Dziś w „Naszym Dzienniku”
Upomnienie dla Norwegów
Piątek, 29 stycznia 2016 (19:01)W sobotę przed Ambasadą Norwegii w Warszawie odbędzie się demonstracja przeciwko działaniom Urzędu ds. Dzieci.
Barnevernet (BV) pod wydumanymi pretekstami odbiera dzieci rodzinom naturalnym i przekazuje je rodzinom zastępczym. Często wystarczy donos lub sprowokowane „zeznanie” małych dzieci. Najczęściej urząd zarzuca zaniedbania w opiece lub przemoc, co w praktyce oznaczać może np. danie dziecku do szkoły słodyczy, nieprzestrzeganie stałych pór snu lub dopuszczenie do pobicia się przez rodzeństwo. Ostrą interwencję powoduje każde zaniedbanie w leczeniu czy profilaktyce (zalicza się do tego np. samodzielne wyrwanie zęba mlecznego). Surowo egzekwowany jest zwłaszcza kanon „bezstresowego wychowania”. Niezgłoszone skaleczenie lub siniak to już powód do podejrzenia o znęcanie się, niezwykle łatwo jest też zostać podejrzanym o molestowanie seksualne.
Bardzo często ofiarą tego systemu padają rodziny imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej, niezdające sobie sprawy z norweskich uwarunkowań i różnicy mentalności. Obecnie znajduje się w przymusowej tzw. pieczy zastępczej 45 dzieci posiadających polskie obywatelstwo.
Sprawa rodziny Bodnariu
Na całym świecie szerokim echem odbiła się sprawa norwesko-rumuńskiej rodziny Bodnariu. Odebrano jej pięcioro dzieci. Najstarsze dziewczynki, 9-letnia Eliana i 7-letnia Naomi, podobno powiedziały w szkole, że w domu są karane. Dyrekcja stwierdziła, że to dlatego, że w ich rodzinie wyznaje się „radykalne chrześcijaństwo”. Szkoła wezwała BV na pomoc, chociaż dziewczynki dobrze się uczyły, miały opinię „inteligentnych i kreatywnych”.
Dyrektor szkoły stwierdziła, że osobiście nie wierzy, że w domu Bodnariu dochodzi do jakichś nadużyć, ale poglądy rodziców oraz babci „hamują i upośledzają rozwój” dzieci. Wcześniej dziewczynki zostały zganione za pomysł wyboru popularnej piosenki w stylu gospel w szkolnym konkursie muzycznym. Dziewczynki zostały umieszczone w rodzinie zastępczej, wkrótce (do innych rodzin zastępczych) trafili 5-letni Mateusz, 2-letni Jan i czteromiesięczny Ezechiel wciąż karmiony piersią.
Zlecono dokładną obdukcję medyczną całej piątki dzieci. Badanie nie wykazało śladów przemocy, ale to nie przekonało BV. Decydujące były rzekome zeznania dzieci, chociaż nawet w raportach urzędu okazują się sprzeczne i zupełnie fantastyczne. Nie wiadomo, jak te obciążające rodziców zeznania zostały uzyskane. Nie było przy tym reprezentującego rodziców prawnika, nie wiadomo, czy był obecny psycholog, a wymaga tego norweskie prawo.
Ta bulwersująca sprawa spowodowała wybuch protestów pod norweskimi placówkami dyplomatycznymi na całym świecie, największe oczywiście w Rumunii. Temat podjęła grupa rumuńskich parlamentarzystów, która odwiedziła Norwegię, w tym gminę Sogn og Fjordane, gdzie mieszkają Bodnariu. Według nich, z pewnością doszło do nadużyć ze strony urzędników, jednak na razie w sytuacji rodziny nic się nie zmieniło.
W ostatnich tygodniach protesty miały miejsce m.in. w Waszyngtonie, Ottawie, Londynie, Kopenhadze, Brukseli, Pradze, Bratysławie, Moskwie i Delhi, a poza tym w wielu miastach rumuńskich i norweskich. Demonstracje odbyły się lub są planowane we wszystkich państwach Europy i wielu innych, wkrótce m.in. w Australii.
Ostrożnie z wyjazdem
W Polsce protest odbędzie się 30 stycznia (sobota) o godz. 13.00 przed Ambasadą Norwegii w Warszawie (ul. Chopina 2). Inicjatorzy chcą ostrzec Polaków, którzy rozważają wyjazd do pracy do Norwegii. To jasne, że wielu przyciąga perspektywa skandynawskiego dobrobytu. Jednak za bogactwem, czystością, porządkiem i troskliwym uśmiechem kryje się nierzadko prawdziwy totalitaryzm. Wynika on z historycznie uwarunkowanej mentalności Norwegów. Są oni dość skryci, nie rozmawiają o swoich sprawach rodzinnych, zupełnie inaczej rozumieją oddzielenie spraw życia prywatnego od publicznego. Naszą naturalność, wylewność w kontaktach towarzyskich odbierają jako zachowanie nienormalne, wyraz poważnych problemów, którym zaradzić może tylko państwo.
Sposób działania BV i kilku powiązanych z nim instytucji jest bardzo skomplikowany. Sami Norwedzy nie są w stanie się w tym połapać. Teoretycznie BV powinien najpierw starać się pomóc naprawić sytuację rodziny, ale okazuje się, że najczęściej wybiera środek ostateczny w postaci przeniesienia dzieci do rodziny zastępczej. Ci, którzy przeszli już ten koszmar, radzą, by jeśli BV zacznie interesować się rodziną, natychmiast wywieźć dzieci z Norwegii. Inaczej, nawet jeśli nie zakończy się to odebraniem dziecka, wielomiesięczne nękanie może doprowadzić do obłędu. A gdy już urząd zabierze dzieci, trzeba przede wszystkim zachować spokój i postępować ściśle według procedury w uzgodnieniu z prawnikiem. Płacz, tłumaczenia, apelowanie do sumienia urzędników wywołują tylko odwrotny skutek – BV uzyska dowód, że ma do czynienia z osobami niezrównoważonymi. Niewiele pomoże też polski konsul. Może on występować do władz norweskich z pytaniami o podstawę prawną podjętych działań, może protestować, ale nie może wpływać na ich decyzje. Czasem występuje do norweskiej Rzecznik Praw Dziecka, wtedy może powołać się na oenzetowską Konwencję Praw Dziecka, którą Norwegia drastycznie łamie.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym