• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

W poszukiwaniu "superczłowieka"

Środa, 3 lutego 2016 (03:09)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, etykiem, wykładowcą na UAM w Poznaniu oraz w WSKSiM w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Brytyjscy naukowcy rozpoczną program badań nad modyfikowaniem genów ludzkich zarodków. Oficjalnie celem badań jest walka z błędnymi modyfikacjami DNA człowieka. Idea tych badań jest tak przedstawiana, żeby mieć nieodparte wrażenie, że są one potrzebne, ale czy moralne?

– Przeglądam prenumerowany przeze mnie biuletyn Center for Genetics and Society zajmujący się problematyką bioetyczną. W marcu ubiegłego roku donoszono, że 5 marca 2015 w MIT Technology Review  Antonio Regalado pisa o tzm, jak blisko są niektórzy naukowcy tego, by z pomoc precyzyjnej techniki edytowania genów, tzw. CRISPR zmodyfikować DNA w ludzkich gametach lub embrionach. Tydzień później, artykuł w „Nature”, jednego z najbardziej prestiżowych pism naukowych świata, dyskutował, na ile jest prawdą, że ta modyfikacja już została zrobiona, a  dokumenty sprawozdawcze z niej zostaną wkrótce opublikowane. Właśnie te sensacyjne wiadomości, dla wielu wiadomości wstrząsające, skłoniły trzy różne grupy naukowców  do wydania oświadczeń na temat  ludzkiej modyfikacji linii zarodkowej: jedną opublikowano w „Nature”, drugą w „Science”, a jeszcze inna została wydana przez Międzynarodowe Towarzystwo Badań nad komórkami macierzystymi. Wspólnie zachęcano naukowców do  powstrzymania się nad tymi pracami i podjęcia publicznej debaty dla zauważanie głębokich społecznych, politycznych i etycznych implikacji oraz dla bezpieczeństwa zagrożonego przez manipulacje genetyczne. W tej sytuacji aktualne oświadczenie o tym, że w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy agencja rządowa zaaprobowała techniki edytowania genów CRISPR w odniesieniu do ludzkich embrionów, budzi zaskoczenie. Wyraźnie widać, że sprawa tych technik budzi kontrowersje nawet w stosunkowo liberalnych gremiach opiniotwórczych. Tym bardziej dziwi, zaskakuje i bulwersuje taka aprobata.

Przeciwnicy prac łączą je jednak z procedurą in vitro. Ksiądz Profesor również dostrzega tę zależność?

– Nie jestem oczywiście genetykiem, by precyzyjnie opisywać samą technikę i jej elementy. Ale rodzi się proste pytanie o źródło pochodzenia ludzkich zarodków. Może zamiast odpowiedzi księdza katolickiego przytoczę ciekawy tekst p. Margaret Knoche, byłej niemieckiej deputowanej z Partii Zielonych: „Badania nad komórkami macierzystymi bazują na dostępności komórek jajowych i embrionów. Kobiety zostają obarczone łączącymi się z wysokim ryzykiem stymulacjami hormonalnymi w celu uzyskania komórek jajowych, które drogą okrężną poprzez fertylizację in vitro lub też zostaną bezpośrednio wykorzystane do badań. Leczenie bezpłodności jest wykorzystywane i przekształcone w zdobywaniu środków dla badań” [M. Knoche]. Inaczej ujmując – skąd bierze się cały tzw. materiał genetyczny – w postaci zarodków? Przecież nie jest on wytwarzany inaczej jak drogą in vitro. Można wręcz się zastanawiać – co jest faktycznym, nie propagandowym celem in vitro? Implantacja jednego zarodka ludziom cierpiącym z powodu niepłodności czy produkcja wielu zarodków dla celów eksperymentalnych?

Od lat ludzie pracują nad wyeliminowaniem chorób, bólu, cierpienia, a także i śmierci. „Superczłowiek” może istnieć?

– Zauważmy najpierw taką oto rzecz – mówiąc o niepłodności, mówimy „choroba” i sugerujemy powinność terapii, tworzymy oczekiwania uleczenia choroby. Unikamy o wiele bardziej prawdziwego słowa „cierpienie”, który zachęca do walki, ale uczy też – w imię prawdy ludzkiego losu – potrzeby akceptacji cierpienia i potrzeby uczynienia z niego wartości. Modyfikacje genetyczne mają dla wielu stanowić to, co bywa nazywane „ósmym dniem stworzenia” czy „rajem poprawionym”. Dla innych to droga do nieśmiertelności. Można powiedzieć, że iluzoryczne nadzieje na temat Golema, homunkulusa czy Frankensteina dziś zostały wskrzeszone. Wielu sądzi, że mamy narzędzia do przekształcenia tych iluzji w rzeczywistość. To jednak nadal jest iluzja.

W takim razie skąd w człowieku ta chęć ucieczki przed tym, co i tak nieuniknione?

– Cóż, w człowieku jest ta stała chęć przekraczania pewnych granic. Przy czym odrzuca to, co daje mu szansę realnego przekroczenia siebie – taką szansę daje wiara, związek z Bogiem, przemienienie w Chrystusie. Ale człowiek łudzi się, że będzie stwórcą i zbawcą samego siebie. To ciekawy paradoks, który ujmowali Jan Paweł II i Benedykt XVI – człowiek, odrzucając Boga w imię wyzwolenia, skazał siebie na lęk przed techniką, drugim człowiekiem. Ale to oznacza, że odrzucając bojaźń, wybrał lęk, a raczej strach, który go paraliżuje i zniewala.

Jednak mamy sobie „czynić Ziemię poddaną”. Gdzie jest ta granica, której człowiek nie może przekraczać przy rozwoju nauki i medycyny?

– Warto wracać do refleksji nad biblijnym opisem drzewa poznania dobra i zła, drzewem życia i dramatami, które tam się zdarzyły, a które mają charakter nie historyczny, ale ponadczasowy. Święty Jan Paweł II, komentując grzech pierworodny, pisał: „Człowiek, jako istota rozumna, musi kierować się »pierwotną Prawdą«, która jest również prawdą jego istnienia. Nie może on rościć sobie prawa do tego, by samemu zająć miejsce owej prawdy lub stawiać się na równi z nią. W chwili, gdy zostaje zachwiana ta zasada, zostaje także podważona u podstaw ludzkiego działania »sprawiedliwość« stworzenia wobec Stwórcy. W istocie słowa kusiciela, »ojca kłamstwa«, podając w wątpliwość prawdę o więzi z Bogiem, podważają sam stan pierwotnej sprawiedliwości. Ulegając kusicielowi, człowiek popełnia grzech osobisty i zakorzenia stan grzechu pierworodnego w naturze ludzkiej”. Właśnie owo kierowanie się „pierwotną Prawdą” ma tutaj znaczenie szczególne. Człowiek, jak zauważała teologia średniowieczna, nie jest ani bogiem, ani zwierzęciem. Jego miejsce jest pośrodku. Daremnie więc rości sobie pretensje do aktów pozornie stwórczych, jak te poczynania genetyczne, od których rozpoczęliśmy. Nie będzie nigdy stwórcą, ale odrzucając w ten sposób „pierwotną Prawdę”, ryzykuje poniżenie siebie do materiału biologicznego, do poziomu poniżej ludzkiego.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk