Felieton - W Stronę Realnego Świata
Dyktatura strachu w Europie
Niedziela, 17 stycznia 2016 (19:11)W kontekście sylwestrowych wydarzeń w Niemczech i innych krajach europejskich rodzi się wiele pytań, na które powinniśmy znaleźć odpowiedź. Ataki na kobiety ze strony arabskich imigrantów osiągnęły taką skalę, że można podejrzewać, iż była to akcja zorganizowana. Czemu miałaby ona służyć? Oczywiście wywołaniu strachu. Jeśli tak, to mieliśmy do czynienia z terrorem. Strach można wywoływać poprzez zamachy bombowe. Podobny efekt można też osiągnąć poprzez zorganizowane ataki na kobiety, które następnym razem najprawdopodobniej zrezygnują z uczestnictwa w masowych imprezach rozrywkowych, bojąc się o swoje bezpieczeństwo.
Rodzi się kolejne pytanie o przyczyny organizowania działań, mających na celu wywołanie powszechnego poczucia strachu. Tutaj wchodzimy na grunt kulturowo-cywilizacyjny. Kiedy Afrykę Północną ogarnęła fala tzw. rewolucji arabskich, wielu cieszyło się, wyrażając nadzieję, że w tym regionie świata zatriumfuje demokracja. Tymczasem dla wprawnego obserwatora jasne było, że zniesienie dawnych dyktatur otwiera przestrzeń do nieustannych wojen domowych. Legitymizacją dla nowej władzy jest okazanie siły, która wyraża się w okrucieństwie, a to wywołuje powszechny strach. Stąd tak wiele zbrodni w krajach arabskich w czasie toczących się walk. Sytuacja w tym regionie uspokoi się w momencie, gdy pojawi się nowa dyktatura, zdolna na danym terenie zarządzać strachem w sposób całkowity.
Społeczność islamskich imigrantów w zachodniej Europie od lat próbuje zorganizować się w wydzielonych dzielnicach, gdzie władza danego państwa (w tym policji) staje się iluzoryczna, a zaczyna funkcjonować prawo szariatu. Poszerzanie tego władztwa może się odbywać w klasyczny dla tego kręgu cywilizacyjnego sposób, tj. poprzez kreowanie przemocy i potęgi strachu.
Reakcja poszczególnych państw na tego typu praktyki powinna być niezwykle mocna. Przestępcy powinni być surowo karani, media zaś z całą mocą winny wszystko ukazać i napiętnować. Rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Na przykład policja w miastach niemieckich przyglądała się biernie atakom na kobiety, a media w imię politycznej poprawności zachowywały kłamliwe milczenie. Doprawdy trzeba nie mieć za grosz wstydu, by przy takiej postawie pouczać jeszcze Polskę w kwestii przestrzegania zasad praworządności i demokracji.
Pojawia się na koniec jeszcze jedno pytanie: co stanie się z naszą zachodnią kulturą przy potęgującej się konfrontacji z fundamentalizmem islamskim? Jeśli odpowiedzią na agresję będzie nieustająca kapitulacja, perspektywy dla Europy jawią się w bardzo czarnych barwach. Z jednej strony jest to związane z polityką tchórzostwa wobec realnych kulturowych zagrożeń. Z drugiej wynika to z utraty jakichkolwiek celów spoza walki o materialny byt, które stawiałyby sobie społeczności zachodnie. Ateistyczna kultura Zachodu przegrywa zmagania z islamem nade wszystko na poziomie demograficznym – i wydaje się to najbardziej namacalnym wyznacznikiem nadchodzącego upadku Starego Kontynentu.
Prof. Mieczysław Ryba