Dziś w „Naszym Dzienniku”
Sprawdzian dla państwa
Poniedziałek, 8 lutego 2016 (18:16)Z mec. Małgorzatą Wassermann, córką ministra Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawiam Marta Ziarnik
Pani zdaniem, po zmianie władzy rodziny ofiar poznają wreszcie prawdę o tym, co spotkało ich bliskich 10 kwietnia 2010 roku?
– To jest kwestia dla nas, samych zainteresowanych, bardzo ważna. Ale myślę, że tak dramatyczne wydarzenie tej rangi zasługuje nie tylko na to, żebyśmy my dowiedzieli się o nim prawdy, ale żeby ten przekaz usłyszeli wszyscy Polacy i cały świat. Bo to jest bardzo przykre, że nadal funkcjonuje m.in. opinia, że polscy piloci nieudacznicy podejmowali aż cztery podejścia. To jest bardzo krzywdzące i nieprawdziwe. I to trzeba odwrócić.
Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, a mianowicie, że o tym, iż będziemy się odwoływać od raportu Tatiany Anodiny, Donald Tusk mówił jeszcze w 2011 roku. Jednak nic z tym ostatecznie nie zrobił. Przez te 6 lat pojawiła się taka ilość nieprawdziwych informacji na ten temat, jest taka ilość zaniedbań, że trzeba wreszcie doprowadzić do tego, aby powstały niezależne ciała do wyjaśnienia zarówno samej katastrofy, jak i zaniedbań, których dopuścili się ówcześni urzędnicy. Moim zdaniem, państwo polskie stać na to, żeby przeprowadzić w sposób rzetelny to postępowanie i czytelnie podać opinii publicznej jego wyniki.
Dlaczego do tej pory tego nie zrobiono?
– Dlatego, że od samego początku nie było woli wyjaśnienia tej tragedii. Proszę zwrócić uwagę na fakt, iż rząd Tuska w zasadzie skapitulował na samym początku. I pojawia się pytanie, czy bronił wówczas samego siebie, czy może absolutnie nie chciał wiedzieć, co się tam w rzeczywistości wydarzyło i dlatego pozwalał na coraz dalsze kroki ze strony Rosjan – jak chociażby upokarzający raport Anodiny, publikowany w sposób ośmieszający ówczesnego premiera.
Jakie nadzieje wiąże Pani z nową podkomisją?
– To jest dopiero początek. Zdaję sobie sprawę z tego, że przed nami jest bardzo długa droga do tego, żeby móc o tym spokojnie rozmawiać. Nie dalej jak dwa dni temu oniemiałam, słysząc wypowiedź jednego z polityków Platformy Obywatelskiej, który mówił, że nowe śledztwo nie jest konieczne, skoro polska czarna skrzynka jest ciągle w naszych rękach. Otóż ta skrzynka była u nas zaledwie przez dwie doby i cały czas przebywa w Rosji. Chcę przez to pokazać, że z ust wielu komentatorów – zarówno polityków, jak również tzw. niezależnych ekspertów – padają nadal zdania, które są w sferze faktu nieprawdziwe. I ci ludzie nie mają najmniejszego oporu, żeby nadal wychodzić i wypowiadać się publicznie.
Jerzy Miller, Tomasz Arabski, posłowie opozycji twierdzą, że katastrofa została już dawno wyjaśniona, a Antoni Macierewicz politycznie rozgrywa ten dramat.
– Chciałabym pana Millera uspokoić, niech się on o mnie i moją rodzinę nie martwi. Nas dotknęła ogromna tragedia, ale postępowanie poprzedniego rządu w kwestii wyjaśnienia tej katastrofy to był kolejny, wyjątkowo dotkliwy cios. Przez te wszystkie lata, gdy włączałam telewizor i słuchałam wypowiedzi czy to polityków, czy tych pseudoekspertów wypowiadających się w tej materii i powielających nieprawdę, doświadczałam dodatkowego cierpienia. Pan Miller osobiście się do tego bólu przykładał. Niech sobie przypomni chociażby nasze spotkanie w Kancelarii Premiera Rady Ministrów przy publikowaniu jego raportu, gdy na każde moje pytanie o to, czy wykonane zostały poszczególne badania, odpowiadał, że „nie”. Kiedy go wreszcie zapytałam, czy bardziej zasadnym nie będzie odwrócenie tej sytuacji i wskazanie, że jedynym przeprowadzonym badaniem było badanie rejestratorów, w końcu mi przytaknął. W związku z powyższym raz jeszcze podkreślam, że ta jego dzisiejsza troska o rodziny jest niepotrzebna. Ona powinna być wykazana dużo wcześniej, przy badaniu katastrofy.
Paweł Deresz zarzucił członkom nowej podkomisji stronniczość, brak kwalifikacji i chęć zysku.
– Osoby, które do tej pory były zaangażowane w to, aby prawda nie została przykryta przez dotychczasowe raporty, zapłaciły za to najwyższą cenę. Również finansową. I dziś, gdy media wyszydzają dr. Nowaczyka, że nie jest już pracownikiem Uniwersytetu w Maryland, to powinny mieć świadomość tego, że to jest tylko i wyłącznie ich zasługa. Bardzo dobrze pamiętam te momenty szczucia przez część polskich dziennikarzy. I z pozostałymi rodzinami zastanawiałam się wówczas, kto tę nagonkę finansuje. Bo gdy kilkunastu dziennikarzy leci do Maryland za dr. Nowaczykiem, do Georgii za prof. Cieszewskim, za prof. Biniendą do Ohio czy do RPA za prof. Rońdą i tam przebywa przez kilka czy kilkanaście dni z kamerami, to są to już olbrzymie sumy. Celem tych dziennikarzy było nieustanne nękanie dziekanów i rektorów uczelni, na których wykładali wspomniani eksperci, pytaniami o ich świadomość rzekomo politycznego zaangażowania tychże pracowników w obalenie legalnej władzy w Polsce.
Druga sprawa, że ci eksperci przez ostatnie pięć i pół roku wykonywali drobiazgowe badania i analizy. I aby je prowadzić, przyjeżdżali do Polski, wynajmowali sale i płacili za potrzebne materiały wyłącznie z własnej kieszeni.
Część z tych osób za swoje zaangażowanie potraciła pracę.
– Czyli zachwiano ich realny byt. W tym samym czasie, po zakończeniu prac komisji Millera, dr. Lasek i część innych osób miała zapewniony etat w KPRM w charakterze propagandzistów. Mieli za zadanie tłumaczyć ludziom nieścisłości i problemy pojawiające się w przypadku katastrofy smoleńskiej. Dlatego oskarżanie członków powołanej w ubiegłym tygodniu podkomisji o chęć czerpania zarobków to jest coś niebywałego.
Co do samego pana Deresza, to wykazuje on od samego początku niebywałe zadowolenie ze sposobu wyjaśniania tej katastrofy. Nawet w tych momentach, w których już i ci najbardziej sceptyczni członkowie rodzin zadawali pytania i zauważali, że jednak coś tu jest nie tak. On sam nie ukrywa, że nie pofatygował się nawet do prokuratury, by przeczytać jakikolwiek dokument dotyczący katastrofy smoleńskiej. Jak go kiedyś o to zapytałam, odpowiedział, że nie jest tym zainteresowany! W związku z powyższym odnoszę wrażenie, że jego wypowiedzi są podszyte jakimś podtekstem politycznym, który pozostałym rodzinom jest – w przypadku tej katastrofy – bardzo daleki.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym