Niejednoznaczne sygnały
Piątek, 5 lutego 2016 (05:17)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Co Pana zdaniem oznacza informacja rzecznika MON, że rozmowy ministrów obrony Polski i Francji w sprawie umowy na śmigłowce Caracal będą kontynuowane?
– Uczciwie powiem, że nie bardzo rozumiem tę wypowiedź rzecznika MON po spotkaniu min. Antoniego Macierewicza – we wtorek w Paryżu – z ministrem obrony Francji Jean-Yves Le Drianem. Z tego, co nam wiadomo, w Ministerstwie Rozwoju trwają rozmowy dotyczące offsetu, od których uzależniony jest los przetargu śmigłowcowego, ale nie bardzo rozumiemy, co oznacza stwierdzenie, że ministrowie obrony Polski i Francji będą kontynuować rozmowy w sprawie umowy na śmigłowce Caracal. Tę kontynuację chciałbym rozumieć jako drogę w kierunku unieważnienia tego przetargu, dla określenia którego bardziej pasuje słowo „przekręt”. Zarówno pracownicy PZL Mielec, PZL Świdnik, jak i członkowie Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” i pozostałych zakładów swojej oceny na ten temat nie zmieniamy.
Czy i na ile mogą się okazać skuteczne naciski ze strony Paryża, który nie zamierza odpuścić z tak intratnego kontraktu. Francuzi argumentują, że m.in. na prośbę Polski zrezygnowali z dostarczenia Rosji okrętów typu Mistral...
– Jeżeli cokolwiek miałoby przesądzić, że MON podejmie decyzję o zakupie francuskich caracali, to będzie to tylko i wyłącznie decyzja polityczna. Co więcej, bez względu na to, kto by jej nie podjął, będzie to decyzja w konsekwencji wielce szkodliwa dla Polski i polskich pracowników.
Czy sprawa wyboru śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii jest wciąż otwarta?
– Przy wielu okazjach mówiłem i mogę zapewnić także teraz, że to, co Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” robiła dotychczas w tej sprawie, będzie kontynuowane. Przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi protestowaliśmy przeciwko wyborowi caracali. Wskazywaliśmy punkty, w których naszym zdaniem francuska oferta nie spełniała wymogów formalnych związanych z tym przetargiem i powinna być unieważniona. To nasze stanowisko nadal podtrzymujemy. Wtedy posłowie Antoni Macierewicz, jak i Bartosz Kownacki – dzisiaj minister i wiceminister obrony – prezentowali razem z nami podobne stanowisko. Do dzisiaj nic się nie zmieniło, ja nie znam stanowiska MON, nikt też nie przedstawił nam powodów, dla których stanowisko min. Macierewicza miałoby ulec zmianie. Jeśli są jakieś powody, to jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „S” chcielibyśmy je poznać i móc o tym porozmawiać. Powtórzę raz jeszcze: nasze stanowisko w tej sprawie się nie zmienia. Uważamy, że był to przekręt i jako taki ten przetarg powinien być bezwzględnie unieważniony.
A może analiza dokumentów nie daje podstaw do kwestionowania wyboru francuskiej oferty?
– Dlatego nie wydajemy ostatecznego werdyktu, ale według stanu naszej wiedzy przetarg powinien zostać zamknięty bez wyboru ofert i powtórzony. Zresztą wystąpiliśmy do prezydenta Andrzeja Dudy, premier Beaty Szydło i min. Antoniego Macierewicza z prośbą o wyjaśnienie, co – jeśli chodzi o przetarg – się zmieniło i czy są inne decyzje, czy jest zmiana dotychczasowych poglądów szefa MON w stosunku do tego, co było wcześniej. Niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi i stąd – takie, a nie inne – nasze stanowisko. Być może, że uwarunkowania polityczne wskazują, że ten przetarg powinien być rozstrzygnięty tak, jak zakładał to poprzedni minister obrony Tomasz Siemoniak i rządząca do niedawna koalicja PO – PSL, ale tak czy inaczej życzylibyśmy sobie, aby obecne kierownictwo MON poinformowało Radę Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „S”, jakie to powody wymuszają np. decyzję o podpisaniu umowy z Airbus Helicopters. Jako związek zawodowy na dzień dzisiejszy takiej wiedzy nie posiadamy, stąd nasze stanowisko pozostaje niezmienne.
Minister Macierewicz też nie mówi, że umowa zostanie podpisana, a mowa jest tylko o kontynuacji rozmów…
– Panie redaktorze, powiem otwarcie: jeśli ten przetarg – bez względu na takie czy inne racje – zostałby ostatecznie rozstrzygnięty na korzyść Airbusa, to zaufanie załóg PZL Mielec, PZL Świdnik i w ogóle pracowników sektora lotniczego do polityków Prawa i Sprawiedliwości zostałoby poważnie podważone. Przyznam, że nie bardzo wiem, jakie argumenty musiałyby się pojawić, żeby uznać, że nic się nie stało. Jeśli Francuzi otrzymają to zamówienie do realizacji, to nasze zaufanie do min. Macierewicza i PiS zostanie zachwiane.
Tak czy inaczej mamy do czynienia z kukułczym jajem podrzuconym przez poprzednią ekipę nowej władzy.
– Niedawno na łamach „Naszego Dziennika” przeczytałem informację o co najmniej miliardzie złotych odszkodowania, które Polska musiałaby zapłacić Francuzom za zerwanie umowy. Mogę powiedzieć, że wszystkie firmy w momencie składania dokumentacji przetargowej składają też oświadczenie, że nie będą sobie rościć żadnych pretensji finansowych w przypadku odrzucenia ich oferty. Nie sądzę zatem, żeby przeszkodą w odrzuceniu oferty Airbusa jako niespełniającej wymogów formalnych była obawa o konsekwencje finansowe. Być może są jakieś inne powody, których my nie znamy. Tyle że bez wchodzenia w szczegóły dobrze byłoby o tym wiedzieć i wówczas rozstrzygać, czy są one wystarczające, czy też nie. Tymczasem nikt nas o tym nie informuje.
Na czyją niekorzyść działa przedłużanie tej całej sprawy?
– Przedłużanie tej całej sprawy generalnie działa na niekorzyść polskiej armii. Sytuacja w Europie, związana chociażby z kroczącym konfliktem za naszą wschodnią granicą, nasze nie najlepsze relacje z Rosją czy kwestia imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu szturmujących granice Starego Kontynentu, staje się coraz bardziej napięta. Stąd wykluczanie zagrożeń byłoby nierozważne. W tym kontekście odkładanie decyzji czy też przedłużanie procedury przetargowej na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii to nic innego jak narażanie na szwank bezpieczeństwa Polski. Wiem, że PZL Mielec wysłał do MON oświadczenie, że jest gotowy dostarczyć w ciągu kilku miesięcy gotowe, uzbrojone śmigłowce Black Hawk, również PZL Świdnik deklarował wyraźnie, że może dostarczyć śmigłowce AW149 już w 2017 r. Biorąc to wszystko pod uwagę, moim zdaniem szef MON nie powinien dłużej zwlekać i podjąć decyzję, żeby polscy żołnierze mieli do dyspozycji jak najszybciej sprzęt na najwyższym światowym poziomie. Zwłoka bez wątpienia działa na naszą niekorzyść i to jest niebezpieczne.
Z pisma, jakie do MON wysłały Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi, które miały być partnerem Airbusa, wynika, że Francuzi chcą się wycofać z jednego z kluczowych zobowiązań offsetowych...
– Od początku używając argumentów przeciwko wyborowi francuskiej oferty, zwracaliśmy uwagę, że jest to firma, która nie dotrzymuje słowa. Przypomnę tylko przetarg sprzed kilku lat na śmigłowiec dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, gdzie Airbus Helicopters, tyle że pod nazwą Eurocopter Group, miał stworzyć Centrum Obsługi Posprzedażnej dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i zatrudnić ponad 200 osób. To zapowiadane Centrum do dziś nie powstało. Jeśli zatem dzisiaj zapowiada utworzenie montowni pod Łodzią, przy czym połowa z 50 śmigłowców ma być dostarczona z Francji, to logiczne jest pytanie, czy dla montażu 25 helikopterów opłaca się budować fabrykę. Dla mnie Airbus Helicopters – jeśli chodzi o deklaracje, jakie składa – jest firmą niewiarygodną. Jest jeszcze wiele innych spraw oprócz tych, o których pan redaktor wspomina, o których wiem, ale z uwagi na klauzulę poufności nie mogę mówić. Jest co najmniej kilka warunków, jeśli chodzi o kwestie techniczne, których francuska oferta nie spełniła. Dlatego tym trudniej mi pojąć, dlaczego min. Tomasz Siemoniak upierał się i twierdził, że Airbus Helicopters w stu procentach spełnił wymagania techniczo-taktyczne, a pozostali oferenci nie spełnili. W mojej ocenie i według mojej wiedzy, w takiej sytuacji ten przetarg nigdy nie powinien być rozstrzygnięty na korzyść Airbusa. Powinien od razu być unieważniony i powtórzony od początku.
W ubiegłym tygodniu przed warszawskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces wytoczony Inspektoratowi Uzbrojenia MON przez PZL Świdnik. Choć przebieg procesu jest niejawny, to wydaje się, że tak poważna firma nie zdecydowałaby się na dochodzenie swoich racji bez uzasadnionego powodu…?
– Jestem przekonany, że sąd, jak zapozna się ze wszystkimi argumentami, z całą dokumentacją ofertową i warunkami, jakie oferenci musieli spełnić, ubiegając się o to zamówienie, to wyrok może być tylko jeden. Ten przetarg powinien być unieważniony. Szkoda tylko czasu, który biegnie, wojsko jest pozbawione odpowiedniego sprzętu, a w zakładach zarówno w Mielcu, jak i w Świdniku atmosfera jest niewesoła. Wystąpiliśmy – jak już wcześniej wspomniałem – do Kancelarii Prezydenta, do premiera i ministra obrony z prośbą o wyjaśnienie, co jest powodem, że wcześniej składane deklaracje, przed, jak również w kampanii wyborczej, nie są realizowane. Na razie otrzymaliśmy tylko informacje z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, że nasz wniosek o wyjaśnienie został skierowany do właściwego ministra, czyli do MON. Cierpliwie czekamy na odpowiedź, ale cierpliwość pracowników, którzy obawiają się o swoją przyszłość, też ma swoje granice. Jak długo wytrzymają, trudno dzisiaj powiedzieć.