Wzorem Brytyjczyków walczmy o swoje interesy
Piątek, 5 lutego 2016 (20:54)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak z grubsza ocenia Pan projekt kompromisu pomiędzy Brukselą a Londynem w kwestii członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej?
– Nie znamy ostatecznych ustaleń i tego, czy będą one dotyczyły wszystkich państw Unii Europejskiej, czy tylko Wielkiej Brytanii. Ciekawy jest też aspekt zmiany ewentualnych zapisów w traktatach akcesyjnych Wielkiej Brytanii i sposobu ich wprowadzenia w życie. Jeżeli odbędzie to się bez ratyfikacji wszystkich członków Wspólnoty, to może się okazać, iż są państwa, które mają inne prawa niż pozostali członkowie, że są równi i równiejsi.
Czy jest to autonomiczny pomysł Donalda Tuska, czy może był on jedynie wysłannikiem Angeli Merkel na Downing Street?
– Donald Tusk nie jest politykiem samodzielnym, co zresztą nie jest niczym nowym. Poza tym nie ma już zaplecza politycznego w postaci partii rządzącej w Polsce. Obecnie walczy o drugą kadencję na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Bez kanclerz Merkel wydaje się nie jest w stanie nic istotnego przeforsować w Unii.
Czy nie jest trochę tak, że premier David Cameron nieco się zapędził, a kiedy sprawa Brexitu zaczęła żyć własnym życiem, wszystkie strony zaczęły myśleć, jak wyjść z tego pata?
– Tendencje związane z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii pojawiły się już kilkanaście lat temu. Po pierwsze, doprowadzono do opuszczenia delegacji brytyjskich konserwatystów z Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim. Następnie próbowano pokazać Brytyjczykom, iż ich straszenie opuszczeniem szeregów Unii na nikim nie zrobi wrażenia. Jednak w międzyczasie wyrosła nowa partia, a mianowicie Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, na czele której stanął Nigel Farage, który swą antyeuropejską retoryką zdobył miliony głosów. W tej sytuacji brytyjscy konserwatyści musieli rywalizować o elektorat sceptyczny wobec Unii. W konsekwencji doprowadziło to do tego, że obecnie połowa Brytyjczyków jest za wyjściem z Unii.
W tej sytuacji David Cameron, a zwłaszcza unijni decydenci są w stanie przekonać eurosceptycznych Brytyjczyków, aby w referendum opowiedzieli się za pozostaniem w UE?
– Tak naprawdę wszystko zależy od tego, czy i jak Bruksela poradzi sobie z kryzysem migracyjnym w Europie. Jeżeli dojdzie do destabilizacji kontynentu poprzez napływ kolejnych fal uchodźców, to społeczeństwo opowie się za wyjściem Wielkiej Brytanii ze wspólnoty.
Kto w tym sporze dzisiaj rozdaje karty Cameron czy Komisja Europejska?
– Zdecydowanie premier Cameron. Brukseli się wydawało, że szantaż i wywieranie presji wystarczy, tymczasem okazało się, iż tak duży konserwatywny kraj jak Wielka Brytania może pomóc mieć wpływ na stabilizację kontynentu. Stąd teraz działania zmierzające do zatrzymania Londynu w orbicie Brukseli.
Czy cała ta sprawa nie jest jednak dowodem na kruchość fundamentów, jakie scalają UE?
– Unię przede wszystkim scalały interesy państw założycieli. Nic się nie dzieje i nic nie powstaje bez celu, dla samej idei. Coraz bardziej widać, że interesy największych państw Unii się rozchodzą. Niemcy, które narzucały swoje interesy mniejszym państwom, doznały w pewnym rodzaju szoku. Doszło do buntu części państw, które nie chcą dłużej być tylko dodatkiem do kożucha. Okazało się, iż Berlin w swojej dominacji się przeliczył.
Co sądzi Pan o proponowanym mechanizmie zabezpieczającym, który pozwoliłby na ograniczenie na cztery lata dostępu do niektórych świadczeń socjalnych nowo przybyłym na Wyspy Brytyjskie imigrantom z innego państwa UE?
– To jest tylko wybieg mający na celu powstanie mechanizmu, który będzie można przedłużać w nieskończoność. Innymi słowy, jest to sposób na omijanie prawa wspólnotowego, który może stać się niebezpiecznym precedensem. Za chwilę może się okazać, że inne państwa poproszą o okresowe zawieszenie innych fundamentalnych zasad Unii.
Na ile jest to mechanizm adresowany do mieszkańców UE, a na ile jest to działanie, które wymusza kryzys migracyjny wywołany przez Angelę Merkel?
– Jestem pewien, że Bruksela dysponuje badaniami społecznymi, które świadczą, iż w Wielkiej Brytanii wygrają eurosceptycy. Również w Niemczech coraz bardziej rośnie poparcie dla partii eurosceptycznej. Jeżeli Londyn wyjdzie z Unii, to w Niemczech pojawią się głosy, dlaczego oni „sami” mają utrzymywać tą organizację państw, a są to niebagatelne koszty nawet dla tak zamożnego kraju jak Niemcy. Warto tylko wspomnieć koszty problemu migracyjnego w Niemczech. Szacuje się, że w najbliższych dwóch latach Berlin będzie musiał wysupłać na ten cel ok. 50 miliardów euro.
Czy ograniczenia „eksportu zasiłków dla dzieci” – zwłaszcza w przypadku Polski – może zmniejszyć imigrację naszych obywateli na Wyspy?
– Oczywiście nie. Polacy zasadniczo nie wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii po zasiłki, ale za dobrze opłacaną pracą. Gdyby w Polsce stworzyć odpowiednie mechanizmy umożliwiające godne utrzymanie i rozwój dla młodych małżeństw, to większość nie musiałaby emigrować za chlebem m.in. do Wielkiej Brytanii. Nikt nie kombinowałby również z zasiłkami.
Kto bardziej zyskuje, czy imigranci, w tym z Polski, którzy pracują na Wyspach, czy Wielka Brytania, która ma tanią siłę roboczą?
– Niewątpliwie największe korzyści ma Wielka Brytania. Większość Polaków pracuje tam za najniższe stawki i wykonuje pracę na przysłowiowym zmywaku, której nie chcą się podejmować Brytyjczycy. Trzeba też zauważyć, że osoby żyjące z tzw. socjalu to tylko margines naszej emigracji. Problem polega na tym, że Polaków najłatwiej wskazywać, bo nie jest to niepoprawne politycznie. Prawda jest taka, że z zasiłków żyją głównie muzułmanie, ale jakakolwiek krytyka w ich kierunku określana jest jako dyskryminacja rasowa.
Premier Cameron gościł dzisiaj w Warszawie – drugi raz w ciągu dwóch miesięcy. Czy sprawa przemodelowania UE może być czymś w rodzaju karty przetargowej i co na tym możemy ugrać z Londynem?
– Polska absolutnie nie może się na to zgodzić. Nie można karać podwójnie młodych, ambitnych i przedsiębiorczych Polaków. Raz brakiem możliwości rozwoju zmuszono ich do opuszczenia swojej Ojczyzny, a z drugiej strony ta sama Ojczyzna, która nie zrobiła nic, aby ich zatrzymać, teraz ma zgodzić się na ich dyskryminację w państwie, gdzie pracują i próbują sobie ułożyć życie?