• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Wciąż walczymy o kontrakt

Sobota, 30 stycznia 2016 (12:30)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w PZL Świdnik, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jeszcze nie tak dawno były wiceszef MON gen. Czesław Mroczek informował, że tylko śmigłowiec caracal spełnił wymogi formalne i przechodzi do fazy testów. Jednak według PZL Świdnik poprzednie kierownictwo MON zastosowało wątpliwe kryteria selekcji, co skutkowało odrzuceniem ofert produkowanego w Świdniku AW-149 i powstającego w Mielcu – black hawka. Stąd pozew i sprawa, jaka właśnie ruszyła przed Sądem Okręgowym w Warszawie...

– Jawność rozprawy była wyłączona. Była to pierwsza rozprawa, o której przebiegu tak naprawdę niewiele mi wiadomo z uwagi na to, że szereg naruszeń w postępowaniu przetargowym, na które wskazywało kierownictwo PZL Świdnik w pozwie 18 czerwca 2015 r., ma zastrzeżony charakter. Do tych nazwijmy to jawnych zastrzeżeń należy m.in. wprowadzanie zmian zasad czy zakresu postępowania przetargowego na jego bardzo późnym etapie, jak również naruszanie przepisów prawa odnoszących się do offsetu. Wiadomo też, że w związku z decyzją Inspektoratu Uzbrojenia i Ministerstwa Obrony Narodowej o odrzuceniu oferty PZL Świdnik firma złożyła pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie, wnosząc o zamknięcie postępowania przetargowego bez wyboru oferty. Przypomnę tylko, że PZL Świdnik już w toku postępowania przetargowego pisemnie informował Inspektorat Uzbrojenia o dostrzeżonych naruszeniach w postępowaniu przetargowym. 11 maja 2015 r. firma wysłała także pismo przedprocesowe do Ministra Obrony Narodowej i Inspektoratu Uzbrojenia, podsumowując wszystkie naruszenia i nieprawidłowości. Odpowiedzi jednak nie było, za to był pozew w naszej ocenie zasadny, a teraz proces. To także dowód odpowiedzialności kierownictwa PZL Świdnik wobec załogi, której interes poprzez decyzje poprzedniego szefostwa MON jest zagrożony.

O co toczy się w tej chwili się gra i czy Pana zdaniem jest jeszcze szansa na odwrócenie wektorów i sprawiedliwe rozstrzygnięcie tego przetargu?

 – Gra idzie o najwyższą dla nas stawkę. Naszym zdaniem przetarg z uwagi na 17 poważnych naruszeń prawa dotyczących procedury wyłaniania dostawcy śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii powinien zostać zamknięty i jak wspomniałem, powtórzony. Moim zdaniem jest na to szansa. Jeśli tak poważna firma jak PZL Świdnik zdecydowała się na drogę sądową, i to przeciwko MON, to znaczy, że są ku temu poważne przesłanki. Nasi prawnicy dokładnie przeanalizowali całą procedurę krok po kroku i widać znaleźli podstawy, aby taki pozew złożyć. Szansa zatem z pewnością jest. Poza tym warto zwrócić uwagę na podejście obecnego kierownictwa MON, które po zapoznaniu się z materiałem dotyczącym przetargu wskazuje na niejasności i wątpliwości co do procesu wyłaniania i ostatecznie wyboru oferty francuskiego Airbusa. Wprawdzie kolejne kroki niejako utrudnia parafowana przez poprzednią władzę umowa, ale mam nadzieję, że doczekamy się racjonalnego, a nie politycznego wyboru i sąd sprawiedliwie rozstrzygnie cały ten spór.

Czy sama nadzieja wystarczy?

– Nadzieja i pozytywne myślenie, poparte racjonalnymi przesłankami, prowadzą do szczęśliwego finału. Jesteśmy umiarkowanymi optymistami. Jeszcze kilka miesięcy nastroje były dużo gorsze niż obecnie, aktualnie także wypowiedzi kierownictwa MON, które pojawiają się w mediach, pokazują, że istnieje pole do rozmów, a tym samym nadzieja. Potrzebne jest salomonowe rozwiązanie i ufamy, że minister obrony takowe znajdzie.

