• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Jeden cel piłkarzy ręcznych: zwycięstwo

Poniedziałek, 25 stycznia 2016 (12:37)

W tym meczu nie będzie mowy o kalkulowaniu, nikt nie będzie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości. Jeśli polscy piłkarze ręczni chcą awansować do półfinału mistrzostw Europy – a oczywiście chcą – będą musieli dziś w Krakowie pokonać Białoruś.

Nasi, jak sami przyznawali – na własne życzenie, skomplikowali sobie sytuację w grupie 1, przegrywając sobotni pojedynek z Norwegią. Po tej wpadce nie mogą już sobie pozwolić na niepowodzenie i jakąkolwiek stratę. Każda prawdopodobnie oznaczałaby bowiem, że naszych w półfinale zabraknie. Z drugiej strony nawet po porażce sprzed dwóch dni Polacy nie stracili jednego, niezwykle ważnego atutu: wciąż wszystko zależy od nich samych i nie muszą oglądać się na konkurentów. Jeśli dziś wygrają z Białorusią, a w środę pokonają Chorwację, niezależnie od wszystkiego awansują do najlepszej czwórki mistrzostw Europy. Być może nawet z pierwszego miejsca w tabeli.

Obecnie sytuacja w niej wygląda bowiem następująco: prowadzi Francja, przed Norwegią (obie te drużyny mają na koncie po sześć punktów), Chorwacją oraz Polską (po cztery punkty). Francja i Chorwacja rozegrały po cztery mecze, Polska i Norwegia po trzy. Dziś to się wyrówna, bo nasi zmierzą się z Białorusią, a Skandynawowie z Macedonią. Zakładamy, że w obu tych spotkaniach nie dojdzie do sensacji, a to by oznaczało, że na czele tabeli znajdzie się Norwegia z ośmioma punktami, a Polska zrówna się z Francją. W środę Biało-Czerwoni spotkają się z Chorwacją, a Francja z Norwegią. W przypadku zwycięstwa Polaków oraz wygranej bądź remisu Norwegii te ekipy awansują do półfinału (nasi z drugiego miejsca). Sytuacja się skomplikuje w przypadku wygranej Trójkolorowych, bo wtedy Polska, Norwegia i Francja będą miały na kontach po osiem punktów, a o tym, kto zajmie dwie lokaty premiowane awansem, zadecyduje mała tabela złożona wyłącznie z wyników meczów między tymi ekipami. Wszystkie będą miały po dwa punkty, zatem rozstrzygający okaże się bilans bramek. Tu Polacy mogliby spać spokojnie, bo mają cztery na plusie – i to się już nie zmieni, bo wygrali z Francją 31:25 i przegrali z Norwegią 28:30. Norwegia na razie ma dwie bramki na plusie, a Francja sześć na minusie. W takiej sytuacji Trójkolorowi, marząc o awansie, musieliby pokonać Norwegię wysoko, a myśląc o pierwszym miejscu w grupie bardzo, bardzo wysoko.

To jeden z możliwych scenariuszy, chyba najbardziej realny, bo zakładający, że w czekających nas jeszcze meczach nie wydarzy się nic nieplanowanego, czyli Polska wygra z Białorusią i Chorwacją, a Norwegia z Macedonią. Możliwe są jednak i inne rozwiązania. Przykładowo, Polska może awansować nawet tracąc punkty z którymś z czekających ją pojedynków, ale w takiej sytuacji musiałaby liczyć na potknięcie Norwegii z Macedonią albo jej wygraną bądź remis z Francją. Opcji jest sporo, jedno jest pewne, że do środy nic się nie rozstrzygnie, a nas czekają ogromne emocje.

Pewne jest też to, że Sławomir Szmal i spółka dziś nie będą mogli zanotować wpadki, bo ona mogłaby już mieć katastrofalne skutki. Białoruś wydaje się najsłabszym zespołem w grupie 1, jednak nasi absolutnie jej nie lekceważą. Przypominają, że potrafiła pokonać Islandię, że minimalnie uległa Norwegii. – Ostatnie nasze mecze z Białorusinami były bardzo ciężkie i teraz spodziewamy się podobnej przeprawy. Nie możemy sobie pozwolić na chwilę słabości. Po spotkaniu z Norwegami odbyliśmy męską rozmowę, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Trochę przerosła nas presja, teraz musimy jej podołać – przyznał bramkarz Piotr Wyszomirski.

Mecz Polska – Białoruś rozpocznie si o godzinie 20.30. O 18.15 zagra Norwegia z Macedonią.

Piotr Skrobisz