• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Inwestycja w polskie dzieci

Piątek, 29 stycznia 2016 (04:12)

Ministerstwo Finansów stwierdziło, że nie może pozytywnie zaopiniować programu „Rodzina 500 plus”, m.in. dlatego, że program jest droższy o ponad 200 mln zł, niż pierwotnie zakładano.

Doprawdy dziwi mnie to, skąd u ministra Pawła Szałamachy aż tak potężny ból głowy o 200 mln zł. Przecież to jest kropla w morzu pieniędzy, którymi obraca państwo. Zadziwiająca jest więc opinia resortu finansów.

„Rodzina 500 plus” to jest to sztandarowy projekt Prawa i Sprawiedliwości i ludzie na niego czekają. Prace legislacyjne nad nim są zakończone, rodziny zaczęły się przygotowywać, praktycznie wszystko jest już gotowe. Koszt programu to nie jest kwota nie do udźwignięcia dla budżetu. My tylko w lutym mamy oddać długi, które narobił Jan Rostowski, na kwotę prawie 2,3 mld euro obligacji. To jest prawie tyle, ile będzie potrzebne na roczny program wspierania dzieci.

Bądźmy świadomi, że pieniądze z programu „Rodzina 500 plus” w dużej mierze wrócą do budżetu. A to za sprawą dochodów z VAT i akcyzy. Dochodzą do tego opłaty za usługi. To nie są pieniądze stracone, a zainwestowane. I to w bardzo dobry sposób. W ekonomii funkcjonuje teoria mnożnikowa, która mówi, w wielkim skrócie, że żeby wyjąć, to trzeba włożyć, żeby uzyskać dochody, to trzeba zainwestować. A to jest fantastyczna inwestycja w polskie dzieci.

Pieniądze te mogą wzmocnić naszą koniunkturę gospodarczą. Ona i tak w dużej mierze jest oparta na naszym popycie, czyli zakupach, a te zostaną wzmożone. Przecież wiadomo, że za 500 zł na dziecko rodzina nie będzie grać na giełdzie w Londynie czy nie wytransferuje ich do rajów podatkowych, tylko pójdzie do sklepu i wyda pieniądze na podstawowe produkty. Bo jak zajrzymy w statystyki, to niestety wiele rodzin, i to wielodzietnych, nie ma pieniędzy na jedzenie, nie mówiąc już o książkach, odzieży czy na to, co współczesne dzieci chcą i czego potrzebują. Dlatego uważam, że nawet jeżeli państwo płaciło by nie 500, a 800 zł na dziecko, to nic złego by się nie stało.

W obliczu tych faktów to, co oznajmił resort finansów, jest dla mnie zadziwiające. Nie ma ważniejszych rzeczy niż to, aby Polacy poczuli, że rząd o nich dba, oraz aby wreszcie zobaczyli w swoich portfelach realne pieniądze. Wtedy z pewnością Polacy nic nie będą robić sobie z niedorzecznych wypowiedzi biurokratów brukselskich takich jak Martin Schulz czy Guy Verhofstadt. 

Janusz Szewczak