• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Zakopane, czyli miejsce niepowtarzalne

Piątek, 22 stycznia 2016 (13:11)

Polscy skoczkowie narciarscy dziewięć razy stawali na najwyższym stopniu podium podczas Pucharu Świata w Zakopanem. I choć teraz powtórka wydaje się czymś nierealnym, przed najważniejszymi dla nas zawodami zimy powtarzamy sobie, iż w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych.

Adam Małysz – cztery razy. Kamil Stoch – trzy. Stanisław Bobak i Piotr Fijas po razie. To lista polskich triumfatorów zmagań na Wielkiej Krokwi. Pierwszy na najwyższym stopniu stanął Bobak, a miało to miejsce dokładnie 26 stycznia 1980 roku. Następnego dnia był drugi, wyprzedził go Fijas.

Potem nastąpiła długa przerwa, na kolejne zwycięstwo musieliśmy czekać do 20 stycznia 2002 roku. Wtedy to pod Giewontem najlepszy okazał się Małysz, a jego triumf oglądały na żywo niewiarygodne rzesze fanów. To była już bowiem „era Małysza”, czas, w którym skoczek z Wisły zawładnął absolutnie sercami polskich kibiców, którzy specjalnie dla niego przyjeżdżali do stolicy polskich Tatr, by go wspierać. Małysz czasami bardzo potrzebował tego wsparcia, bo sam przybywał na Wielką Krokiew z nadzieją na odrodzenie i zazwyczaj, przy niesamowitym dopingu, to mu się udawało.

23 stycznia 2011 roku odbył się symboliczny konkurs. Publiczność zamarła, gdy Małysz wywrócił się po wylądowaniu (na szczęście nic poważnego mu się nie stało). Ale chwilę potem eksplodowała, gdy skok na miarę zwycięstwa oddał Stoch. Wielu wtedy podkreślało, że oto pojawił się młody mistrz, który powoli przejmuje pałeczkę od starego. I faktycznie – niedługo później „Orzeł z Wisły” poinformował o zakończeniu kariery, a Stoch stał się naturalnym liderem kadry i godnym jego spadkobiercą. 

Jak będzie teraz, czy w kolejnych zawodach na Wielkiej Krokwi Polacy zdołają sprawić niespodziankę? Na pewno nie będą faworytami, bo w obecnym sezonie wszyscy, bez wyjątku, spisywali się do tej pory słabo, bardzo słabo albo fatalnie. Tyle że każda seria, nawet ta najgorsza, kiedyś się kończy, a gdzie miałaby dobiec końca, jeśli nie w Zakopanem? Biało-Czerwoni Wielką Krokiew znają jak własną kieszeń. Trener Łukasz Kruczek tłumaczył nawet, iż w chwilach kryzysu zajęcia jego podopiecznych na tym obiekcie mijają się z celem, bo na nim zawsze skaczą bardzo dobrze i przez to trudniej eliminować błędy, bo wydaje się, jakby ich nie było.

Dziś na godzinę 18.00 zaplanowano kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego. Wystąpi w nich dwunastu Polaków: Krzysztof Biegun (SSR LKS Sokół Szczyrk), Stefan Hula (KS Eve-nement Zakopane), Maciej Kot (AZS Zakopane), Bartłomiej Kłusek (LKS Klimczok Bystra), Dawid Kubacki (TS Wisła Zakopane), Krzysztof Miętus (AZS Zakopane), Klemens Murańka (TS Wisła Zakopane), Andrzej Stękała (AZS Zakopane), Kamil Stoch (KS Eve-nement Zakopane), Jakub Wolny (LKS Klimczok Bystra), Jan Ziobro (WKS Zakopane) i Piotr Żyła (KS Wisła Ustronianka). Jutro odbędzie się konkurs drużynowy.

Wielka Krokiew jest magicznym miejscem dla skoków narciarskich. Panująca wokół niej atmosfera urzeka dosłownie wszystkich, zawodnicy uwielbiają na niej startować, ale to nie wystarcza. Po sezonie 2015/2016 straci licencję FIS i aby mogła nadal gościć pucharową rywalizację, będzie musiała zostać gruntownie zmodernizowana. Nie jest bowiem tajemnicą, że przy wszystkich emocjach, jakie budzi, jest obiektem przestarzałym i niespełniającym wielu norm (nie posiada choćby mrożonego rozbiegu), które dziś są oczywistością. Powinno się zatem wydawać, że zmiany będą formalnością, tyle że, jak to w życiu bywa, nic nie jest takie oczywiste. Prace mają kosztować około 4 milinów złotych, a właściciel skoczni ich nie ma...

Piotr Skrobisz