• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Od A do Z, czyli alfabet mistrzostw Europy

Wtorek, 2 lutego 2016 (05:06)

Pierwsze w historii mistrzostwa Europy piłkarzy ręcznych organizowane w naszym kraju są już historią. Okazały się wielkim wydarzeniem, dużym sukcesem i pozostaną w pamięci na długo, głównie z racji wielkich niespodzianek i zaskakujących rozstrzygnięć. My podsumowaliśmy je od A do Z w naszym alfabecie mistrzostw.

 

A – jak atmosfera

Niezwykła, szczególnie na meczach Polaków. Kibice nieśli swych ulubieńców, dodawali im skrzydeł, wspierali w każdej chwili, tej dobrej, ale i tej gorszej, gdy wsparcie było szczególnie potrzebne. Zawodnicy to czuli i na każdym kroku dziękowali za doping, za to, że kibice byli, i to jak byli. A gdy śpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”... to dreszcze przechodziły, a pod rywalami uginały się nogi. Polskie mistrzostwa okazały się rekordowymi pod względem frekwencji, jeszcze nigdy na trybunach nie zasiadało tak wielu widzów. I nie chodzi wyłącznie o spotkania z udziałem Biało-Czerwonych. 

 

B – jak Biegler

Michael Biegler. Były już trener reprezentacji Polski, który podał się do dymisji po nieszczęsnym meczu z Chorwacją. Pokazał wtedy, że jest facetem, który nie ucieka od odpowiedzialności i potrafi uderzyć się w pierś. Szkoda, że okazał się kiepskim fachowcem. A jeśli nie kiepskim, to przynajmniej nie takim, który pomógłby drużynie w walce o medal. Niestety, pod względem warsztatu odbiegał od kolegów po fachu. Nikt za nim nie będzie raczej tęsknił.

 

C – jak Chorwacja

Nasz koszmar. Chyba nigdy w historii mistrzostw Europy, w pojedynku dwóch zespołów o podobnym potencjale, jeden drugiego nie rozbił w tak spektakularny sposób, jak Chorwacja Polaków. Ile w tym było zasługi siły piłkarzy z Bałkanów, a ile fatalnej postawy Biało-Czerwonych, to temat na długą dyskusję. Faktem było, że po tym meczu wszyscy otrzymali potwierdzenie, że w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych, a „na pewno” nie istnieje.

 

D – jak Dania

Do meczu z Niemcami, ostatniego w drugiej fazie turnieju, niepokonana. Pewnie zmierzająca do półfinału, pewnie zmierzająca po medal. Ale została powstrzymana i musiała pożegnać się z marzeniami o podium. To jedna z kilku potęg, które na polskich mistrzostwach przełknęły gorzką pigułkę.

 

E – jak entuzjazm

Był we wszystkich: kibicach, piłkarzach, trenerach, dziennikarzach. Udzielał się, promieniował. Gdy Polacy wygrali z Francją czuliśmy się jak podczas narodowego święta, jak po zwycięskim meczu piłkarzy nożnych z Niemcami. Sport ma to do siebie, że potrafi łączyć, że wywołuje patriotyczne uniesienia.

 

F – jak Francja

Największy przegrany mistrzostw. Wielki faworyt, ekipa, która w ostatnich latach hurtowo zdobywała złote medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. Do Polski przyjechała jak po swoje, ale została zastopowana. Najpierw przez naszych, potem przez Norwegów. Piątego miejsca „Trójkolorowych” nie zakładał nikt, także oni sami. Podobno jednak specjalnie nie rozpaczali, wszystko, co najlepsze, szykując na igrzyska w Rio. Pożyjemy – zobaczymy.

 

G – jak gratulacje

Polskie mistrzostwa okazały się wielkim sukcesem, tak sportowym, jak i organizacyjnym. Ciepło wyrażali się o nich wszyscy, podkreślając niezwykły klimat i atmosferę, w jakiej przyszło rywalizować najlepszym drużynom kontynentu.

