• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Protesty sparaliżowały Europę

Czwartek, 15 listopada 2012 (02:10)

Strajki generalne w najbardziej dotkniętych kryzysem finansowym krajach: Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Włoszech i Belgii. Powód? Ostre cięcia budżetowe.

W ramach obchodzonego wczoraj Europejskiego Dnia Akcji i Solidarności w całej niemal UE na ulice miast wyszły miliony związkowców protestujących przeciwko unijnej polityce zaciskania pasa, która – jak podkreślali protestujący – uderza przede wszystkim w zwykłych obywateli, „rujnując im życie”.

Wskazywali też, że to politycy Unii Europejskiej ponoszą całkowitą odpowiedzialność za przedłużanie się kryzysu ekonomicznego na kontynencie. Dlatego związkowcy wysuwali żądania wprowadzenia alternatywnej polityki finansowej w swych krajach oraz obrony idei „państwa opiekuńczego”.

Pierwsi – Hiszpanie

Protest jako pierwsi rozpoczęli w nocy z wtorku na środę Hiszpanie. Ten drugi w ciągu 9 miesięcy strajk generalny wymierzony był już nie tylko w hiszpański rząd, ale również w UE, której polityka zaciskania pasa – jak podkreślali protestujący – nie przynosi żadnych rezultatów, a jedynie brzemienne w skutkach konsekwencje dla obywateli.

Wraz z wybiciem północy przez centra największych hiszpańskich miast przeszły pierwsze manifestacje, a ich uczestnicy wzywali idących na nocną zmianę rodaków do przyłączenia się do strajku.

– Ten strajk ma pomóc w zmianie reguł obowiązujących w Europie i w Hiszpanii – podkreślał przewodniczący centrali związkowej UGT, Josep Maria Ëvarez. Jeszcze przed świtem doszło też do pierwszych starć z policją, w wyniku których 15 osób zostało rannych, a 110 zatrzymanych przez policję. Blisko południa media podawały, że doszło do kolejnych starć z policją, po których liczba aresztowanych zwiększyła się do ponad 40.

Hiszpańscy związkowcy przygotowywali się do strajku od dawna. Już od wtorku okupowane były budynki szkół i szpitali oraz innych miejsc użyteczności publicznej. W odpowiedzi w Barcelonie policja pilnowała siedzib banków i giełdy. Strajk, w którym – jak podkreślali przedstawiciele związkowców – uczestniczyło około 80 proc. wszystkich zatrudnionych (przy czym o niemal 100 proc. możemy mówić w przypadku osób zatrudnionych w przemyśle motoryzacyjnym, energetycznym, stoczniowym i budowlanym), spowodował niemal całkowity paraliż kraju.

Największy wiec został zorganizowany po południu przed Kortezami w Madrycie, gdzie głosowano wczoraj nad budżetem na przyszły rok. Do protestujących przyłączyło się z tego powodu także kilku opozycyjnych posłów lewicy. W związku ze strajkiem odwołanych zostało 700 lotów z Hiszpanii, a w godzinach szczytu jeździł tylko co trzeci pociąg, metro i autobus. Do strajku przyłączyli się także dziennikarze, przez co telewizja emitowała jedynie powtórki programów. Hiszpański strajk zakończyć miały dwie zapowiedziane na późne popołudnie manifestacje zwołane przez związkowców oraz „ruch oburzonych”.

Podobna sytuacja panowała wczoraj także w Portugalii, która przystąpiła do 24-godzinnego strajku generalnego zorganizowanego przez największe w tym kraju porozumienie związków zawodowych – CGTP.

W związku ze strajkiem już od wtorkowej nocy przestało kursować m.in. metro w Lizbonie (jego pracownicy ogłosili strajk zaledwie na dwie godziny przed planowanym zamknięciem czterech linii) i pociągi, przy czym od rana ta sytuacja jedynie się pogłębiała i rozszerzała na pozostałe części kraju.

Do olbrzymich utrudnień w transporcie naziemnym doszło także odwołanie wielu połączeń lotniczych. Poza pracownikami transportu do strajku przystąpili również m.in. urzędnicy, pocztowcy, pracownicy zakładów oczyszczania miasta, strażacy, pracownicy szpitali, teatrów, hoteli oraz personelu parlamentu w Lizbonie sprzeciwiający się kolejnym drastycznym cięciom budżetowym i jednoczesnym podwyżkom podatków, które rząd zapowiedział już na przyszły rok.

Organizatorzy protestu domagali się od rządu odrzucenia podpisanego w maju ubiegłego roku porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) i Unią Europejską, na podstawie którego Portugalia zobowiązała się do wdrażania surowego reżimu finansowego, w zamian za co otrzymała kredyt zewnętrzny w wysokości 78 mld euro.

Stanęła kolebka Unii

Znaczne utrudnienia w transporcie kolejowym napotkali wczoraj także Belgowie w związku z podjętym przez pracowników kolei 24-godzinnym strajkiem. Tego dnia w ogóle nie wyjechały pociągi w Walonii, zaś we Flandrii i Brukseli podróżni odczuli poważne zakłócenia w kursowaniu.

Jak informuje Polskie Radio, odwołane zostały również wszystkie szybkie połączenia kolejowe z Niemcami oraz zapowiedziane zostały opóźnienia na trasach z Brukseli do Paryża i Amsterdamu. Ponadto media podały, że w samej Brukseli na ulice nie wyjechały ani autobusy, ani tramwaje.

O planowanych utrudnieniach w kursowaniu pociągów i statków ostrzegano także Włochów po tym, jak największy krajowy związek CGIL wezwał swoich związkowców do kilkugodzinnej przerwy w pracy. Kilkugodzinne utrudnienia, m.in. w transporcie naziemnym, odczuli wczoraj także Grecy. W ramach protestu na ulice miast wyszli również m.in. Francuzi, Czesi, Polacy oraz inni mieszkańcy Europy Wschodniej.

Marta Ziarnik, PAP