Podgryzanie Pawlaka
Środa, 14 listopada 2012 (02:08)Zapowiada się ostra walka o fotel prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego podczas sobotniego kongresu partii. Zwycięstwo wicepremiera Waldemara Pawlaka nie jest jeszcze przesądzone, choć tak wydawało się kilka tygodni temu.
Szefa Stronnictwa wybiorą delegaci na XI Kongres PSL, który w sobotę odbędzie się w Pruszkowie. Ponad 1100 ludowców zdecyduje jednocześnie o kształcie partii na najbliższe lata, bo wizje Waldemara Pawlaka i Janusza Piechocińskiego znacznie się od siebie różnią. Na kongresie zetrą się one ze sobą. Ponieważ wielu ludowców jest niezadowolonych z funkcjonowania PSL, Waldemar Pawlak nie może być pewien zwycięstwa tak jak cztery lata temu.
Wtedy jego kontrkandydatem był minister Marek Sawicki, który jednak wystartował nie po władzę, tylko po to, aby zostały spełnione warunki zapisane w statucie, który przewiduje, że musi być przynajmniej dwóch kandydatów na szefa partii. Dlatego nie prowadził żadnej kampanii. Ale i tak dostał 135 głosów, a Pawlak - 677.
Z niepokojem na wyniki głosowania czeka premier Donald Tusk, który nie ukrywa, że wolałby, aby Waldemar Pawlak pozostał szefem koalicyjnego Stronnictwa - objęcie władzy w PSL przez Piechocińskiego grozi tym, że współpraca w rządzie z ludowcami byłaby trudniejsza. Bo choć Janusz Piechociński mówi, że interesuje go tylko fotel prezesa partii i do Rady Ministrów nie zamierza wchodzić, to jednak osłabiłoby to znacznie pozycję Pawlaka.
- Aby ją wzmocnić i ewentualnie walczyć o odzyskanie fotela prezesa, wicepremier Pawlak musiałby zerwać z dotychczasową polityką, która polega na popieraniu działań Tuska - mówi jeden ze stronników Waldemara Pawlaka w PSL, który jest przekonany, że jednak wicepremier wygra wybory i żadnych zmian nie będzie.
Jawna kampania
Od kilku miesięcy w PSL trwa już otwarta walka o władzę, która długo była skrywana. Kampania wyborcza nasiliła się podczas wojewódzkich zjazdów partii, na których pojawiali się główni rywale. I Pawlak, i Piechociński jeździli po kraju, licząc swoich zwolenników wśród delegatów na krajowy kongres, bo to oni przecież będą w tajnych wyborach głosować na prezesa.
Co charakterystyczne, po raz pierwszy kampania partyjna była tak jawna. Wszystko głównie za sprawą Janusza Piechocińskiego - na każdy wojewódzki zjazd zabierał ekipę telewizyjną, która filmowała obrady, a zwłaszcza wystąpienia obu liderów. Wszystko natychmiast znajdowało się w internecie, gdzie można sobie porównać wystąpienia Piechocińskiego i Pawlaka, do czego zachęcał w sieci zwłaszcza ten pierwszy.
Do tej pory żadna partia nie była tak otwarta, więc Polacy mieli niecodzienną okazję obejrzeć, jak robi się politykę od kuchni. Politolodzy, którzy oceniali Pawlaka i Piechocińskiego, przyznawali, że lepiej prezentował się rywal wicepremiera: jest lepszym mówcą, ponadto kreował się na reformatora Stronnictwa, prezesa, który może w partię tchnąć nowe siły.
Ale doceniano też Pawlaka, który w gronie partyjnych kolegów w terenie czuje się zdecydowanie lepiej niż na warszawskich salonach. Tutaj był wyluzowany, sypał dowcipami, pokazywał się nie jako wicepremier, urzędnik, ale jako "kolega Waldemar Pawlak". - Wygram wybory na prezesa - takie przekonanie po wyborach w regionach wyrażał Pawlak. - Mam większość wśród delegatów na kongres - odgrażał się Piechociński. W sobotę okaże się, kto miał rację.
