Dziś w „Naszym Dzienniku”
Czy MEN zmieni decyzję?
Środa, 13 stycznia 2016 (18:28)Na wyraźne prośby rodziców w Ministerstwie Edukacji Narodowej powstanie zespół do spraw edukacji domowej.
Taki jest efekt poniedziałkowego, kilkugodzinnego spotkania minister edukacji Anny Zalewskiej z rodzicami i środowiskiem edukacji domowej. Zespołem ma kierować wiceminister Maciej Kopeć.
Celem spotkania była rozmowa na temat zmiany rozporządzenia ministerstwa edukacji z 1 stycznia, według którego subwencja oświatowa na dzieci spełniające obowiązek szkolny w domu ma zostać obniżona o 40 proc. W wyniku rozmów ministerstwa z rodzicami i dyrektorami została podjęta decyzja o kolejnych spotkaniach.
Szefowa resortu zadeklarowała, że ministerstwo edukacji szanuje decyzje rodziców, którzy podejmują wybór nauczania dzieci w domu. Wyjaśniała powody, dla których subwencja została obniżona. Ma to być uszczelnienie systemu finansowania tak, by nie dochodziło do nadużyć.
Cięcia kosztem dzieci
Zdaniem resortu, koszt kształcenia ucznia spełniającego obowiązek edukacyjny w szkole jest wyższy niż koszt zapewnienia dzieciom z edukacji domowej zajęć dodatkowych i przeprowadzenia egzaminów. Minister wyjaśnia, że do tego sprowadzają się obowiązki szkoły związane z finansowaniem edukacji domowej. – Minister, który daje wolność decyzji rodzicom, czy sześcioczy siedmiolatek idzie do szkoły, jest również tym ministrem, który szanuje każde rozwiązanie, jeżeli chodzi o edukację. Jako minister jestem strażnikiem publicznych pieniędzy i muszę je tak liczyć i tak analizować, żeby nie wypływały w sposób niepożądany – tłumaczyła Zalewska.
Pytana przez dziennikarzy po spotkaniu, czy rozporządzenie może ulec zmianie jeszcze w tym roku, odpowiedziała, że to zależy, jak będą przebiegały rozmowy. – Jeśli one w ciągu miesiąca się zakończą, to zostaną państwo poinformowani, jak rozporządzenie będzie wyglądało – zapowiedziała minister.
Pochopna decyzja
Na spotkanie do resortu przyszło prawie 50 przedstawicieli rodziców prowadzących edukację domową, m.in. Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum, Stowarzyszenia „Edukacja w Rodzinie”, Fundacji „Edukacja dla Przyszłości” oraz wielu edukatorów domowych.
– To, jakie są efekty spotkania, tak naprawdę nie do końca jest jeszcze doprecyzowane. Co prawda, pojawiła się prośba od rodziców o stworzenie zespołu, który by współpracował z ministerstwem nie tylko w sprawie subwencji, ale w ogóle edukacji domowej, jednak jeszcze nie wiadomo, jak ten zespół ma być powołany, kto ma wchodzić w jego skład. Oczywiście to, że spotkanie się odbyło, to bardzo ważny sygnał. Polegało ono bardziej na tym, aby swoje stanowisko mogli zaprezentować jego uczestnicy, natomiast nie padły odpowiedzi ze strony ministerstwa na wszystkie zastrzeżenia i wątpliwości – relacjonuje ks. Łukasz Kadziński, opiekun duchowy Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum.
Jak dodaje, wiele wskazuje na to, że rozporządzenie było zbyt pospieszne. – Zostało ono wydane w ciągu roku szkolnego. Rządzi się on jednak innymi zasadami niż rok budżetowy. Na spotkaniu obecni byli przedstawiciele szkół, którzy mówili, że mają podpisane umowy na kolejny rok, i okazuje się, że pieniędzy jednak nie będą mieli. Ich sytuacja jest wysoce dyskomfortowa. Były artykułowane konkretne prośby, aby poczekać z tym rozporządzeniem chociaż do sierpnia – tłumaczy ks. Kadziński.
Rozporządzenie resortu to poważny cios przede wszystkim dla rodzin wielodzietnych, które zwłaszcza w kontekście niskiej dzietności w Polsce powinny być traktowane jako skarb narodowy, o który należy się szczególnie pieczołowicie troszczyć.
– Świadomi, decydujący się na ogromne poświęcenie rodzice, którzy chcą samodzielnie edukować swoje dzieci patriotycznie i religijnie, stanowią elitę. Warto jeszcze mieć na uwadze, że wiele wskazuje na to, iż przygotowania do tego rozporządzenia zaczęły się już dużo wcześniej, jeszcze w czasach poprzedniej ekipy – uważa ks. Łukasz Kadziński.
Szkoły widzą problem
Jak zauważa z kolei dr Andrzej Mazan, dyrektor merytoryczny ds. edukacji domowej w Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum, dyrektor Kolegium Świętej Rodziny, jeśli chodzi o obniżenie subwencji, sprawa to została na spotkaniu bardzo trafnie przedstawiona przez dyrektorów szkół, którzy opiekują się dziećmi z edukacji domowej.
Starali się wykazać, że ta decyzja wpłynie niekorzystnie na funkcjonowanie szkół. – Ważne jest to, że współpraca z ministerstwem będzie kontynuowana – stwierdza dr Andrzej Mazan.
Pedagodzy zwracają uwagę na nieracjonalność decyzji MEN o obniżeniu subwencji. – Pani minister stara się wytłumaczyć swoją decyzję istnieniem sporych nadużyć. Jednak może warto najpierw było do końca zbadać te wszystkie przypadki nadużyć i niewłaściwego wykorzystywania subwencji oświatowej, a potem wydawać rozporządzenie, które teraz bardzo trudno będzie zmienić. Wydaje się, że wylano dziecko z kąpielą – wskazuje Agnieszka Jackowska, filozof, pedagog, członek Zarządu Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” i matka sześciu córek.
Jackowska uważa, podobnie jak ks. Łukasz Kadziński, że rozporządzenie najbardziej uderza w rodziny wielodzietne. – W tych rodzinach, gdzie różnica wieku między pociechami jest niewielka, edukacja domowa zdejmuje z rodziców organizacyjne utrudnienia w dowozie dzieci do szkół oraz pomaga w integracji rodziny. Oczekujemy od rządu, aby wspierał rodzinę, a wspierając rodzinę również nauczanie domowe, które jest dziełem trudnym, ale bardzo cennym. Wystarczy spojrzeć, jakie przynosi owoce – podsumowuje Jackowska.
Zastrzeżenia do decyzji MEN ma również Fundacja Rzecznik Praw Rodziców. Zdaniem Tomasza i Karoliny Elbanowskich, wskazywana przez minister Annę Zalewską konieczność reakcji na pojawiające się nadużycia nie uzasadnia wprowadzania zmian mogących wpłynąć negatywnie na cały sektor edukacji domowej.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym