• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Łubin zamiast soi

Sobota, 30 stycznia 2016 (20:02)

Dzięki krajowej produkcji białka roślinnego można będzie aż o połowę zmniejszyć import genetycznie modyfikowanej soi stosowanej do produkcji pasz – deklaruje wiceminister rolnictwa Jacek Bogucki (PiS).

Rozwijanie produkcji roślin strączkowych jest celem rządowego programu rozpisanego na lata 2016-2020, który jest kontynuacją programu realizowanego od 2011 do 2015 roku. O ile jednak dotąd chodziło głównie o prowadzenie badań nad uprawą, zwiększaniem plonowania, wartości pokarmowej dla zwierząt grochu, bobiku czy łubinu, tak teraz ministerstwu rolnictwa zależy na tym, aby polskie nasiona zaczęły zastępować przy produkcji pasz importowaną modyfikowaną genetycznie śrutę sojową.

Wiceminister Bogucki podkreślił podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, że celem rządu jest to, aby krajowa produkcja roślin wysokobiałkowych pokrywała przynajmniej w 50 proc. zapotrzebowanie na białko paszowe. To zapewniłoby nam bezpieczeństwo żywnościowe i ogromne oszczędności w wydatkach na import soi (przywozimy jej około 2 mln ton), obliczane przez resort rolnictwa na 1,5-2 mld zł.

– 90 proc. śruty sojowej pochodzi z GMO. Krajowe źródła białka są wolne od GMO i zastąpiły genetycznie modyfikowane – stwierdził Jacek Bogucki.

W tym roku, jak poinformował wiceminister, zapadnie też decyzja, czy będą od 2017 roku kontynuowane dopłaty dla rolników siejących rośliny strączkowe i motylkowate. W tamtym roku 233 tys. rolników zgłosiło się po wypłatę tych pieniędzy za uprawy na powierzchni 690 tys. ha. Stawka płatności wynosi 415 zł za 1 ha, więc rolnicy otrzymają prawie 290 mln zł.

Utrzymanie dopłat jest raczej pewne, ale pojawiły się też głosy, że ich stawka jest za niska. Poseł Zbigniew Ajchler (PO) proponował, żeby stawka wzrosła do 900-1000 zł za 1 ha, bo to da lepsze efekty niż do tej pory. Chodzi nie tylko bowiem o produkcję nasion paszowych, ale również o wysiewanie roślin strączkowych jako poplony, bo wtedy stosujemy płodozmian, lepiej też jest nawożona ziemia, a to skutkuje wzrostem plonu zbóż od 1 do nawet 5 ton z hektara.

Poseł Jan K. Ardanowski (PiS), wiceprzewodniczący komisji rolnictwa, nie ma wątpliwości, że program pokazał, iż nie jesteśmy skazani w żywieniu zwierząt na import soi, choć nawet rolnicy byli przekonani, że nie da się niczym zastąpić tej rośliny. – Chodzi o to, aby tych wyników badań nie zmarnować – podkreślił Ardanowski.

– Teraz trzeba rozwiązać problem, jak wyniki badań zastosować na rynku. Mamy przekonanie, badania naukowe, że warto uprawiać rośliny wysokobiałkowe, że możemy zastępować soję, ale jest luka, której bez pomocy państwa nie jesteśmy w stanie wypełnić – dodał poseł PiS.

I wyjaśnił, że firmy nie są zainteresowane zmianą technologii produkcji pasz. – Wytwórnie te są końcówkami amerykańskich firm sprzedających soję. Jak dostaną inne źródła białka, to nie będą ich chciały. Nie spodziewam się, aby duże firmy zmieniły strategię, można szukać mniejszych zakładów – powiedział Jan K. Ardanowski. Innym środkiem do zastąpienia soi powinna być promocja produktów spożywczych, które zostały wytworzone na bazie białka krajowego, co mieści się w pojęciu patriotyzmu gospodarczego.

Państwo powinno też promować pasze bezsojowe wśród hodowców zwierząt, zwłaszcza producentów drobiu, którzy nie chcą słyszeć żadnych sugestii o zmianie pasz, bo obawiają się o dostępność karmy opartej na krajowych surowcach. Ale zmiany już widać, np. w województwie pomorskim, gdzie buduje się powiązania rynkowe producentów materiału siewnego i nasion, wytwórni pasz i rolników.

Sprawa ta jest o tyle ważna, że w 2017 roku Polska musi podjąć decyzję o utrzymaniu bądź zniesieniu moratorium na używanie modyfikowanej genetycznie soi. Poseł Mirosław Maliszewski (PSL), wiceprzewodniczący komisji rolnictwa, wskazał, że rząd powinien określić, kiedy chce osiągnąć poziom 50 proc. zastąpienia soi w paszach: w 2017 czy może w 2027 roku. Maliszewski poparł pomysł posła Zbigniewa Dolaty (PiS), aby państwo określiło sztywne wskaźniki produkcji pasz z wyłączeniem soi, jakie musiałyby wypełnić wszystkie zakłady wytwarzające gotowe pasze. To byłby mechanizm podobny do tego, jaki jest stosowany w przypadku biopaliw. Okazuje się, że potencjał produkcji nasion roślin wysokobiałkowych mamy całkiem spory. Świadczy o tym choćby to, że w tamtym roku Polska wyeksportowała 30 tys. ton tych nasion. Mariusz Gołębiowski ze Związku Zawodowego Rolników „Ojczyzna” zwrócił uwagę, że rolnicy mają jednak problemy ze sprzedażą nasion, także z powodu niskich cen skupu. Niestety, poprzedni rząd nie wpisał do Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020 działań adresowanych do przetwórni paszowych, które chciałby rozwijać produkcję przy zastosowaniu polskich roślin wysokobiałkowych.

Krzysztof Losz