Czas skończyć z fasadowością prokuratury
Piątek, 15 stycznia 2016 (03:08)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W Sejmie trwają pracuje nad projektem PiS dotyczącym połączenia stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Co przemawia za takim rozwiązaniem?
– Przede wszystkim to, że prokuratura w obecnym kształcie nie sprawdziła się. Od początku krytykowaliśmy to rozwiązanie, uważając, że nie może być takiej instytucji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo Polaków, za porządek wewnętrzny, która nie ma zakotwiczenia w Konstytucji RP, nikomu nie podlega i również wewnętrznie jest w sposób nieskuteczny zorganizowana.
Gdzie ta nieskuteczność szczególnie była zauważalna?
– Na przestrzeni ostatnich lat mogliśmy zaobserwować, że prokurator generalny odpowiadający za funkcjonowanie prokuratury tak naprawdę został pozbawiony instrumentu, który umożliwiałby mu sprawne zarządzanie prokuraturą. Pozbawiony był również jakiejkolwiek inicjatywy ustawodawczej. Mało tego, nie mógł nawet regulować wewnętrznego działania prokuratury.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– W szczególności regulamin wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury, a więc rozporządzenie, które wydane zostało przez ministra sprawiedliwości i co istotne w zasadzie przygotowane bez udziału prokuratora generalnego. Mieliśmy zatem do czynienia z sytuacją, że kto inny kształtował zasady funkcjonowania prokuratury, a kto inny za tę prokuraturę odpowiadał. Prokurator generalny został też pozbawiony władczych instrumentów, co szczególnie było widoczne chociażby przy okazji sprawy dotyczącej korupcji w Sądzie Najwyższym, o czym było kiedyś głośno w niezależnych mediach. Do sejmowej Komisji Sprawiedliwości – w poprzedniej kadencji – dotarła informacja, że prokuratura apelacyjna, bodajże w Katowicach, umorzyła postępowanie w tej sprawie. Zaniepokojona tym faktem komisja zwróciła się do Prokuratora Generalnego, żeby wyjaśnił, dlaczego została podjęta taka decyzja. Ten poprosił o miesiąc czasu na zapoznanie się z aktami tej sprawy, po czym na posiedzeniu komisji krytycznie odniósł się do decyzji umarzającej postępowanie. Jednocześnie stwierdził, że nie ma uprawnień, ażeby polecić prokuratorowi apelacyjnemu w Katowicach skorygowanie tej wadliwej decyzji, a w szczególności nie ma prawnych podstaw do tego, żeby żądać, aby prokurator apelacyjny zwrócił tę decyzję i kontynuował śledztwo, bo prawo mu na to nie pozwala. To pokazuje, że doprowadzono do bezwładu organizacyjnego. Drugą sprawą jest śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały, które prowadziły dwie różne jednostki w Łodzi i w Warszawie. Doszły one do krańcowo różnych wniosków, podejmując decyzje wzajemnie się znoszące. Jest to sprawa niesłychana zważywszy, że prokuratura jest zbudowana na zasadzie hierarchicznego podporządkowania i jednoosobowego kierownictwa. Jednocześnie kiedy społeczeństwo i różne instytucje narzekały na działanie prokuratury, to rządzący, którzy skonstruowali taki mechanizm, odrzucali krytykę, twierdząc, że to nie oni ponoszą odpowiedzialność, bo prokuratura jest niezależna. Prawda jest jednak zgoła inna, że wywierali nieformalne naciski na prokuraturę.
W jaki sposób wywierane były te naciski?
– Jednym z takich instrumentów były roczne sprawozdania prokuratora generalnego, przez wiele miesięcy nieprzyjmowane przez ówczesnego premiera, Donalda Tuska, który tym samym trzymał w niepewności prok. Seremeta. Wiadomo bowiem, że nieprzyjmowanie sprawozdania może skutkować wnioskiem o odwołanie Prokuratora Generalnego z pełnionej funkcji. Takie nazwijmy to – trzymanie na wodzy podważało również prestiż Prokuratora Generalnego względem podległych mu prokuratorów. Takich przypadków dysfunkcjonalności prokuratury można przytaczać więcej. W tej sytuacji uznaliśmy, że należy powrócić do poprzedniego modelu.
No dobrze, ale pojawia się także kwestia niezależności prokuratury. Jak ma się jedno do drugiego?