Czas ucieka, tymczasem sprawa przetargu na potrzebne polskiej armii śmigłowce wielozadaniowe się przeciąga…

– Owszem, zdajemy sobie sprawę, że wojsku potrzebny jest nowy sprzęt i to możliwie jak najszybciej. Jednak wydaje mi się, że biorąc chociażby kryzys na wschodzie Ukrainy, ciężar powinien być postawiony bardziej na tarczę antyrakietową i na śmigłowce szturmowe, a nie wielozadaniowe. Tych drugich póki co jeszcze w polskiej armii trochę jest i nie jest tak, że nagle wszystkim kończą się resursy techniczne, co oznacza, że zostaną uziemione. Z tego, co mi wiadomo, w pierwszej kolejności kończą się resursy śmigłowcom w wersji morskiej. To oznaczałoby, że z całej gamy śmigłowców, które MON chciało zamówić w ramach tego przetargu, należało postawić na śmigłowce w wersji morskiej. Jeśli udałoby się unieważnić obecny przetarg, to wówczas można by się skupić na wersji morskiej i szturmowych z drugiego programu „Kruk”, który też został już uruchomiony.

Czy to oznacza, że poprzednie kierownictwo MON źle ustawiło priorytety?

– Warto byłoby sprawdzić, kiedy zostały określone założenia do tego przetargu, ale jeśli to było w momencie, kiedy trwał już konflikt za naszą wschodnią granicą, to należało cały ciężar położyć na zakup śmigłowców szturmowych, a nie wielozadaniowych. Zresztą w tego typu procedurach przetargowych zakłada się, że w każdej chwili proces może zostać przerwany bez prawa domagania się odszkodowania przez oferenta. I nawet jeśli założenia do tego przetargu były robione jeszcze przed kryzysem ukraińskim, to w każdej chwili można było ten przetarg na śmigłowce wielozadaniowe przerwać, przyspieszyć program „Kruk” na śmigłowce szturmowe i w ten sposób zabezpieczyć nasze wojsko.

Skoro była możliwa taka korekta planów, to dlaczego tego nie zrobiono?

– Pytać zawsze można i trzeba, tym bardziej że są to poważne pytania o znaczeniu strategicznym. Rozmawiając, ani Pan, ani ja nie znamy wielu szczegółów, które są zastrzeżone czy poufne, ale bazując na informacjach z poprzednich przetargów takie możliwości przerwania procedury przetargowej bez konsekwencji dla zamawiającego były. Zakładam, że tak było, i w tym przypadku pytanie: dlaczego z tego nie skorzystano?

Tak czy inaczej czekamy na decyzje MON…?  

– Oczywiście, ale nie tylko z MON. Mam bowiem nadzieję, że także Ministerstwo Rozwoju weźmie pod uwagę, że proces wytoczony przez kierownictwo PZL Świdnik się już rozpoczął i być może wstrzyma się negocjowaniem umowy offsetowej do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Okręgowy w Warszawie. W innym przypadku mogłoby to narazić budżet państwa. Jeśli bowiem zostałaby wynegocjowana i podpisana umowa offsetowa z Airbus Helicopters, a sąd przyznałby rację PZL Świdnik, to wówczas nasza firma mogłaby dochodzić odszkodowania. W tej sytuacji wydaje się, że najbezpieczniej byłoby zaczekać z ostatecznymi decyzjami.

Z tego, co wiem, także Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” nie ustępuje w staraniach o pozyskanie zamówienia dla firm, które produkują w Polsce: PZL Świdnik i PZL Mielec…

– Tak, rozmowy trwają. W ubiegłym tygodniu ustaliliśmy, że Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” zabiega o spotkanie z obecnym kierownictwem MON, które wydaje się racjonalnie podchodzić do sprawy przetargu śmgłowcowego. Będziemy czekać na odpowiedź MON czy i ewentualnie, kiedy możliwe jest takie spotkanie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki