• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Demokracja zagrożona jest w Niemczech, a nie w Polsce

Środa, 13 stycznia 2016 (11:46)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z inicjatywy europosłów Prawa i Sprawiedliwości – Jadwigi Wiśniewskiej, Zbigniewa Kuźmiuka oraz Pana – do Komisji Europejskiej skierowana została interpelacja dotycząca masowych napaści na kobiety w niemieckich miastach. Czy ta interpelacja jest pewnego rodzaju odpowiedzią na ataki wobec Polski?

– Absolutnie nie jest to próba rewanżu, ale stwierdzenie faktu, który ma miejsce. O ile informacje o łamaniu demokracji i zamachu na media w Polsce są wydumane, o tyle przypadki ataków na kobiety w Niemczech są faktem. Jesteśmy tym bardzo zaniepokojeni. Widać najwyraźniej, że Niemcy sobie nie radzą. Póki co nie zgłaszaliśmy, aby Komisja Europejska objęła nadzorem administrację i rząd Niemiec z kanclerz Merkel na czele, ale sądzę, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, to należałoby i to rozważyć. Ubolewamy nad bezpieczeństwem niemieckich kobiet, które w swojej ojczyźnie, na swoich ulicach czy nawet w domach nie mogą czuć się bezpiecznie. To pokazuje dobitnie, że rząd Niemiec nie radzi sobie, stąd wniosek o objęcie nadzorem przez Komisję Europejską nie byłby na wyrost. W następnym naszym wystąpieniu – jeśli te przypadki w wielu miejscach będą się nadal powtarzać – będziemy o to wnosić. Prawda jest taka, że zagrożona jest demokracja w Niemczech, a nie w Polsce. Kryzys systemu demokratycznego w tym kraju, który śmie pouczać innych, jest aż nadto widoczny. Zresztą podobnie jest w innych państwach Europy.

Jak to możliwe, że kraj, który – jak Pan twierdzi – sam nie umie sobie poradzić z przestrzeganiem zasad demokracji, poucza innych?

– To, co robią Niemcy, i nie tylko oni, jest najwidoczniej próbą odwrócenia uwagi od faktycznych problemów, w których pogrąża się Europa. Dodajmy – problemów, które zgotował w dużej mierze rząd niemiecki, a przede wszystkim Angela Merkel. Mamy do czynienia z próbą znalezienia winnego nie tam, gdzie trzeba, i odwrócenia uwagi społeczności państw unii od prawdziwych winowajców. Jest jednak jeszcze inny kontekst tej sprawy, a mianowicie wszyscy pamiętamy, czym była i jak się skończyła targowica i skargi na Polskę zgłaszane przez szlachtę do rosyjskiej carycy Katarzyny, które skończyły się rozbiorami Polski i długą niewolą. W tej chwili też mamy do czynienia z targowicą, tyle że w nieco innym, bardziej wyrafinowanym wydaniu. To przecież polscy politycy, którzy nie mogą się pogodzić z werdyktem Narodu i odsunięciem od władzy od koryta, szukają pomocy u państw ościennych. To politycy Platformy Obywatelskiej i PSL, a więc grupy interesów, które mają dużo do stracenia, podejmują rozpaczliwe działania, aby nie dopuścić do demokratyzacji życia w Polsce. Nie liczą się z Narodem, suwerenem, który odsunął ich od władzy. PiS nie ukrywało w kampanii wyborczej swoich intencji i działań w kierunku przywrócenia demokracji w Polsce. I teraz realizujemy program, do którego zobowiązali nas Polacy i nic innym państwom do tego.    

Czy podobne do antypolskich wypowiedzi w polskiej prasie, antyniemieckie wypowiedzi w prasie niemieckiej byłyby tolerowane w Berlinie, a także w Parlamencie Europejskim?

– Trudno sobie coś takiego wyobrazić. Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy i inne kraje Europy i nie tylko dbają o interesy swoich narodów i swoich państw. Stąd taka krytyka – do tego nieuprawniona, byłaby nie do pomyślenia. Kraje te na tyle dbają o swoje interesy, że możliwy jest do realizacji gazociąg z Rosji do Niemiec Nord Stream 2, czyli trzecia i czwarta nitka pod dnem Bałtyku, co odbywa się wbrew traktatowi lizbońskiemu i szeregu innych uregulowań prawnych obowiązujących w UE. Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy nie liczą się z interesem większości państw Unii, dbają jedynie o swoje partykularne interesy.

Mając to na uwadze, wzorem chociażby Niemiec, Francji czy Węgier nie powinniśmy dążyć do poprawy stosunków z Moskwą w dobrze pojętym naszym interesie. Może się okazać, że za jakiś czas pozostaniemy sami na froncie z Rosją, a jeśli inwestycje przesyłowe gazu z Rosji za zachód Europy z pominięciem Polski zostaną zrealizowane, to gazociąg jamalski może okazać się niepotrzebny i zostaniemy bez gazu?

– Powoli już tak się dzieje. Wicekanclerz Niemiec w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że UE i jej agendy nie mają prawa protestować. Potwierdziła to także Angela Merkel, twierdząc, że Nord Stream 2 to przedsięwzięcie komercyjne, do którego rząd niemiecki nie będzie się wtrącał. To jest skandal. Rząd Polski po ubiegłorocznych wyborach zaczął się upominać o interesy naszego kraju i stąd te emocje i próby rozhuśtania nastrojów nie tylko zresztą w Polsce, ale także w innych krajach UE.   

