Kosmiczny mecz Polaków, Francja pokonana
Wtorek, 19 stycznia 2016 (22:44)Dziś nie było horroru, nie było nerwowego wyczekiwania do ostatniej syreny, był za to popis absolutny polskich piłkarzy ręcznych, którzy zdeklasowali Francuzów 31:26 na zakończenie fazy grupowej mistrzostw Europy.
Faworytem dzisiejszego meczu była Francja, bo ona jest faworytem każdego meczu. To najlepsza drużyna globu ostatnich lat, hurtowo kolekcjonująca największe trofea: złote medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. Sławomir Szmal, kapitan Biało-Czerwonych, opowiadał, że marzył o wygranej tym bardziej, że jeszcze nigdy w swej zawodniczej karierze nie pokonał Trójkolorowych. Nasi nie ukrywali, że liczą na kibiców, ich wsparcie i doping. Ale czy ktoś się spodziewał, że rozpoczną tak, iż rywale nie za bardzo będą wiedzieli, gdzie są, co się dzieje itd.?
Już na dzień dobry Szmal zatrzymał Nikolę Karabaticia, lidera i największą gwiazdę rywali. Po chwili pierwszego gola zdobył Karol Bielecki i nasi objęli prowadzenie. W 5. minucie, po trzecim, kolejnym skutecznym rzucie tego zawodnika Polacy wygrywali 3:1 – i grali koncertowo. Absolutnie koncertowo, fenomenalnie w każdym elemencie. Sławomir Szmal w bramce dokonywał cudów, jego koledzy z obrony udanymi interwencjami doprowadzali rywali do frustracji, a w ataku Bielecki, Kamil Syprzak, Michał Jurecki i Przemysław Krajewski trafiali. W 12. minucie było 9:3, a w 23., po kolejnym golu Bieleckiego, 14:7. Biało-Czerwoni byli w tym okresie całkowicie nie do powstrzymania, nawet przez drużynę, która w ostatnich latach wygrywała i zdobywała wszystko. Przed przerwą nasi złapali zadyszkę. Musieli, bo w takim tempie nie dało się grać cały czas. Zrobiło się nawet nerwowo, bo stracili pięć goli z rzędu i ich przewaga stopniała do zaledwie dwóch. O to, by w szatni zapanował jednak względny spokój, zadbał Krzysztof Lijewski, który w ostatniej akcji znów wywołał na trybunach euforię.
Nic nie było jednak przesądzone, bo w piłce ręcznej trzy bramki różnicy można odrobić w dwie minuty. Wielu obawiało się, że w drugiej połowie Francja może włączyć wyższy bieg, ale nasi jej na to nie pozwolili. Co prawda chwilę po wznowieniu gry Trójkolorowi doszli na 16:14, lecz cztery następne gole zdobyli Biało-Czerwoni. W tym okresie Szmal bronił nawet lepiej niż broni zwykle (a zwykle, to znaczy kapitalnie), a jego koledzy kończyli praktycznie wszystkie akcje. Polacy grali wspaniale, na niewiarygodnym poziomie i nie zwalniali. Malutki niepokój w serca kibiców wkradł się tylko w 55. minucie, gdy na tablicy pojawił się wynik 27:24, a zatem wciąż nierozstrzygnięty. Za moment celnie rzucił jednak Bielecki i sytuacja się uspokoiła. Końcówkę nasi rozegrali po profesorsku, ani na moment nie tracąc kontroli nad tym, co dzieje się na boisku.
Polacy oczywiście wygrali, i to bardzo wysoko. Dzięki temu zajęli pierwsze miejsce w tabeli grupy A i kolejną fazę mistrzostw rozpoczną z kompletem czterech punktów na koncie. To wielki atut i wielka szansa, by zrealizować marzenia o medalu. Na razie jednak możemy podelektować się tym, co nasi dziś pokazali, bo było czym. Brawo, Panowie, i dziękujemy!
Polska – Francja 31:25 (15:12).
Polska: Sławomir Szmal – Karol Bielecki 9, Przemysław Krajewski 6, Kamil Syprzak 6, Krzysztof Lijewski 5, Michał Jurecki 2, Piotr Chrapkowski 1, Bartosz Konitz 1, Jakub Łucak 1, Michał Daszek 0, Rafał Gliński 0, Piotr Grabarczyk 0, Michał Szyba 0.
Francja: Thierry Omeyer – Luc Abalo 5, Kentin Mahe 5, Guy Olivier Nyokas 4, Michael Guigou 3, Valentin Porte 2, Luca Karabatic 2, Sedric Sorhaindo 2, Nikola Karabatic 1, Daniel Narcisse 1, Benoit Kounkoud 0.
Piotr Skrobisz