Wicepremier wodzem
Jeszcze niedawno wydawało się, że Waldemar Pawlak może być spokojny o zachowanie swoich partyjnych funkcji. Jesienna, udana ofensywa wicepremiera w sprawach deregulacji gospodarki i zwłaszcza w sprawie obrony małych sądów rejonowych przed likwidacją działała na jego korzyść. Pawlak pokazał się jako polityk skuteczny, samodzielny, broniący interesów małych miast i wsi, a więc elektoratu PSL.
Nawet zwolennicy Piechocińskiego przyznawali po cichu, że pozycja Pawlaka rośnie, a ludzie prezesa dodawali tryumfalnie, że nikt nie jest w stanie go zastąpić i zwycięstwo na kongresie ma on w kieszeni.
Jednak tak silna pozycja szefa partii, który - jak mówi były prezes PSL Janusz Wojciechowski - przekształcił Stronnictwo w partię wodzowską, zaczęła z drugiej strony działać na niekorzyść Pawlaka. Okazuje się, że model, który doskonale sprawdza się w koalicyjnej Platformie Obywatelskiej czy w Prawie i Sprawiedliwości, gdzie pozycja szefów partii jest nie do podważenia, ludowcom niezbyt odpowiada. I w te tony podczas spotkań z partyjnymi kolegami uderzał Janusz Piechociński, ostrzegając ich przed tym, żeby PSL nie skręcił w stronę partii jednego wodza.
- Większość naszych członków ceni sobie niezależność. Niemożliwe jest, abyśmy zgodzili się na to, żeby partią kierował "wódz", a niestety Waldemar Pawlak w tym kierunku zmierza - mówi poseł PSL, sekundujący Piechocińskiemu. Liczy na to, że właśnie strach przed wodzostwem spowoduje, iż większość delegatów zagłosuje przeciw wicepremierowi Pawlakowi. Ponadto Piechociński i jego ludzie umiejętnie wykorzystywali aferę taśmową, przypominając, że pod rządami Pawlaka PSL jest źle odbierane w społeczeństwie jako partia owładnięta nepotyzmem, prywatą. Nie ma więc szans na to, aby przyciągnęła do siebie więcej wyborców. I - dodawali - tylko nowy prezes może to zmienić.
Z drugiej strony wielu działaczy jest zdania, że Pawlak nigdy nie będzie wodzem, że pozostanie po prostu silnym prezesem. Jego atutem jest przede wszystkim skuteczność, która pozwala PSL już piąty rok współrządzić krajem i zachować władzę przynajmniej przez kilka kolejnych lat. Do tego dochodzi współrządzenie w większości województw, w wielu powiatach i gminach. Takiej koniunktury ludowcy po 1989 r. nigdy jeszcze nie mieli, a ponieważ potrafią czerpać korzyści związane z władzą, nic dziwnego, że Pawlak może się uważać za ojca tego sukcesu. A jego partyjni koledzy wiedzą, komu mają to zawdzięczać i na kogo głosować podczas kongresu.
Stawiam na młodość
Duża część delegatów na kongres nie podziela jednak dobrego samopoczucia stronników Waldemara Pawlaka. Bardziej trafiają do nich argumenty Piechocińskiego, że PSL grozi marginalizacja, bo partia pod obecnym przywództwem nie będzie w stanie zdobyć więcej niż 5-6 proc. głosów.
A w skrajnie niekorzystnej sytuacji może to się dla ludowców skończyć nieprzekroczeniem progu wyborczego i wypadnięciem poza Sejm. Powrót zaś do parlamentu może się potem okazać niemożliwy i w rezultacie PSL wypadnie z pierwszej politycznej ligi. Piechociński przekonuje, że ludowcy powinni walczyć o to, aby zdobyć 10-15 proc. głosów i aby to zrobić, Stronnictwo musi zacząć prężniej działać w terenie.