Mamy porównanie przez szefa PE Martina Schulza polityki polskiego rządu do polityki Putina i ultymatywny ton wypowiedzi szefa klubu CDU/CSU w niemieckim Bundestagu Volkera Kaudera, który opowiedział się za sankcjami wobec Polski. Jak te obraźliwe wobec Polski wypowiedzi odbierane są w samym PE ze strony poszczególnych posłów?

– Kontaktuję się z wieloma posłami zagranicznymi m.in. z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) i muszę powiedzieć, że są oni oburzeni. Dotyczy to posłów zarówno z Niemiec, Francji czy z Wielkiej Brytanii, nie mówiąc już o posłach delegacji polskiej. Natomiast europosłowie frakcji EPP, do której należą europosłowie PO i PSL, są innego zdania. Trudno się zresztą dziwić, skoro inspiratorem tych działań jest Platforma i Grzegorz Schetyna. W przyszłym tygodniu czeka nas debata na forum Parlamentu Europejskiego i będzie to okazja, żeby powiedzieć wyraźnie, że w Polsce nie ma zagrożenia demokracji, a demonstracje KOD są inspirowane przez tych, którzy stracili władzę i nie potrafią się z tym pogodzić i podburzają Naród. Nikt nikomu nie zabrania protestować, co najlepiej świadczy, że zagrożeń demokracji u nas nie ma. Wiem, że w obronie Polski będą się wypowiadali posłowie innych państw, m.in. Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i nie tylko.  

Dzisiaj w KE odbywa się dyskusja, a w przyszłym tygodniu planowana debata w PE na temat zmian zachodzących w Polsce, jak się to może skończyć. Czy Polsce grożą jakieś sankcje?

– Na podstawie czego Polsce miałyby grozić jakiekolwiek sankcje? To są bzdury. W Polsce prawo jest przestrzegane i niech nikt nie tworzy aury zagrożenia. W Polsce jest przywracana demokracja, a nie zagrożona. Owszem zgodzę się, że odbudowa demokracji w Polsce może być pewnym niepokojącym zjawiskiem głównie dla Niemców czy Francuzów. Obawy dotyczą tego, że wokół Polski – w końcu niemałego państwa, mogą zjednoczyć się inne mniejsze kraje, które mogą stanowić przeciwwagę wobec draństwa, jakie się zaczyna rozprzestrzeniać na kontynencie europejskim. Jeśli się nic nie zmieni, to możemy być świadkami początku końca UE, która nie jest już wspólnotą, a jedynie grupą większych czy mniejszych interesów.   

Czy potężne lobby zagraniczne, które ma ogromne interesy w Polsce, czuje się po zmianie władzy w Polsce zagrożone i stąd te skargi i próby wywarcia presji na Polskę?

– Należy to postrzegać dokładnie tak jak pan powiedział. Interesy niemieckie otrzymywały przez ostatnie osiem lat wyraźne wsparcie ze strony sprawujących władzę w Polsce. I to, co się dzisiaj dzieje, jest dowodem na to, że działania rządu PiS na rzecz przywrócenia demokracji w Polsce i dbania – wreszcie – o interes Narodu zaczyna być dla tych interesów niebezpieczne i bolesne. Ale nas to nie zraża, konsekwentnie będziemy dążyć do naprawy państwa, które ma służyć Polakom, a nie innym nacjom.

Jaką rolę w tej, co by nie powiedzieć wrogiej narracji wobec Polski, która płynie z ust najwyższych przedstawicieli Unii Europejskiej, odgrywa niewypowiadający się publicznie w tych kwestiach Donald Tusk?

– Donald Tusk – choć go nie widać i nie słychać, to najprawdopodobniej wciąż sprawuje funkcję szefa Rady Europejskiej. Robi wszystko, aby było o nim cicho. Człowiek, który zawsze grał po stronie Niemiec, nie bardzo chyba wie, jak im pomóc. Przyjął postawę, aby nicnierobienie jak najmniej mu zaszkodziło. Pewnie jakoś dotrwa do połowy kadencji, bo nie ma przewidzianych procedur odwoławczych, ale z tego co widać, chyba wszyscy mają go już dosyć. Milczenie Donalda Tuska także w sprawach Polski jest cichym przyzwoleniem czy wręcz zachętą do ataków i krytyki wobec naszego kraju. Na spotkaniu z frakcją EKR zadawałem mu konkretne pytania, m.in. czy jako premier rządu nie popełnił błędu, kiedy w Sejmie późną nocą, bo ok. godz. 1.30 wraz ze swoją ekipą koalicją PO – PSL (pamiętam to dobrze, bo jako poseł na Sejm RP byłem wówczas na Sali plenarnej) likwidował polskie stocznie, pytałem go również o sprawę Nord Stream 2. Wprawdzie wobec argumentów, jakie przedstawiłem, potwierdził moje obawy i zapewnił o podjęciu działań, ale mimo pisma przynaglającego, jakie skierowałem do niego, Donald Tusk nie zareagował. Jego milczenie i nicnierobienie w każdej sprawie czy to nielegalnych imigrantów, którzy coraz szerszym strumieniem napływają na nasz kontynent, gazociągu Nord Stream 2 czy teraz w sprawie nieuzasadnionych ataków na Polskę; ośmiela czy wręcz zachęca wrogów Polski do jeszcze śmielszych ataków na nasz kraj. I to jest skandaliczne.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki