• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Dziś w „Naszym Dzienniku”

2016 − kolejny rok kryzysu?

Wtorek, 2 lutego 2016 (18:49)

Według analiz JPMorgan wzrost krajów wysoko rozwiniętych spowolni

Jak wskazuje „Wall Street Journal”, rok 2016 będzie kolejnym rozprawiającym się z panującymi od kilkunastu lat założeniami gospodarczymi. Należy do nich przekonanie, że ceny nieruchomości nie spadają, kraje eurostrefy nie bankrutują, Arabia Saudyjska nie pozwoli na załamanie cen ropy naftowej, a rozwój Chin będzie zwiększał zapotrzebowanie na surowce, ponieważ konsumpcja w tym kraju aluminium, miedzi, niklu i cynku stanowi około połowy światowej produkcji.

Znikająca dynamika

Zwykle rynek wykazuje nadzwyczajną zmienność pod koniec roku, a uspokaja się na jego początku. Pierwszy okres 2016 r. zapowiada nadejście kryzysu. Obserwujemy największe noworoczne straty indeksu S&P500 od 2001 r. W porównaniu z zeszłorocznym maksimum już o 10 proc., a gdy patrzymy na indeks Russell 2000 obejmujący mniejsze i bardziej czułe na koniunkturę akcje, spadł o ponad 20 proc. Już rok 2015 dla inwestycji w amerykańskie akcje i obligacje i tak okazał się drugim (po 2008 r.) najgorszym dwunastomiesięcznym okresem od 1995 r. Również według „Renaissance Capital”, gdy chodzi o emisję spółek technologicznych w USA, to były one w 2015 r. na najniższym poziomie od 2009 r., a zwrot na nich przyniósł inwestorom zaledwie 0,1 proc. zysku.

Mało kto zwraca uwagę na to, że ostatni kryzys finansowy 2008/2009 charakteryzował się spadkiem akcji o 62 proc., a więc porównywalnym do prawie 90-procentowego spadku podczas wielkiego kryzysu w latach trzydziestych ubiegłego wieku, jak i nieporównywalnym z kryzysem na giełdzie w Holandii w 1637 r., kiedy to wartość cebulek tulipanów spadła aż 600 razy. Wprawdzie nadejście kryzysu historycznie rynek kapitałowy trafnie przewidywał w ponad połowie przypadków, to jednak na horyzoncie 2016 r. wątpliwości jest wyjątkowo dużo.

Jak podał Raoul Pal z Global Macro Investor, poziom dynamiki eksportu światowego w roku 2015 był na poziomie najniższym od roku 1958, ustępując jedynie 37-procentowemu spadkowi w kryzysowym 2009 roku. Handel światowy, który w przeszłości rozwijał się przeciętnie o 1 punkt procentowy szybciej od wzrostu gospodarczego, obecnie nie nadąża za jego dynamiką, ukazując gospodarcze zamykanie się państw. Spadek opłacalności przewozów jest tego ewidentnym wyznacznikiem. Poziom Baltic Dry Indeks mierzący ceny transportu spadł od lata zeszłego roku aż o 60 proc., a od 2010 r. już dziesięciokrotnie i wykazuje poziom najniższy od czasu jego powstania w 1985 r.

W sytuacji kiedy handel światowy traci swoją dynamikę, Chiny będące światową fabryką cierpią dodatkowo na wzroście. Mając przewartościowaną walutę, stoją w „dylemacie więźnia”. Jeśli osłabią juana, to stracą na dobrobycie wszystkie te podmioty w Chinach, które zadłużyły się w obcej walucie, a deprecjacja grozi ponadto odcięciem w dostępie do rynków eksportowych, zwłaszcza w USA, w retorsji za rozpętanie „wojny walutowej”. W efekcie tracą na wartości przedsiębiorstwa chińskie na giełdzie, wartość rynku akcji w Chinach to już prawie 8 bln USD (blisko połowa giełdy w Nowym Jorku – 18,49 bln USD), a tegoroczny spadek zmniejszył wartość akcjonariuszom o ponad 20 proc. Przy czym akceptowanie procesów deflacyjnych w tym kraju grozi stagnacją typu japońskiego, która na wyspach trwa już ponad 20 lat. Mimo drukowania pieniędzy zadłużenie Japonii jest na poziomie 245 proc. PKB, inflacja wynosi 0,3 proc., a w ciągu 20 lat płace spadły z przeciętnego miesięcznego poziomu 315 tys. jenów do poziomu 289 tys.

Wolniejszy wzrost

Odpowiedzią monetarną na ostatni kryzys były bilionowe interwencje przeprowadzone przez banki centralne, które podtrzymały ceny aktywów, jak i doprowadziły do wzrostu zadłużenia w gospodarkach wschodzących. Dług zagraniczny tych państw wzrósł w okresie ostatniego dziesięciolecia z poziomu 900 mld USD do 4,4 bln USD, a całość zadłużenia tych krajów wg IIF eksplodowała w tym czasie z poziomu 5,4 bln USD do poziomu 24,4 bln USD, a więc 90 proc. tamtejszego PKB. Przy czym obecnie po rozpoczęciu procesu podnoszenia stóp przez Fed trend się odwraca, ceny surowców, a z nimi finanse państw od nich uzależnione padają, a giełdy tracą na wartości. Efekt spowolnienia w Chinach to klęska dla krajów surowcowych świata, gdy w przypadku 42 surowców na 46 monitorowanych przez Bank Światowy ich ceny osiągnęły poziomy najniższe od początku lat 80. dwudziestego wieku. Przy czym osłabienie możliwości eksportowych deprecjonuje lokalne waluty, prowadząc do bankructw zadłużonych w zagranicznych dewizach podmiotów.

W efekcie tych oddziałujących na siebie procesów, według analiz JPMorgan, wzrost krajów wysoko rozwiniętych spowolni i będzie wynosił przeciętnie 1,75 proc. w ciągu nadchodzącej dekady. Niektóre szacunki mówią o wzroście w ostatnim kwartale w USA na poziomie zaledwie 0,5 proc., jak i recesji w sektorze przemysłowym. Również wzrost gospodarek krajów rozwijających, który w roku 2015 był najniższy od roku 2001, z wyjątkiem 2009 r., kiedy to osiągnął kryzysowe minimum 3,7 proc., spowolni. W 2015 r. zanotował on poziom 4,3 proc., a więc był o 2 punkty procentowe niższy niż przeciętna dla lat 2000-2008. Jedynie demograficznie żywotne Indie idą przeciw prądowi, co potwierdzają ostatnie projekcje statystyczne mówiące o wynoszącym 7,3 proc. wzroście gospodarczym w kończącym rok finansowy 2015 marcu 2016 r. i jeszcze wyższym, bo na poziomie 8,1 proc., wzroście w roku obecnym kończącym się w marcu 2017 r.

Dr Cezary Mech