Dziś w „Naszym Dzienniku”
Bez dopłat na dziko
Poniedziałek, 25 stycznia 2016 (01:02)Koniec z pobieraniem dopłat bezpośrednich za bezprawnie użytkowaną państwową ziemię – ministerstwo rolnictwa przygotowało projekt ustawy, która definitywnie ukróci takie działania.
Proceder ten ma miejsce od wielu lat. Polega na tym, że państwowa ziemia jest zajmowana, orana i obsiewana przez osoby, które nie mają podpisanej umowy z Agencją Nieruchomości Rolnych na dzierżawę danego gruntu. Często dzieje się to pod osłoną nocy i dlatego można mówić wręcz o „najazdach” na grunty ANR. Jednak zgodnie z wciąż obowiązującym prawem taka działalność jest bardzo opłacalna.
Po pierwsze, obowiązuje zasada, że ten, kto zasieje, ten również ma prawo do zbioru plonów. Nie można więc zasianego pola zniszczyć ani skonfiskować zboża, rzepaku czy innych roślin, które na nim wyrosły.
Po drugie, osoba fizyczna lub spółka, która dokonała faktycznej grabieży państwowego gruntu, ma prawo wystąpić do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o wypłacenie dopłat bezpośrednich z tytułu uprawiania tej ziemi i państwo nie może odmówić wypłaty pieniędzy. A za każdy hektar można dostać przynajmniej około 1 tys. zł.
Często te kwoty są jeszcze większe, jeśli grunt jest objęty innymi płatnościami, jak np. rolno-środowiskowymi, ekologicznymi czy z tytułu położenia na obszarach o niekorzystnych warunkach gospodarowania. – Czyli ktoś, kto bezprawnie użytkuje państwową ziemię, czerpie z tego podwójną korzyść, bo ma dochody z zebranych plonów i dopłaty bezpośrednie – podkreśla Jerzy Chróścikowski, przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym