• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Nie negocjowali, muszą żebrać

Czwartek, 15 listopada 2012 (01:58)

Pojechał po miliardy euro. Otrzymał obietnicę "ścisłego kontaktu" i mgliste zapewnienie, że Niemcy czują się wobec nas zobowiązani. Jak teraz przekonać opinię publiczną, że wizyta premiera Donalda Tuska w Berlinie zakończyła się kolejnym sukcesem?

 

Wskutek nadmiernej ustępliwości rządu w negocjacjach nad unijnym budżetem Polska po ośmioletniej przygodzie z Unią Europejską w chwili kryzysu może zostać na lodzie.

Premier Donald Tusk wraz z grupą ministrów złożyli wczoraj wizytę w Berlinie w ramach polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych. Celem spotkania z kanclerz Angelą Merkel i członkami jej gabinetu było omówienie kwestii nowego siedmioletniego budżetu Unii Europejskiej oraz przegląd realizacji blisko stu wspólnych przedsięwzięć przewidzianych w zawartym rok temu programie współpracy obu państw.

- Celem numer jeden jest, aby nasi partnerzy zrozumieli, że dzisiaj to, co jest polskim interesem, jest także interesem całej Unii - powiedział Tusk przed odlotem do Berlina.

Opozycja tymczasem krytykuje nieudolność negocjacyjną. I pyta, o jaki to interes rząd zabiega.

- Polityka regionalna i polityka rolna to filary Unii finansowane obligatoryjnie z funduszy unijnych na mocy traktatów. Te środki - blisko 500 mld zł przez 7 lat - po prostu się nam należą - przypomina poseł Krzysztof Szczerski, członek sejmowej Komisji ds. UE, były wiceminister spraw zagranicznych.

- Tymczasem rząd nie dość, że rezygnuje z traktatowych uprawnień, że pozwala, by zniknął z pola negocjacji "duży budżet" proponowany przez Komisję Europejską, to jeszcze z góry rezygnuje z postulatu wyrównania polskim rolnikom dopłat bezpośrednich i wysyła sygnał, że gotów jest zrezygnować z funduszy dla rolnictwa, byle tylko dostać te 300 mld środków strukturalnych, które obiecał swoim wyborcom - punktuje poseł. - W efekcie tych błędów bronimy dziś trzeciej linii i dalej się cofamy - podkreśla.

Podstawą do negocjacji budżetowych przed planowanym na 22-23 listopada szczytem w Brukseli jest najnowszy projekt przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya. Ma on stanowić kompromis pomiędzy stanowiskiem Niemiec i innych płatników netto, którzy zażądali obcięcia budżetu o 100-200 mld euro, a propozycją prezydencji cypryjskiej z 50 mld euro cięć budżetowych.

- Ta propozycja cięć nie jest może z polskiego punktu widzenia dramatycznie zła, ale nie ma dzisiaj gwarancji, aby stała się przedmiotem kompromisu łatwego do przyjęcia na najbliższej Radzie UE - ocenił Donald Tusk. Kraje słabiej rozwinięte z tzw. grupy przyjaciół polityki spójności, do której należy Polska, od miesięcy zabiegały - jak widać bezskutecznie - o pulę do podziału na poziomie wyższym, proponowanym przez Komisję Europejską.

Projekt Van Rompuya przewiduje ograniczenie środków do dyspozycji wspólnoty o 75 mld euro w stosunku do projektu Komisji Europejskiej, która chciała budżetu na poziomie 988 mld euro. Limit dostępu poszczególnych krajów do Funduszu Spójności został także wypośrodkowany i ustalony na poziomie 2,4 proc. PKB danego kraju (propozycja KE mówiła o 2,5 proc.). Niestety, w projekcie szefa Rady Europy ograniczenie cięć środków na politykę spójności UE zostało dokonane kosztem środków na rolnictwo, zwłaszcza na rozwój obszarów wiejskich.

W ocenie opozycji, w negocjacjach rządu nad nowym, siedmioletnim budżetem UE widoczne są niezwykle niekorzystne tendencje.

Po pierwsze: piętnastu krajom z tzw. grupy przyjaciół polityki spójności nie udało się zahamować tendencji do coraz głębszych cięć w budżecie UE. Każda kolejna propozycja głębiej od poprzedniej redukuje budżet. Jeszcze wczoraj zwalczaliśmy propozycję cypryjską, która przewiduje cięcia na kwotę 50 mld euro, a już dzisiaj mamy projekt Van Rompuya z redukcją o 75 mld euro.

Powrót do "dużego budżetu" Komisji Europejskiej nie jest już możliwy, teraz będziemy walczyć jak lwy o propozycję cypryjską. To porażka, ponieważ kraje słabiej rozwinięte z tzw. grupy przyjaciół polityki spójności, które były dotychczas beneficjentami unijnych funduszy, od miesięcy zabiegały bezskutecznie o pulę do podziału przynajmniej na poziomie propozycji Komisji Europejskiej.

Po drugie: rząd zbyt miękko reaguje na to, że cięcia według projektu Hermana Van Rompuya wkraczają w politykę rolną. Zapowiedź minister Elżbiety Bieńkowskiej, że nie będziemy walczyć o równe dopłaty dla rolników, to błąd, który teraz pozwala nas rozgrywać.

Po trzecie: to, że dogadujemy się z Niemcami, aby ratować środki na politykę regionalną, jest błędem, bo głównym beneficjentem tych środków będą właśnie Niemcy. Z każdego euro otrzymanego przez nasz kraj w ramach funduszy europejskich 85 centów wraca do płatników netto, przede wszystkim do Niemiec, w formie zamówień dla tamtejszych firm.

Przesunięcie cięć z polityki spójności na politykę rolną może więc okazać się dla Polski niekorzystne w wymiarze finansowym, ponieważ duże projekty infrastrukturalne finansowane z funduszu spójności są silniej narażone na tego rodzaju drenaż finansowy niż małe inwestycje w obszarach wiejskich prowadzone z tzw. II filaru rolnego, tj. środków na rozwój obszarów wiejskich (pierwszy filar to dopłaty bezpośrednie).

Na konsultacje do Berlina wyjechali wraz z premierem ministrowie: spraw zagranicznych - Radosław Sikorski, obrony - Tomasz Siemoniak, transportu - Sławomir Nowak, nauki - Barbara Kudrycka, środowiska - Marcin Korolec, oraz kultury - Bogdan Zdrojewski. Resorty gospodarki i pracy reprezentowali podsekretarze stanu. Premierowi towarzyszył też Władysław Bartoszewski - pełnomocnik rządu ds. dialogu międzynarodowego, i szef kancelarii premiera Tomasz Arabski.

Tusk i Merkel złożyli w Berlinie podpisy pod umową o współpracy w dziedzinie komunikacji kolejowej przez granicę polsko-niemiecką, a także pod umową o współpracy w ramach Polsko-Niemieckiej Fundacji na rzecz Nauki i deklaracją w sprawie Fundacji "Krzyżowa".

Po spotkaniu z kanclerz Merkel premier udał się do Brukseli na spotkanie z szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso. Dzisiaj ma rozmawiać w Brukseli z przewodniczącym Rady Europejskiej Van Rompuyem. W piątek Tusk spotka się z przybywającym z wizytą do Warszawy prezydentem Francji Francois Hollande´em.

Małgorzata Goss