- Partia jest w letargu, centrum działalności Waldemara Pawlaka skupiło się w rządzie - krytykował prezesa Janusz Piechociński i ta krytyka często trafiała w partii na podatny grunt. Bo ludowcy doceniają osiągnięcia Pawlaka na szczeblu rządowym, choć i wśród nich nie brakuje krytyków działań władz. Ale mają też pretensje do prezesa głównie o to, że zaniedbuje partię. Czkawką wciąż odbija się również sprawa długów PSL, które musi zapłacić budżetowi państwa ponad 20 mln zł kar i odsetek za błędne rozliczenie kosztów kampanii wyborczej w 2001 roku.
Sprytnym posunięciem posła Piechocińskiego jest też stawianie na młodych działaczy. Piechociński obiecuje, że szefem partii będzie tylko do wyborów w 2015 roku, a potem odda stery w Stronnictwie w ręce kogoś młodszego. To brzmi atrakcyjnie dla działaczy młodego pokolenia, którzy często czują się blokowani i marginalizowani, choć wiedzą, kompetencjami i wykształceniem nie ustępują ludowcom starszego pokolenia, a często ich przewyższają.
- To rodzi frustrację i zniechęcenie - mówi nam jeden z delegatów na kongres PSL z Mazowsza. I podaje przykład swojego województwa, gdzie szefem partii jest marszałek Adam Struzik, jeden z najbardziej zaufanych ludzi wicepremiera Pawlaka. Tylko że Struzik nawet wśród ludowców budzi słowa krytyki, bo choć kieruje najbogatszym województwem z największym budżetem w kraju, to Mazowsze pod jego rządami zostało mocno zadłużone i teraz brakuje pieniędzy na wiele inwestycji.
- Struzik jest marszałkiem od kilkunastu lat i nie widać, aby miał ochotę odejść ze stanowiska. Ale jestem pewien, że wielu młodszych działaczy lepiej by sobie poradziło na tym stanowisku. Tylko że dopóki prezesem PSL jest Pawlak, nie mają szans na przebicie się. To samo jest w gminach i powiatach, gdzie od lat rządzą ci sami działacze, blokując młodszym awans - tłumaczy nasz rozmówca. I podkreśla, że niespełna 40-letni Adam Jarubas, marszałek województwa świętokrzyskiego, to wyjątek, a nie reguła w Stronnictwie.
Nie tylko jego zdaniem, jeśli Piechociński odmłodziłby "górę" PSL, to samo stałoby się w terenie. I dlatego wielu młodych delegatów na kongresie odda na niego głos. Liczą oni, że nawet jeśli poseł Piechociński nie wygra wyborów, to zyska tak dużo głosów, że Pawlak będzie musiał się z nim liczyć. A wtedy może i tak dojść do odmłodzenia władz Stronnictwa.
Co powie Sawicki?
Jeden z posłów PSL twierdzi, że kluczem do zwycięstwa na kongresie może być poparcie działaczy związanych z byłym ministrem rolnictwa Markiem Sawickim. Oficjalnie Sawicki mówi, że jako zwycięzcę wyborów obstawia Pawlaka i że nie jedzie na kongres, aby walczyć o wpływy w Stronnictwie. Ale jednocześnie nie kryje, że uważa się za ofiarę partyjnej walki o władzę, bo to był powód, dla którego światło dzienne ujrzały w lipcu "taśmy Serafina". Sawicki jest przekonany, że za intrygą nie stał osobiście Pawlak, co sugerowali nieoficjalnie niektórzy działacze PSL.
- Ale ludzie Pawlaka już tak, bo przecież Piechociński nie miał w tym żadnego interesu. On zabiegał o to, żeby Marek go poparł na kongresie - mówi delegat na kongres PSL z Lubelszczyzny. - Więc nie sądzę, aby teraz nasza grupa poparła Pawlaka - dodaje. Co prawda nasz rozmówca przyznaje, że po dymisji Marka Sawickiego część jego stronników zmieniła front, ale ich grupa jest nadal silna i może rozstrzygnąć o wyniku wyborów.
Krzysztof Losz