Liga wróciła: sporo bramek, emocji i widzów. Tak trzymać!
Wtorek, 16 lutego 2016 (20:46)Co wiemy po 22., pierwszej w nowym roku, kolejce piłkarskiej ekstraklasy? Że w wielkiej formie jest Legia Warszawa, że Lech Poznań ani myśli porzucić walki o puchary, a Piast Gliwice, czyli lider, stanowi zagadkę.
Od Piasta zacznijmy. Jesienią zachwycał, solidnie zapracowując sobie na pierwsze miejsce w tabeli. Wiosnę rozpoczął jednak nieszczególnie, od remisu 0:0 w Łęcznej, a jedyne, z czego mógł po tym meczu się cieszyć, to... punkt. Był bowiem szczęśliwy, wszak to gospodarze przeważali, pokazując lepszą i bardziej zdeterminowaną piłkę. Na razie nie ma oczywiście sensu rozważanie, czy był to wypadek przy pracy lidera, chwilowa słabość, czy też może Piast wystrzelał już amunicję. Poczekajmy na odpowiedzi przez kilka kolejek, ale na pewno gliwiczanie w Łęcznej rozczarowali.
Legia pokazała za to siłę. Nie chodzi nawet o wygraną 4:0 z Jagiellonią Białystok, tylko jej styl. Agresję, pressing, intensywność, walkę, zaangażowanie. Trener Stanisław Czerczesow mógł pod wąsem się uśmiechać, bo jego podopieczni zagrali tak, jak tego oczekiwał. Nemanja Nikolic strzelił swą 23. bramkę w sezonie, czyli ma na koncie więcej goli, niż rozegranych zostało kolejek. Serb może pobić rekord wszech czasów naszej ligi, a jeśli rywale będą mu pomagali tak, jak czynili to obrońcy „Jagi” – to rekord faktycznie pobija. Inna sprawa, że błędy białostocczan w sporej mierze wynikały z ogromnej presji, jakiej poddali ich legioniści.
Zaimponował też Lech. Strzelił Termalice pięć goli, walczył do końca, choć pozwolił sobie na kilka słabszych fragmentów. Znakomitą formę pokazał Karol Linetty, który zanotował asysty przy trzech trafieniach kolegów. To cieszy nie tylko poznaniaków, ale i Adama Nawałkę, który jest wielkim zwolennikiem talentu młodego pomocnika „Kolejorza” – i widzi dla niego miejsce w kadrze na Euro 2016, o ile oczywiście ten nie spuści z tonu. Selekcjonerowi przypomniał się również Szymon Pawłowski, będący motorem napędowym Lecha i egzekutorem zarazem. Szkoda tylko, że kluczowy dla losów meczu gol na 3:2 dla gospodarzy padł z wyraźnego spalonego.
Imponująco wiosnę rozpoczęła Lechia Gdańsk – przynajmniej jeśli chodzi o wynik. Biało-Zieloni pięciokrotnie umieścili piłkę w bramce Podbeskidzia, choć sprawę ułatwili im goście, którzy już przed przerwą otrzymali dwie czerwone kartki. Wszystko to złożyło się na wymarzony debiut na trenerskiej ławce Piotra Nowaka.
W roli szkoleniowca Wisły Kraków zadebiutował Tadeusz Pawłowski. Niby można się było dopatrzyć jakichś pozytywów w grze jego podopiecznych, ale „Biała Gwiazda” przegrała we Wrocławiu ze Śląskiem 0:1, ponosząc szóstą porażkę (!) z kolei. Tak fatalnej serii nie miała jeszcze nigdy w historii, a jakby tego było mało, w pięciu ostatnich meczach nawet nie zdobyła gola. Sytuacja krakowian staje się tragiczna, ale to owoc wielu lat fatalnej polityki prowadzonej przez działaczy i właściciela klubu, który z wiodącego, mającego przed sobą wielkie perspektywy stał się pośmiewiskiem piłkarskiej Polski. Pawłowski, przychodząc na Reymonta, deklarował walkę o puchary, dziś wydaje się, że Wisła może mieć problemy z utrzymaniem. Na razie jest w tabeli 14., mając na koncie dwa punkty więcej od ostatniego Podbeskidzia.
Zupełnie inne nastroje panują za to po drugiej stronie Błoń. Cracovia pnie się bowiem w górę, w sobotę rozbiła Górnika Zabrze 3:0, mogła zdecydowanie wyżej. Znajduje się na fali, stawia przed sobą coraz wyższe cele, a działacze nie ustają w dążeniach do wzmocnienia składu i tak prezentującego się już bardzo solidnie.
22. kolejkę zakończył mecz najlepszy – najbardziej dramatyczny, z największym zwrotem akcji. Pogoń Szczecin po 16 minutach przegrywała z Koroną Kielce 0:2 i grała tak słabo, iż nawet jej kibice chyba nie wierzyli w szczęśliwy finał. A jednak po przerwie „Portowcy” zagrali tak, że można im było tylko bić brawo, a to, co wyczyniał Rafał Murawski, porywało. Trzy gole, wiele pięknych akcji i zwycięstwo – czego potrzeba więcej, przynajmniej sympatykom Pogoni?
Łącznie w ośmiu spotkaniach piłkarze strzelili 25 goli. Sporo. Sześć zwycięstw odnieśli gospodarze, goście ani jednego. Na trybunach zasiadło prawie 92 tysiące widzów, co dało średnią około 11,5 tys. Dużą. Za futbolem stęsknili się przede wszystkim fani Legii, mecz z Jagiellonią obejrzało 25 675 osób.
Piotr Skrobisz