 

H – jak homopropaganda

Spokojnie, spokojnie, mistrzostwa były od niej wolne, ale był ktoś, kto chciał uczynić z nich trybunę dla bojowników walki o prawa środowisk LGBT. Tobias Karlsson, kapitan reprezentacji Szwecji, miał zamiar zakładać opaskę w tęczowych barwach, na znak solidarności z gejami i lesbijkami. Wspierała go w tym rodzima federacja. – Szwedzka Federacja Piłki Ręcznej uważa, że wszystkie istoty ludzkie są równe bez względu na płeć, pochodzenie, orientację seksualną czy religię – wypalił trener Lasse Tjernberg. Zgody na tęczową opaskę nie wyraziła jednak europejska federacja, bo odbiegała od norm. Kolorystycznych.

 

I – jak idealista

Michael Biegler chce pomóc w rozwoju piłki ręcznej w Ugandzie. Będzie mógł się temu projektowi poświęcić w całości, bo nie jest już selekcjonerem reprezentacji Polski, a HSV Hamburg, który prowadził na co dzień, został w trakcie mistrzostw postawiony w stan upadłości i... przestał istnieć. Trener, co oczywiste, stracił w nim pracę.

 

J – jak Jurecki

Michał. Człowiek, od którego uzależniona była gra reprezentacji Polski. Gdy w spotkaniu z Chorwatami zanotował słabszy dzień, Biało-Czerwoni nie istnieli. Długo wydawało się, że może zostać najlepszym zawodnikiem mistrzostw, bo rozgrywał jeden po drugim wielkie mecze. Po pojedynku z Norwegami wściekły jak osa, dosadnie opowiadał, co sądzi o grze swojej i kolegów. Po spotkaniu z Chorwacją nie przypominał siebie. Trafił do „drużyny marzeń” mistrzostw. Zasłużenie.

 

K – jak Kielce

Stolica polskiego szczypiorniaka. W tamtejszym Viva grają na co dzień Michał Jurecki, hiszpański obrotowy Julen Aguinagalde, chorwacki lewoskrzydłowy Manuel Strlek oraz niemiecki prawoskrzydłowy Tobias Reichmann. Wszyscy zostali wybrani do najlepszej drużyny mistrzostw.

 

L – jak lata

A dokładnie 12 lat. Tyle czekali Niemcy na złoto mistrzostw Europy. Są jedną z najbardziej utytułowanych reprezentacji w historii, mają na koncie złote krążki mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.

 

Ł – jak... łomot

W historii mistrzostw Europy nie było meczu między dwoma drużynami o podobnym potencjale, który zakończyłby się tak wysokim zwycięstwem jednej z nich... Niestety, w roli chłopców do bicia wystąpili Polacy, którzy przegrali z Chorwacją różnicą 14 bramek.

 

M – jak matematyka

W ostatnich pięciu sekundach półfinału z Norwegią na boisku przebywało za dużo Niemców – o jednego. Skandynawowie to wychwycili, złożyli protest do władz europejskiej federacji. Wszyscy byliśmy ciekawi, co ta postanowi, bo przewinienie było ewidentne, jednak do żadnego precedensu nie doszło, bo Norwegowie – działając w duchu fair play – swój protest ostatecznie wycofali.

 

N – jak Niemcy

Mistrzowie Europy. Przed mistrzostwami chcieli wyjść z grupy, by uniknąć kompromitacji. Od lat nie przywieźli medalu z ważnej imprezy, spadali w hierarchii, a przecież przyzwyczaili do tego, że walczą o najwyższe cele. Zazwyczaj. Przed meczem z Danią byli pod ścianą, niewielu dawało im szanse. Tymczasem dokonali niemożliwego (częsty zwrot używany w związku z polskimi mistrzostwami), awansowali do najlepszej czwórki, a w niedzielę rozgromili Hiszpanów w finale.

 

O – jak obrona

W piłce ręcznej jest kluczem do sukcesu. – Może popełniliśmy kilka błędów w ataku, ale mając takiego bramkarza i taką defensywę, byliśmy spokojni o wynik. To był nasz klucz do sukcesu – powiedział po finale islandzki selekcjoner reprezentacji Niemiec Dagur Sigurdsson. Obrona była oczkiem w głowie Michaela Bieglera, jednak w decydującym boju, kiedy rozstrzygały się losy Biało-Czerwonych, fatalna defensywa ich zgubiła.

