• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Szybka porażka Janowicza

Wtorek, 19 stycznia 2016 (21:22)

Jerzy Janowicz błyskawicznie, bo już w pierwszej rundzie pożegnał się z marzeniami o sukcesie w Australian Open. Polak przegrał z Amerykaninem Johnem Isnerem 3:6, 6:7 (7-9), 3:6.

Od razu dodajmy: to żadne zaskoczenie, czy tym bardziej rozczarowanie. Janowicz w ostatnich miesiącach borykał się ze zdrowotnymi problemami, narzekał na kolano, kręgosłup i stopę, od jesieni ubiegłego roku w ogóle nie wychodził na kort. Pierwszy oficjalny mecz w 2016 r. rozegrał właśnie dziś – i patrząc z tej perspektywy, nie powinno dziwić, że poniósł w nim porażkę.

Oczywiście nie znaczy to, że zakładaliśmy ją z góry. Od Janowicza wymagamy sporo, bo to chłopak z ambicją i mający aspiracje, by odgrywać w tenisowym świecie poważniejszą rolę. Jego pojedynek z Isnerem zapowiadał się ekscytująco z tej racji, iż obaj są „wieżowcami” mierzącymi przeszło dwa metry wzrostu i dysponującymi atutami w postaci potężnego serwisu. I Amerykanin skorzystał z niego dziś podręcznikowo. Niestety.

Początek był wyrównany, do stanu 3:3 nic nie było przesądzone. Niestety, w ósmym gemie Janowicz popsuł swoje podanie, rywal wykorzystał to, notując na swym koncie „breaka” i za moment zakończył seta. Drugiego na swoją stronę powinien przechylić łodzianin. Grał nieźle, doprowadził do tie-breaka, w którym prowadził już 4:2 i 5:3. wydawało się, że lada chwila postawi kropkę nad i, jednak Amerykanin przypomniał sobie, co znaczy serwis. Stratę odrobił i odebrał Polakowi złudzenia. W trzeciej odsłonie przewaga Isnera była już wyraźna i ostatecznie, po godzinie i 44 minutach gry, mógł podnieść ręce do góry w geście zwycięstwa.

W całym spotkaniu Amerykanin zanotował 61 uderzeń wygrywających i aż 37 asów. Janowicz, odpowiednio, 29 i 10. Isner nie popełnił ani jednego podwójnego błędu serwisowego, a Janowicz cztery.

Janowicz w trzech wcześniejszych przygodach z Australian Open zawsze docierał do trzeciej rundy.

Piotr Skrobisz