• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Klęska, katastrofa, tsunami... Ręczni zdeklasowani...

Środa, 27 stycznia 2016 (23:04)

To nie miało prawa się wydarzyć, a jednak się wydarzyło. Polscy piłkarze ręczni nie powalczą o medal mistrzostw Europy, bo dziś w Krakowie, w zupełnie irracjonalnym meczu przegrali z Chorwacją 23:37 (10:15) i zamiast awansować do półfinału, spadli na czwarte miejsce w tabeli grupy 1. i zagrają o siódme w mistrzostwach.

Wydarzyło się zatem coś, co wydawało się nam wszystkim nieprawdopodobne, ale sport raz jeszcze przypomniał, że nie ma w nim niczego pewnego i potrafi niewiarygodnie zaskoczyć. Polacy, wychodząc na parkiet, wiedzieli, że mogą sobie pozwolić na luksus porażki. We wcześniej rozegranym bowiem meczu grupy 1. padł wynik dla nich doskonały, bo Norwegia – podkreślmy, mimo wszystko niespodziewanie – pokonała Francję 29:24. Dzięki temu zapewniła sobie awans z pierwszego miejsca w grupie i praktycznie wysłała broniących tytułu „Trójkolorowych” do domów. A co to oznaczało dla Biało-Czerwonych? Marząc o awansie – a oczywiście taki był ich cel, jedyny – nie musieli wcale zwyciężyć. Ba, nie musieli nawet zremisować. Wystarczyło, by przegrali, ale nie wyżej niż różnicą trzech goli (czterech, jeśli zdobędą 27 bramek).

Już początek pojedynku z Chorwatami nie zapowiadał jednak niczego dobrego. Polacy wyszli na boisko dziwnie rozkojarzeni i kompletnie nieradzący sobie... z niczym. Przez długie minuty nie potrafili znaleźć sposobu na twardą chorwacką defensywę, będąc totalnie bezradnymi w ataku. Fatalnie bronili i gdyby nie Sławomir Szmal, błyskawicznie zostaliby posłani na deski. A tak otrzymywali uderzenia, ale jeszcze jakoś na nogach stali. W 10. minucie strzelecką niemoc przerwał Michał Szyba, tyle że był to jedyny gol zdobyty przez naszych w początkowym kwadransie. Chorwaci w tym czasie trafili pięciokrotnie, też niewiele – dzięki Szmalowi. Potem, przez moment, Biało-Czerwoni złapali drugi oddech i wydawało się, że może być tylko lepiej. W 18. minucie, po rzucie Karola Bieleckiego, zrobiło się 4:6 i w kibicowskie serca powróciła nadzieja. Ba, powróciła pewność. Tyle że tej dobrej gry było tyle, co na lekarstwo. Od gola Bieleckiego na 6:9 rywale zdobyli trzy kolejne bramki i absolutnie kontrolowali to, co dzieje się na boisku. Do przerwy nasi przegrywali 10:15, ale to nie był jeszcze wynik bardzo zły. A przynajmniej niczego nie przesądzał.

Dlatego tak trudno zrozumieć to, co wydarzyło się na początku drugiej połowy. Zamiast zespołu z pasją, walczącego jeden za drugiego, szarpiącego, gryzącego, bijącego, zostawiającego na parkiecie serce i zdrowie, wyszła drużyna bezradna, która przedwcześnie się poddała i poprosiła tylko, by przeciwnik nie bił za mocno. Tak, tak, niestety takie wrażenie sprawiali Polacy, którzy kompletnie nie wiedzieli, jak i co grać, a każda nieudana akcja tylko wzmacniała ich brak pewności. Chorwaci zdobyli osiem bramek z rzędu i uwierzyli, że mogą dokonać niemożliwego – awansować do półfinału. Wreszcie trafił Michał Daszek, ale nie poderwał kolegów. Rywale nadal robili z naszymi, co chcieli, niemal każdą akcję kończyli golem, a Polacy... Cóż, ciężko znaleźć właściwe słowa, by opisać to, co się działo.

Ostatecznie mecz zakończył się pogromem. Czymś, czego nie zakładał nikt. Czymś, czego nie da się wytłumaczyć. Naszych żal, płakali jak dzieci, ale tego najważniejszego egzaminu nie zdali, choć wydawało się to niemożliwe. Teraz zagrają ze Szwedami o siódme miejsce.

A w półfinałach Norwegia zmierzy się z Niemcami, zaś Chorwacja z Hiszpanią. Nasi zachodni sąsiedzi sprawili dziś w grupie 2. sporą sensację, pokonali 25:23 i odesłali do domów faworyzowaną Danię, typowaną nawet do złota. Identycznym wynikiem zakończyło się starcie Hiszpanii z Rosją, oczywiście na korzyść tej pierwszej.

Polska – Chorwacja 23:37 (10:15)

Polska: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski – Karol Bielecki 4, Michał Daszek 4, Przemysław Krajewski 3, Michał Szyba 3, Adam Wiśniewski 3, Rafał Gliński 2, Piotr Chrapkowski 1, Michał Jurecki 1, Bartosz Konitz 1, Kamil Syprzak 1, Maciej Gębala Piotr Grabarczyk 0, Krzysztof Lijewski 0.

Chorwacja: Ivan Stevanovic – Manuel Strlek 11, Marino Maric 7, Zlatko Horvat 5, Ivan Cupic 4, Ivan Sliskovic 4, Marko Kopljar 3, Luka Sebatic 2, Domagos Duvnjak 1, Mirko Alilovic 0, Luka Cindric 0, Jakov Gojun 0, Igor Karacic 0, Anatonijo Kovacevic 0, Kresimir Kozina 0.

 

Piotr Skrobisz