– Owszem, powiada się, że wartością jest prokuratura niezależna, ale wartością jest prokuratura skuteczna, za której działania odpowiedzialność ponoszą konkretne osoby. A zatem jeśli w proponowanej przez PiS ustawie o prokuraturze powiadamy, że prokurator generalny będzie jednocześnie ministrem, to znaczy, że prokurator generalny i minister sprawiedliwości w jednej osobie będzie odpowiadał przed parlamentem za to wszystko, co robi prokuratura. Będzie zdawał informację z funkcjonowania prokuratury i posłowie będą mogli rozliczać Prokuratora Generalnego z działań prokuratury. To jest normalna i zdrowa zasada.
Czy skupienie władzy wykonawczej i prokuratorskiej w rękach jednego człowieka nie sprawi, że prokuratura zostanie upolityczniona. Opozycja mówi o regresie?
– Żeby prokuratura mogła sprawnie funkcjonować, żeby mogły sprawnie funkcjonować inne organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo obywateli, żeby można było skutecznie ścigać sprawców przestępstw, to prokuratura musi mieć określone uprawnienia. Z drugiej strony musi to wszystko być pod kontrolą. Wszędzie tam, gdzie prokuratura mogłaby naruszyć prawa i wolności obywatelskie, wszystkie tego rodzaju decyzje prokuratury podlegają bieżącej kontroli sądów. Proszę zwrócić uwagę, że na zatrzymanie kogokolwiek na 48 godzin służy zażalenie do sądu, podobnie jak na przeszukanie, tymczasowego aresztowania nie stosuje prokurator tylko sąd, założenie podsłuchu jako czynność procesowa odbywa się na podstawie postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie po uprzednim wyrażeniu zgody Prokuratora Generalnego. To pokazuje, że w tych sferach, gdzie narażone są prawa i wolności obywatelskie, działania prokuratury podlegają bieżącej kontroli sądu.
Zarzut opozycji o władzy w rękach jednej osoby i co za tym idzie ręcznym sterowaniu jest bezzasadny?
– Trzeba wiedzieć, jakie kompetencje ma Prokurator Generalny… Prokurator Generalny, owszem, ma mieć władzę i możliwość dobierania sobie kadr – ludzi kompetentnych, ale jednocześnie ponosi za to odpowiedzialność. Natomiast czynności newralgiczne dla praw i wolności obywatelskich są pod kontrolą sądową. I o to tu chodzi. Nikt nie chce instytucji, która ze względu na prawa i wolności obywatelskie ma tak ograniczone kompetencje, że jest nieskuteczna. Jeśli prokuratura ściga przestępców, to czyni to dla dobra całych rzesz obywateli. Żeby chronić społeczeństwo przed przestępcami, musimy zezwolić – czasami – na wkraczanie w sferę praw i wolności obywatelskich. Żeby jednak nie dochodziło do nadużyć, musi się to odbywać pod kontrolą, którą w tym wypadku sprawuje niezawisły sąd.
Panie Pośle, czy podobne do proponowanych przez PiS rozwiązania funkcjonują także w innych krajach?
– Oczywiście. I nie jest to nic nowego. Zresztą podczas posiedzenia Sejmu prezentowano rozwiązania, jakie funkcjonują np. w Austrii, w Niemczech, we Włoszech czy Francji i wielu innych krajach, gdzie władza wykonawcza – w różnym stopniu – ma wpływ na funkcjonowanie prokuratury. Taki model funkcjonował w Polsce przez 20 lat i nikt nie mówił, że jest to rozwiązanie niekonstytucyjne. Powiedziałbym, że w 2009 r. to Platforma doprowadziła do niekonstytucyjnego rozwiązania. Utworzono bowiem instytucję, która nikomu nie podlega, nikt za tą instytucję nie odpowiada. Proszę zwrócić uwagę, że Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, Prezes NIK, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka, Generalny Inspektor Danych Osobowych, Prezes Trybunału Konstytucyjnego czy Prezes IPN – wszystkie te podmioty składają co roku Parlamentowi informację ze swojej działalności. I te wspomniane instytucje są zakotwiczone w Konstytucji RP, natomiast Prokurator Generalny i prokuratura jako taka w ogóle nie istnieją w Konstytucji, a jednocześnie przed nikim nie odpowiada, bo nie składa żadnej informacji ze swojej działalności parlamentowi. I należałoby się zastanowić, czy rozwiązania wprowadzone w 2009 r. było zgodne z Ustawą Zasadniczą. Za fasadą „niezależnej prokuratury” krył się z jednej strony brak odpowiedzialności za działania prokuratury, a z drugiej mieliśmy wywieranie nieformalnych nacisków, aby prokuratura była posłuszna rządzącym. Osobiście mam co do tego poważne wątpliwości. Dlatego za lepsze uznaję wyposażenie w instrumenty władcze z możliwością rozliczania.
Czemu ma służyć likwidacja dotychczas odrębnej Prokuratury Wojskowej i przyporządkowanie jej Prokuratorowi Generalnemu?
– Prokuratura Wojskowa w jakimś stopniu zawsze była podporządkowana Prokuratorowi Generalnemu. Wystarczy powiedzieć, że jeden z zastępców Prokuratora Generalnego był szefem Prokuratury Wojskowej. Dzisiaj w czasie pokoju Prokuratura Wojskowa nie jest aż tak obłożona pracą. O ile w prokuraturach powszechnych prokuratorzy w ciągu miesiąca załatwiają kilkadziesiąt spraw, to w prokuraturze wojskowej zdarzają się przypadki, że prokurator nie załatwiał żadnej sprawy. Mamy zatem wielką dysproporcję, sytuację, że moce prokuratorów wojskowych były niewykorzystywane. Prokuratorzy wojskowi mogą zatem zostać włączeni do prokuratury powszechnej. Na wszystkich szczeblach prokuratury zostaną utworzone działy czy też stanowiska dla prokuratorów wojskowych, którzy w razie potrzeby będą załatwiać sprawy dotykające wojskowości. Natomiast jeśli takich spraw nie będzie, to będą oni załatwiać sprawy dotyczące przestępczości pospolitej, tym samym wspierając prokuratorów prokuratury powszechnej, w której będą zatrudnieni.
W związku z brakiem spraw dla prokuratorów wojskowych może warto byłoby rozważyć zmniejszenie liczby etatów w jednostkach wojskowych?
– Nie jest to takie proste. Trzeba bowiem utrzymać instancje w Okręgowych Prokuraturach Wojskowych czy dajmy na to w Garnizonowych Prokuraturach Wojskowych. Żeby utrzymać te struktury, musiałyby one być odpowiednio rozbudowane, z kolei prokuratorzy tam zatrudnieni nie byli w pełni wykorzystani. I tu koło się zamyka. To pokazuje, że prokuratury wojskowe nie mają racji bytu.
A jak sytuacja wygląda, jeśli chodzi o sądy wojskowe?
– Jeśli chodzi o sądy wojskowe, to sytuacja wygląda inaczej, bo są one wymienione w Konstytucji RP. W związku z tym bez zmian w Konstytucji zmiana struktur jest niemożliwa.
Audyt w Biurze Spraw Wewnętrznych Policji wykazał, że za rządów koalicji PO – PSL nielegalnie podsłuchiwani byli dziennikarze. Czy to nie absurd, że ci, którzy dzisiaj podnoszą larum, że w Polsce zagrożone są media i w ogóle demokracja, sprawując władzę, posługiwali się metodami rodem z Białorusi?
– To tylko pokazuje, jak wyglądała demokracja i jak traktowano obywateli, w tym dziennikarzy, za rządów Platformy. Za czasów koalicji PO – PSL złamano Konstytucję w przypadku ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. I wobec jawnego łamania prawa i zasad wolności w różnych obszarach autorytety, które dzisiaj podnoszą larum, jakoś dziwnie milczały. To pokazuje brak obiektywizmu zarówno tzw. autorytetów w Polsce, jak i tych w Brukseli. Cieszę się, że premier Beata Szydło udaje się 19 stycznia do Brukseli i weźmie udział w debacie w Parlamencie Europejskim. Będzie zatem okazja pokazać na podstawie faktów, a nie pomówień, jak wygląda sytuacja w Polsce. Wychodzimy z założenia, że brudy trzeba prać we własnym domu, skoro jednak pewne instrumenty w Komisji Europejskiej zostały uruchomione, to konieczne jest, aby właśnie tam wybrzmiała cała prawda. Ta prawda będzie bardzo niekorzystna dla polityków Platformy i PSL-u.