Gdyby Armstrong miał astmę
Środa, 14 listopada 2012 (15:32)Zwycięstwem Serba Novaka Djokovicia nad Szwajcarem Rogerem Federerem w turnieju ATP World Tour Finals zakończył się tegoroczny sezon tenisowy. Dla polskich kibiców był to sezon całkiem udany choćby ze względu na finał Wimbledonu osiągnięty przez Agnieszkę Radwańską, a także fenomenalny turniej w Paryżu w wykonaniu Jerzego Janowicza. Ale wbrew wstępowi ten komentarz nie będzie poświęcony tenisowi.
Zakończenie tegorocznych rozgrywek w tej prestiżowej dyscyplinie oznacza bowiem symboliczne wejście w sezon zimowy, a więc wszelkie sporty związane ze śniegiem, nartami i łyżwami. Przez pewien czas będą wprawdzie rozgrywane jeszcze „letnie” dyscypliny, jak piłka nożna. Chciałbym w tym miejscu wyjaśnić polskim widzom, że na Zachodzie istnieją stadiony, na których można grać, o dziwo, nie tylko podczas deszczu, ale również podczas śniegu. I co ciekawe, nie kosztowały one grube setki milionów euro. Niemniej jednak należy sobie jasno powiedzieć – sportowa zima nadchodzi wielkimi krokami.
Dla kibica mieszkającego nad Wisłą oznacza to prawdziwe emocje w zaledwie dwóch dyscyplinach zimowych. Być może „tylko” w dwóch, ale za to wysoce prestiżowych; chodzi o skoki narciarskie oraz biegi. Jeśli idzie o tę pierwszą dyscyplinę, to ostatnio napływające wieści sugerują, że możemy mieć z niej więcej pozytywnych emocji, niż się spodziewamy. Okazuje się bowiem, że wszyscy nasi zawodnicy z kadry „A” są w dobrej formie i będziemy mieć co najmniej dwóch liderów, którzy regularnie będą walczyć o najwyższe laury. Obok bowiem Kamila Stocha, który po zakończeniu kariery przez Adama Małysza jest niekwestionowanym liderem polskich skoczków, w sezonie letnim świetnie prezentował się też Maciej Kot. Młody zawodnik wywalczył w letnich Grand Prix piąte miejsce i zdaniem sztabu szkoleniowego jego dyspozycja nie powinna dramatycznie załamać się na zimę. Trener Łukasz Kruczek duże nadzieje wiąże z Dawidem Kubackim, który w jego ocenie również powinien dostarczać naszej kadrze solidnych punktów na skoczniach całego świata.
Drugą dyscypliną, dla której Polacy gromadnie zasiądą przed odbiornikami TV, są występy Justyny Kowalczyk na narciarskich arenach biegowych. Choć u Justyny odwrotnie niż w przypadku skoczków - jej otoczenie studzi nastroje i twierdzi, że nasza najlepsza biegaczka w tym sezonie zamierza skupić się na mistrzostwach świata, zaś walka o Kryształową Kulę schodzi na dalszy plan. My jednak oczywiście wierzymy, że Justyna będzie walczyć ze „schorowanymi” Norweżkami od pierwszego do ostatniego startu i zdobędzie także czwarte w swojej karierze trofeum dla najlepszej zawodniczki sezonu. Z całą pewnością drużyna astmatyczek z Marit Bjoergen i Teresą Johaug na czele zrobi wszystko, aby powstrzymać Kowalczyk, ale stojące przed nimi zadanie nie będzie łatwe. Niesamowity hart ducha, perfekcyjne przygotowanie i siła polskiej zawodniczki to atuty, które posiadają tylko najwięksi sportowcy. Z niecierpliwością więc czekamy już na pierwsze występy naszych sportowców na zasypanych śniegiem arenach.
W kontekście oddechowych problemów norweskiej kadry do głowy od razu przychodzi afera, która jeszcze dobrze nie ucichła, a mianowicie uwikłanie w niedozwolone środki kolarza Lance’a Armstronga i odebranie mu wszystkich w karierze zwycięstw w wyścigu Tour de France. Myślę, że powinniśmy się cieszyć, iż Amerykanin nie miał astmy, bo gdyby tak, to pewnie dziś nie pozbawiano by go siedmiu, ale może nawet jedenastu tryumfów.
Łukasz Sianożęcki