Źli i wściekli. Na siebie
Poniedziałek, 25 stycznia 2016 (05:21)Do niektórych naszych szczypiornistów lepiej było nie zbliżać się po przegranym meczu z Norwegią, tak pulsowały w nich emocje i złość. Oby przerodziły się w coś pozytywnego w kolejnych meczach mistrzostw Europy.
Nasi przyzwyczaili do tego, iż ich mecze bywają horrorami. Do tej pory jednak kończyły się one szczęśliwie. W meczach z Serbią i Macedonią nie wszystko Biało -Czerwonym się udawało, ale je wygrywali. Kiedy w porywającym stylu pokonali Francję, najlepszą drużynę świata ostatnich lat i wielkiego faworyta Euro 2016, wydawało się, że mogą wszystko i żadna przeszkoda im nie straszna. Ale Norwegia sprowadziła ich na ziemię. Porażka i jej styl mocno dotknęły naszych reprezentantów, bo przecież doskonale wiedzieli, o jaką stawkę ten pojedynek się toczył. Wygrana spowodowałaby, że Polacy mieliby półfinał i strefę medalową na wyciągnięcie ręki. A tak będą musieli niewiarygodnie walczyć, już bez możliwości popełnienia najmniejszego błędu.
Nic dziwiło zatem, że po sobotnim meczu niektórzy z naszych byli tak wściekli, że lepiej było do nich nie podchodzić. Nie wszystkie ich wypowiedzi da się zacytować, bo padło wiele męskich, zdecydowanych słów. Szczególnie ze strony Michała Jureckiego, który bardzo przeżył pierwszą porażkę na mistrzostwach. – Przegraliśmy ten mecz jak dzieci – to bodaj najdelikatniejszy jego komentarz.
Polacy nie szukali żadnych usprawiedliwień. Uderzali się mocno w piersi, bo czuli, że to nie Norwegowie ich zdominowali, tylko oni sami zagrali dużo poniżej możliwości. – Przegrać zawsze można, ale nie w takim stylu. Zagraliśmy nie tylko źle, ale przede wszystkim za miękko. Może myśleliśmy, że samo się wygra, tyle że w sporcie „samo” nie wygrywa się nic. Poza tym odnosiłem wrażenie, że niektórym z nas jakby zabrakło motywacji – podkreślił Karol Bielecki. On i Jurecki zdobyli w sobotę 19 z 28 goli rzuconych przez naszą drużynę.
– Norwegia była od nas lepsza, bardziej konsekwentna. Na własne życzenie skomplikowaliśmy sobie życie – dodał Krzysztof Lijewski.
Polacy dużo wspominali o „rachunku sumienia” i potrzebie przemyślenia paru spraw. Znając ich, na pewno to uczynili i jutro przystąpią do boju zupełnie inaczej nastawieni. Półfinał wciąż jest nie tylko w ich zasięgu, nadal jest bardzo blisko. Wygrane z Białorusią i Chorwacją zagwarantują naszym miejsce w najlepszej czwórce turnieju, czyli nadal są panami swojego losu. Po sobotniej porażce zmieniło się tylko to, iż nie posiadają już marginesu błędu. Żadnego.
– Po fantastycznym meczu z Francją upadliśmy, ale nadal mamy dwa spotkania, by się podnieść – podsumował trener Michael Biegler. – Przed nami nowy dzień, nowy mecz. Odbudujemy się, na pewno – obiecał Michał Szyba. Trzymamy za słowo!
Piotr Skrobisz