. Mieliśmy już przypadki, że byli funkcjonariusze SB mieli w posiadaniu tego typu dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy. Możemy się spodziewać, że niespodzianek będzie bardzo dużo, o ile państwo polskie będzie energiczne, zdecydowane i zrobi to, co do niego należy.

Zakłada Pan, że byli agenci sami zechcą oddawać ukrywane dokumenty?

– Za wyniesienie tego typu dokumentów z resortu i przechowywanie ich grozi odpowiedzialność karna. To jest teraz kwestia działalności naszej prokuratury i sądów. Jeżeli będą to sprawy „o znikomej szkodliwości czynu” i umarzane, to oczywiście nikt tego nie odda. A jeżeli byłyby wysokie kary, w granicach górnych widełek, to z pewnością przynosiliby to w zębach. A wystarczyło by wyznaczyć termin maksymalnie 2-miesięcznej abolicji, że jeżeli oddadzą przechowywane dokumenty, to nic im nie będzie grozić. Przechowywane dokumenty z roku na rok tracą wartość. Minęło już ponad 25 lat. Pokolenie, które miało kiedyś z tym coś wspólnego, jest emerytowane albo odchodzi z tego świata, więc to nie jest atrakcja porównywana do tej, która miałaby miejsce 5 lub 10 lat po zmianach ustrojowych. Nawet dla nich, poza sentymentem, wartość materialna staje się coraz mniejsza i jest coraz mniej odbiorców, którzy by to kupili. Także byli agenci mogą to oddawać, ale musimy obserwować zdecydowane działanie państwa.

Lech Wałęsa jest jedną z twarzy systemu III RP. Gdyby dokumenty te potwierdziły jego agenturalną przeszłość, to czego możemy się spodziewać? Będziemy obserwować rozpaczliwe próby ratowania byłego prezydenta?

– Ci, którzy to wiedzą, przy tej wiedzy pozostaną, a ci, którzy nie chcą wiedzieć, będą go bronić do upadłego. Dlaczego? Bo to jest ich własny interes. Oni na legendzie Wałęsy zbudowali całe swoje późniejsze życie. I to nie tylko polityczne, ale też medialne czy finansowe. Teraz przyznanie się do tego, że wiedzieli i kłamali, w ich mniemaniu jest wyjściem złym. Natomiast nieprzyznanie się do tego, że o wszystkim wiedzieli, dodatkowo ich ośmiesza, bo teraz co do przeszłości Wałęsy nie ma żadnej wątpliwości. Sensacją będzie nie to, co dotyczy Wałęsy, bo to będą mniejsze lub większe potwierdzenia tego, co już wiemy, ale sensacją będzie to, co będzie dotyczyło innych osób – jego otoczenia, tych, którzy rzekomo byli po stronie „Solidarności”. Przypuszczam, że tam jest przerażenie. Nie wiadomo, co towarzysz Czesław – człowiek honoru – wziął i gdzie to ma. Mogę zakładać, że w domu miał tylko kilka pudełek. On w resorcie był bardzo długo i kiedy był w pełni sił i miał sprawny umysł, to wiedział, że to będzie zabezpieczenie nie tylko dla niego, ale i dla całej formacji, która bardzo spokojnie przeszła do III RP. Gwarancją było to, że będzie gruba kreska i ta gruba kreska będzie wykonywana nawet kosztem osłabienia pozycji tych, którzy mają ich bronić. Oni nawet mogli nie chcieć pomagać były funkcjonariuszom, ale musieli to robić ze strachu.

A więc wiele osób miało dzisiaj bezsenną noc.  

– Myślę, że to nie była tylko bezsenna noc, ale lawina myśli oraz biegunka. Tam panuje panika i przerażenie, które są odłożone w czasie. Gdyby to się działo zaraz po zmianach, oni by to przeszli łagodnie, a ludzie dawno by o tym zapomnieli, a tak to cały czas żyje. W związku z tym ta informacja naruszyła ich ustrój żołądkowy i to w sposób wyjątkowo istotny. To ich boli, ale to bardzo dobrze.

Jak to wpłynie na pamięć o „Solidarności”?

– Rola Lecha Wałęsy jest znana z każdej strony: opozycyjnej, solidarnościowej, działacza związków zawodowych. To wszystko było opisane i potwierdzone przez świadków. Z kolei otoczenie, które broni go do upadłego, nie przyjmie tego do wiadomości. Historia z kolei odnotuje, że pełnił taką, a nie inną rolę, na takich warunkach, że był od takich, a nie innych faktów uzależniony, oraz że były środowiska, które temu wszystkiemu zaprzeczały, nawet wbrew oczywistym faktom. To będzie niestety „Solidarność” zszargana.

Cała sprawa pokazuje, że podręczniki historii będzie trzeba pisać od nowa?

– My te podręczniki musimy tak naprawdę napisać, a nie pisać od nowa. To, co jest teraz, jest fatalne. Nie chodzi tylko o Wałęsę i „Solidarność”, ale o całą historię po 1939 r., a więc pierwsza okupacja sowiecka, która jest już trochę znana, ale nieakcentowana w podręcznikach. Uwagę musimy skupić przede wszystkim na wydarzeniach po 1945 r., czyli Polska Ludowa i wszystko, co się w niej działo. Ludzie, którzy po roku 1989 odgrywają istotną rolę w III Rzeczypospolitej, nie wzięli się znikąd, oni się wzięli z PRL. To co robili w PRL, jest do zbadania, analizy, do pokazania. Tego nie ma, a to musi być.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk