Kadra skoczków z Kruczkiem do końca sezonu
Czwartek, 4 lutego 2016 (20:35)Kończy się pewna epoka w polskich skokach narciarskich, a właściwie zakończy po sezonie, kiedy to Łukasz Kruczek przestanie być trenerem naszej reprezentacji. To decyzję, bardzo trudną, potwierdził dziś sam.
Do tej pory spekulowano, a Kruczek miał spekulacji dość. Cały obecny sezon, z wyjątkiem drużynowego konkursu w Zakopanem, jest dla Biało-Czerwonych nieudany. Polacy skaczą źle, dużo bliżej od rywali, i kiedy już wydaje się, że wychodzą powoli na prostą, znów popadają w przeciętność – w najlepszym wypadku. Tak było choćby ostatnio w Sapporo, gdzie polecieli po względnie udanym weekendzie pod Tatrami. Oczekiwania mieli spore, w kwalifikacjach pokazali, że mogą być uzasadnione, a w obu konkursach żaden z nich nie zdołał wywalczyć miejsca w czołowej dziesiątce. Czyli – minimum przyzwoitości, jak na drużynę z takimi aspiracjami i możliwościami. Kamil Stoch w niedzielę w ogóle nie zdołał zakwalifikować się do finałowej serii.
Polacy są w kryzysie od początku obecnego sezonu. W poprzednim też byli. Kruczek też nasłuchał się krytyki, na nowo rozgorzała dyskusja, czy wciąż jest odpowiednim człowiekiem na właściwym miejscu, ale się obronił. Podczas mistrzostw świata w Falun jego podopieczni zdobyli brązowy medal w konkursie drużynowym. Powtórzyli w ten sposób historyczny sukces sprzed dwóch lat. Historyczny, bo nigdy wcześniej w tej rywalizacji nasi na podium nie stanęli. Uczynili to dopiero za Kruczka.
Za Kruczka też Polak dotarł na szczyt szczytów, czyli zdobył złoty medal olimpijski. To, co nie udało się Adamowi Małyszowi, stało się udziałem Kamila Stocha, który w 2014 roku w Soczi nie jeden, ale dwa razy wysłuchał „Mazurka Dąbrowskiego”. Stoch „za Kruczka” wywalczył też złoto mistrzostw świata i Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W pucharowych zawodach byli też widoczni inni, poszczególne konkursy wygrywali Piotr Żyła, Jan Ziobro i Krzysztof Biegun.
Ale Kruczek od początku pracy z reprezentacją musiał coś udowadniać. Przejął ją samodzielnie w 2008 roku. Wcześniej był asystentem Austriaka Heinza Kuttina i Hannu Lepistoe. Gdy PZN szukał następcy Fina, wielu uważało, że powinien nim zostać doświadczony szkoleniowiec z zagranicy. Wybór Kruczka wzbudził kontrowersje, ale pod jego okiem, krok po kroku, reprezentacja rosła w siłę. Powtórzmy: miewała też pod górkę, przeżywała kryzysy, jak pod koniec 2012 roku, gdy część opinii publicznej domagała się wręcz dymisji trenera. Wtedy jednak mocno stanęli za nim zawodnicy, a Stoch powiedział: „Jeśli Kruczek odejdzie, to ja wraz z nim”. Kruczek został, a potem przyszły spektakularne sukcesy.
Z każdym kryzysem trener sobie radził, z każdego reprezentacja wychodziła silniejsza. Aż do teraz, bo problemy, jakie dotykają naszych kadrowiczów od listopada, zdają się wszystkich przerastać. Nie ma wyników, nie ma sukcesów, jest za to rosnąca frustracja, bo nawet Stoch potrafił mocno się zdenerwować i w złości powiedzieć, że nie wie, co się dzieje. Oczywiście na trenera nie narzekał, jednak widać było, że dobra atmosfera gdzieś uleciała. W Zakopanem co prawda uśmiechy wróciły, jednak w Sapporo znów było źle.
Dziś Kruczek postanowił przerwać wszelkie spekulacje na temat przyszłości. – Moja decyzja o rezygnacji z prowadzenia reprezentacji Polski po sezonie 2015/2016, zapadła nie wczoraj, ale ponad miesiąc temu, a dojrzewała dosyć długo. Nie jest to decyzja Zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, tylko moja. Zamiar rezygnacji z prowadzenia kadry narodowej w skokach narciarskich przedstawiłem podczas Turnieju Czterech Skoczni prezesowi PZN Apoloniuszowi Tajnerowi – poinformował.
Władze związku decyzję trenera uszanowały. Kruczek pozostanie na stanowisku do końca sezonu z konkretnym zadaniem: odbudowania reprezentacji. – Jest dopiero połowa sezonu i nie zamierzam ani o pół procenta zmniejszać natężenia pracy. Wyniki reprezentacji pozostają priorytetem dla mnie i całego sztabu oraz wszystkich zainteresowanych. Sezon kończy się zawodami pucharowymi w Planicy, więc pozostało do końca prawie 50 dni wytężonej pracy. O tym, czy ten sezon będzie najsłabszy, przekonamy się po ostatnich zawodach pucharowych. Cały czas pracujemy bez wytchnienia nad tym, by wyniki osiągane przez zawodników były jak najlepsze, dające zadowolenie zawodnikom i dumę kibicom – zapewnił szkoleniowiec.
A do dalej? O następcy Kruczka PZN zamierza rozmawiać po sezonie, przynajmniej z mediami. Bardziej realne wydaje się zatrudnienie trenera z zagranicy, tropy wiodą do Austrii i Słowenii. A Kruczek? Nie musi chyba martwić się o pracę, bo w świecie skoków cieszy się świetną opinią i jest zaliczany do wąskiego grona najlepszych fachowców na świecie. Niektóre federacje próbowały już go dawno „podkupić”, proponując dużo wyższe apanaże, lecz odpowiadał niezmiennie, iż ma jeszcze coś do zrobienia w kraju. Teraz spekuluje się, że z otwartymi ramionami przyjęliby go Finowie, licząc, że zdołałby odbudować upadłą potęgę tamtejszych skoków.
Piotr Skrobisz