Dziś w „Naszym Dzienniku”
Gdzie się podział rejestr?
Wtorek, 9 lutego 2016 (20:27)Prokuratura wojskowa prowadząca śledztwo smoleńskie nie pozyskała Dziennika Dyżurnej Służby Operacyjnej.
– W czasie gromadzenia dokumentacji prokuratura nie uzyskała Dziennika Dyżurnej Służby Operacyjnej i takiego dziennika w aktach sprawy nie ma – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ppłk Janusz Wójcik z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Rzecznik NPW zaznaczył, że w 2010 r. występowano o dokumentację do szeregu organów i instytucji, ale nie było konkretnie zapytania o ten dokument. – Prokuratura nie występowała odrębnie o przekazanie jej Dziennika Działania Dyżurnej Służby Operacyjnej – przyznaje Wójcik.
– To, co prokuratura otrzymała od tych organów, traktowała jako dokumenty otrzymane w dobrej wierze, mające znaczenie i przydatne dla wyjaśnienia okoliczności sprawy. Prokuratura nie zakładała, że ktoś coś ukrywa – mówi rzecznik NPW.
Śledczy zapowiadają, że sprawdzą okoliczności całej sprawy. – Prokuratura liczy na to, że w momencie kiedy spłynie do niej pismo, o którym mówił szef MON, w formie zapytania czy zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, i będą tam informacje, które pozwolą nam na ustalenie, o jakie dokumenty w tym Dzienniku chodzi, bo Dziennik był tylko rodzajem pewnego rejestru, w którym dokonywano wpisu określonych treści, wówczas prokuratura być może posiądzie jakąś precyzyjniejszą wiedzę i będzie w stanie dokonać ewentualnej oceny przydatności dokumentów, które tam były wpisane dla potrzeb prowadzonego postępowania karnego – tłumaczy rzecznik.
Co się działo w dyżurce
Tymczasem były szef MON zapewniał, że „wszystkie dokumenty z wojska dot. 10.04 były od razu po katastrofie do dyspozycji prokuratury i komisji”.
Emerytowany pracownik Dyżurnej Służby Operacyjnej Sił Zbrojnych RP ppłk rez. Sławomir Komisarczyk w liście do mediów stwierdza, że w „zniszczonym 400-stronicowym dokumencie tylko wpis z jednego dyżuru (10.04.2010 r.) dotyczył katastrofy smoleńskiej i był zapisany maksymalnie na 3-5 stronach”. „W dniu katastrofy zapisy dotyczyły głównie chronologicznych sentencji powiadamiania przełożonych i przedstawicieli władzy o katastrofie w ramach istniejącego schematu powiadamiania” – wyjaśnia wojskowy. „Opisując dzień katastrofy, z dokumentu można było się dowiedzieć, kogo powiadomiono i kogo próbowano bezskutecznie powiadomić. W meldunkach dotyczących kolejnych dni opisywano udział wojska w sprowadzaniu zwłok, pogrzebów i innych logistycznych spraw” – dodaje. W jego ocenie, dokumentacja ta nie wnosiła nic nowego do sprawy, a jej zniszczenie w 2012 r. nie miało charakteru ukrycia dowodów.
Z taką oceną nie zgadza się rzecznik prasowy resortu obrony narodowej, które to ministerstwo podało informację o zniszczeniu tej dokumentacji.
„Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami – Zarządzeniem nr 3/MON z dnia 2 lutego 2005 r. w sprawie zasad i trybu postępowania z materiałami archiwalnymi i inną dokumentacją – w resorcie obrony narodowej zabronione było niszczenie tego typu dokumentów” – pisze w komunikacie Bartłomiej Misiewicz. „W ’Dzienniku Działań DSO SZ RP’ powinny znaleźć się wszystkie informacje dotyczące: meldunków, decyzji, wykonywanych i odbieranych połączeń, współpracy służb oraz jednostek organizacyjnych Ministerstwa Obrony Narodowej i Wojska Polskiego, co miało istotne znaczenie dla zaistniałej wówczas sytuacji kryzysowej – stąd waga tego dziennika” – zaznacza. Dodaje, że Komisarczyk nie pełnił wówczas dyżuru.
Resort zapowiada, iż „rozpoczęto prace mające na celu odtworzenie meldunków i wszystkich wydarzeń, które miały miejsce 10 kwietnia 2010 r. w Wojsku Polskim.
Według informacji medialnych Dziennik obejmujący dzień 10 kwietnia 2010 r. został zniszczony w lutym 2012 r. ”poprzez rozdrobnienie mechaniczne w niszczarkach przemysłowych„ w Centralnym Punkcie Niszczenia Dokumentów.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu ”Naszego Dziennika„ w sklepie elektronicznym