Wielkie latanie na Kulm. Co pokażą Polacy?
Czwartek, 14 stycznia 2016 (05:04)Przed mistrzostwami świata w lotach narciarskich jesteśmy pełni obaw o reprezentantów Polski, ale skoki to taka dyscyplina, w której formę można nagle stracić i nagle... zdobyć.
Kiedy zbliżał się sezon, Kamil Stoch i jego koledzy otwarcie opowiadali o swoich marzeniach i celach. Dwukrotny mistrz olimpijski zawody w Bad Mitterndorf umieścił na szczycie swej listy, obok Turnieju Czterech Skoczni. Wspominał o tym, że byłoby miło znów zobaczyć Polaka na podium mistrzostw w lotach, a do tej pory sztuka ta udała się... jednemu naszemu reprezentantowi. W 1979 roku w Planicy na trzecim miejscu uplasował się Piotr Fijas. Medalu na „mamucie” nigdy nie wywalczył Adam Małysz, dwa lata temu w Harrachovie blisko był Stoch, ale ostatecznie zajął lokatę piątą.
Dziś, na pierwszy rzut oka, mówienie o medalowych szansach Biało-Czerwonych mogłoby się wydawać szaleństwem, bo sezon rozpoczęli fatalnie. Do tej pory nie zanotowali ani jednego udanego konkursu, i to wszyscy. Także Stoch, który tradycyjnie miał walczyć o najwyższe cele, a tu notował konkursy, z których odpadał po pierwszej serii. Po kompletnie dla niego nieudanym Turnieju Czterech Skoczni został wycofany ze zmagań w Willingen. Miast do Niemiec udał się na chwilę do domu, by odpocząć, fizycznie i psychicznie, a potem pojawił się w Szczyrku i Wiśle, gdzie wraz z Piotrem Żyłą i Klemensem Murańką, pod czujnym okiem trenera Łukasza Kruczka, próbował wyeliminować trapiące go błędy i wrócić do formy. Czy to się udało?
Zobaczymy. Treningi odbywały się w bardzo dobrych warunkach, zawodnicy zrealizowali to, co zaplanowali szkoleniowcy. Chodziło też o to, by przestali za dużo na rozbiegu myśleć, zastanawiać się nad tym, co powinni, a czego nie powinni robić, tylko wszystko czynili automatycznie, odruchowo. Kruczek był zadowolony z efektów pracy podopiecznych, przyznał, że zmiany powinny być odczuwalne. Nikt jednak nawet nie próbował powiedzieć coś więcej, czyli np. obiecać konkretny wynik na Kulm.
Prawda jest taka, że na „mamutach” nie da się zamaskować problemów. Jeśli ktoś nie ma formy, to błędy gorzej dostrzegalne na mniejszych obiektach teraz się mocno uwypuklą i przekreślą marzenia o dobrym wyniku. Polacy kilkanaście dni temu formy nie mieli, ale powtórzmy: skoki to taka dziwna dyscyplina, w której czasem w ciągu jednego dnia może się wiele zmienić. Liczmy zatem, że Kruczek i jego załoga przyjechali do Austrii przygotowani jak trzeba, by o coś powalczyć.
Trener zabrał ze sobą pięciu zawodników: Stocha, Żyłę, Murańkę, Dawida Kubackiego i Stefana Hulę. Jutro wszyscy pojawią się w serii treningowej, po niej Kruczek wybierze czwórkę na kwalifikacje. Mistrzostwa, już tradycyjnie, składać się będą z czterech serii. W piątek (od 13.00) rozegrane zostaną dwie, w sobotę (od 14.00) dwie kolejne. Przed dwoma laty w Harrachovie zmagania sparaliżowała pogoda. O ile podczas kwalifikacji i piątkowych zmagań panowała piękna pogoda, o tyle w sobotę warunki pogorszyły się tak bardzo, iż nie było mowy o lataniu. Odwołano serią trzecią i czwartą, podobnie jak konkurs drużynowy. Jako ostateczne uznano wyniki po dwóch seriach, mistrzem świata został Niemiec Severin Freund, drugi był Norweg Anders Bardal, a trzeci Słoweniec Peter Prevc. Stoch uplasował się tuż za podium, na piątym miejscu. Dziesiąte zajął Maciej Kot.
Wielkim faworytem tegorocznych zawodów będzie Prevc. Słoweniec znajduje się w rewelacyjnej formie, wygrał Turniej Czterech Skoczni, w Pucharze Świata odniósł siedem zwycięstw, a w 11 z 12 rozegranych w obecnym sezonie konkursów stanął na podium. Szansy nie można oczywiście odmówić Freundowi, rekordziście Kulm (237,5 m), walkę o najwyższe cele zapowiadają Austriacy i Norwegowie.
Bad Mitterndorf będzie areną zmagań o medale po raz piąty w historii. Wcześniej najlepsi lotnicy wśród narciarzy rywalizowali tam w 1975, 1986, 1996 i 2006 roku.
Piotr Skrobisz