• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Horror, ale zwycięski! Brawo!

Piątek, 15 stycznia 2016 (22:59)

Było ciężko, końcówka przypominała horror, ale wszystko skończyło się happy endem. Polscy piłkarze ręczni pokonali w Krakowie Serbię 29:28 w swoim pierwszym meczu na rozgrywanych w naszym kraju mistrzostwach Europy.

Polska z Serbią w ostatnich latach stoczyły wiele ciężkich, dramatycznych spotkań. Na mistrzostwach świata zawsze wygrywali je Biało-Czerwoni, na mistrzostwach Europy rywale. Jedni i drudzy, wychodząc na boisko, doskonale o tym wiedzieli, ale przekonywali, iż ten fakt nie będzie miał absolutnie żadnego znaczenia. To będzie całkowicie inny pojedynek, toczony w innej atmosferze, choć być może z podobną dramaturgią. Nasi uchodzili za faworytów, jednak nikt nie spodziewał się łatwej przeprawy. Przeciwnie, batalii, o której wyniku może zdecydować jeden gol. I tak też było. Na boisku trwała sportowa wojna, w której od pierwszej do ostatniej sekundy nikt nie odpuścił nawet na centymetr.

Nasi zaczęli nerwowo. Widać było, że mają gdzieś w tyłach głów zakodowane, że grają u siebie, przed swoją publicznością i wszyscy oczekują od nich zwycięstw. Co do kibiców – na trybunach panowała niesamowita atmosfera. Krakowska hala wypełniła się do ostatniego miejsca, wśród widzów nie zabrakło prezydenta Andrzeja Dudy. Pierwszego gola dla Biało-Czerwonych strzelił Michał Jurecki, wybrany później na gracza meczu. W kolejnych minutach nieco lepsze wrażenie sprawiali jednak Serbowie. Oni prowadzili przez większą część pierwszej połowy, skromnie, jedną, dwoma bramkami, ale jednak. Polacy mieli problemy z grą w defensywie, byli zbyt mało agresywni i zdecydowani. Wykorzystywał to szczególnie Petar Nenadić. Były as Wisły Płock trafiał raz za razem, a nasi kompletnie nie potrafili sobie z nim poradzić.

W przerwie w naszej szatni musiało być nerwowo. Na pewno padły mocne słowa, a Biało-Czerwoni na drugą połowę wyszli pozytywnie naładowani. Od stanu 16:18 nastąpiło kilka bardzo udanych minut w wykonaniu podopiecznych Michaela Bieglera. W bramce mur postawił Piotr Wyszomirski, jego koledzy z obrony wreszcie postawili się Serbom, a w ataku pojawiła się skuteczność. Efekt? Pięć goli z rzędu, a w 37. minucie, po trafieniu Bartosza Jureckiego, zrobiło się 21:18. Było dobrze, bardzo dobrze, wydawało się, że Polacy znaleźli swój rytm. Niestety, przez pewien czas zdołali obronić przewagę, jednak w końcu Serbowie ich doszli i wyprowadzili do remisu. W tym trudnym momencie, gdy ważyły się losy pojedynku, sprawy w swoje ręce wziął Sławomir Szmal. Wcześniej bronił słabo jak na niego, ale kiedy zespół go potrzebował, pokazał, co znaczy kapitan. Obronił rzut karny, potem w kilku sytuacjach powstrzymywał groźne strzały rywali. Jego koledzy w ataku jednak stanęli, w efekcie Serbowie i tak objęli prowadzenie 26:27. Na szczęście trzy kolejne gole zdobyli już Biało-Czerwoni i odskoczyli na 29:27. W 58. minucie rywale znów złapali jednak kontakt, a na niespełna minutę przed końcem sędziowie przyznali im rzut karny. Na linii strzałów stanął Ivan Nikcevic, ale jego uderzenie fantastycznie zatrzymał Szmal! To była interwencja meczu, na wagę zwycięstwa, bo Polacy utrzymali skromne prowadzenie i na inaugurację mistrzostw zwyciężyli 29:28. Skromnie, po ciężkim boju, ale takie wygrane zawsze smakują.

Polska – Serbia 29:28 (14:15)

Polska: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski – Michał Jurecki 7, Krzysztof Lijewski 4, Karol Bielecki 3, Michał Daszek 3, Bartosz Jurecki 3, Przemysław Krajewski 3, Rafał Gliński 2, Kamil Syprzak 2, Michał Szyba 2, Piotr Chrapkowski 0, Bartosz Konitz 0, Piotr Grabarczyk 0, Jakub Łucak 0.

Serbia: Darko Stanic, Slavisa Djukanovic – Petar Nenadic 7, Ivan Nikcevic 7, Zarko Sesum 4, Nemanja Zelenovic 4, Darko Dukic 2, Momir Rnic 2, Bojan Beljanski 1, Mijajlo Marsenic 1, Ilija Abutovic 0, Milijan Pusica 0, Milos Orbovic 0.

 Obejrzyj galerię zdjęć.

Piotr Skrobisz