 

P – jak Polska

Siódma drużyna mistrzostw. Liczyliśmy na medal, po meczu z Francją byliśmy pewni, że ten medal, a raczej medale zawisną na szyjach naszych reprezentantów. Nie udało się. Biało-Czerwoni muszą szybko sobie odpowiedzieć na pytanie, co zawiodło, dlaczego stało się to, co się stało, i zakasać rękawy. Czasu na rozdrapywanie ran nie będzie bowiem dużo, bo już w kwietniu nasi zagrają o olimpijską kwalifikację.

 

R – jak Rio

Miasto-gospodarz igrzysk olimpijskich w 2016 roku. Polacy powinni się na nie dostać bez problemów, bo w kwalifikacjach zmierzą się z Macedonią, Tunezją i Chile. Prawdziwym wyzwaniem będą za to same igrzyska. Przed mistrzostwami Europy mówiliśmy, że dla Szmala, Jureckich, Bieleckiego będą ona turniejem życia. Teraz możemy to samo powiedzieć o Rio, oczywiście, jeśli nasi tam pojadą. Pojadą, nie ma opcji, by się potknęli. Choć... dziś w piłce ręcznej nie ma nic pewnego...

 

S – jak sensacja

A raczej sensacje. W polskich mistrzostwach jedna goniła drugą. Która była większa: złoto Niemców czy dopiero piąte miejsce Francji? A może odpadnięcie Islandii już po pierwszej rundzie? A może klęska Polski z Chorwacją? A może wysokość porażki Hiszpanii w finale? Nawet ci, którzy na piłce ręcznej znają się jak mało kto i poświęcili jej całe życie, opowiadają dziś, że przed wyrażeniem jakiejkolwiek opinii zastanowią się dwa, a nawet trzy razy.

 

T – jak trener

Rzadko się zdarza, by selekcjoner podał się do dymisji w trakcie turnieju. Tak uczynił Michael Biegler. Zaskoczył wielu, łącznie z podopiecznymi, ale wiedział, że tak czy inaczej posady nie utrzyma. Teraz ZPRP głowi się nad wyborem jego następcy. Na 99,9 proc. zostanie nim Polak. Zresztą takie życzenie – nawet jeśli nie wprost – wyrazili zawodnicy.

 

U – jak urazy

Odpowiedzi na to pytanie nie poznamy, możemy sobie tylko pogdybać. Z powodu problemów zdrowotnych na mistrzostwach nie zagrało trzech naszych fantastycznych piłkarzy: Bartłomiej Jaszka, Mariusz Jurkiewicz i Grzegorz Tkaczyk. Wszyscy występują na tej samej pozycji, newralgicznej, najważniejszej, środkowego rozgrywającego. Z nimi byłoby na pewno inaczej, może łatwiej, może lepiej. To jednak tylko gdybanie. Gorzej, że i podczas mistrzostw urazów nabawiło się dwóch innych kluczowych zawodników: Bartosz Jurecki i Krzysztof Lijewski.

 

W – jak Wolff

Andreas Wolff – najlepszy bramkarz mistrzostw, bohater finału. Bez niego Niemcy na pewno nie zdobyliby złota, raczej na pewno nie znaleźliby się w czołowej czwórce. Bronił niewiarygodnie, z fantastyczną skutecznością. Oczywiście my Niemcom nie zazdrościmy, bo mamy Sławomira Szmala. Wciąż wielkiego, wciąż wygrywającego mecze. Przyznać trzeba jednak szczerze, że tym razem naszemu kapitanowi przytrafiło się kilka słabszych momentów. Wolff niemal cały czas był opoką Niemców.

 

Z – jak... za rok

Nie wiadomo, jak za rok będzie wyglądała nasza reprezentacja. Co po igrzyskach postanowią jej liderzy i najbardziej doświadczeni zawodnicy. Niektórzy dawali do zrozumienia, że być może zakończą reprezentacyjne kariery, by otworzyć drzwi do kadry młodszym kolegom, czyli przyszłości polskiego szczypiorniaka.  Zmiana pokoleniowa jest czymś naturalnym i oczywistym, ale bądźmy szczerzy: nie potrafimy wyobrazić sobie narodowej drużyny bez Szmala, Bieleckiego, starszego z braci Jureckich... Wszyscy chcielibyśmy, by grali w niej jak najdłużej.

 

I na koniec... Ż – jak żal

Żal, że mistrzostwa się skończyły, żal naszych, że nie spełnili marzeń o medalu. Marzeń, na które zasłużyli jak mało kto...

Piotr Skrobisz