Polityk Tomasz Lis
Sobota, 9 stycznia 2016 (11:49)Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk
Działacze Komitetu Obrony Demokracji zapowiadają kolejne protesty przeciw zmianom w mediach publicznych. Nikt nikomu nie odbiera prawa do wyrażania opinii, ale co Pana zdaniem jest motywem działania twórców KOD?
– Moje uwagi zaczynają się już od samej nazwy. KOD nie powinien nazywać się KOD, bo demokracja w Polsce nie jest zagrożona, a bardziej odpowiednią nazwą byłaby nazwa Komitet Obrony Przywilejów i Republiki Okrągłostołowej, w której są równi i równiejsi. Po prostu ci „równiejsi”, którzy byli beneficjentami przemian po 1989 roku, poczuli się zagrożeni w swoim monopolu na sprawowanie władzy i rządu dusz. Mamy zatem do czynienia z grą części środowisk politycznych opozycyjnie nastawionych do demokratycznego wyboru Polaków w wyborach prezydenckich 24 maja 2015 r. i wyborach parlamentarnych 25 października 2015 r. Ponieważ przegrali wybory prezydenckie i parlamentarne, więc próbują wyprowadzić ludzi na ulice i wzniecać niepokoje społeczne pod hasłem rzekomo zagrożonej demokracji i wolności, angażując przy tym osoby, które nie do końca mają informacje o tym, co się w Polsce dzieje, dla osiągnięcia swoich celów politycznych. Każdy pretekst będzie dobry, cokolwiek zrobi PiS, będzie to oczywiście „zamachem na demokrację” i „praworządność” rozumianą jako zapewnienie kontroli nad sytuacja przez „równiejszych”.
Według informacji internautów, dziadek twórcy KOD Mateusza Kijowskiego był żołnierzem LWP i walczył z podziemiem niepodległościowym. Jak Pan odbiera tę wiadomość, patrząc na zaangażowanie Kijowskiego w zatrzymanie procesu zmian w Polsce?
– Media przynosiły nam informacje o liderze KOD Mateuszu Kijowskim, w tym o łamaniu przez niego prawa. To obłudne, że osoba, która łamie prawo i uchyla się od płacenia alimentów na swoje dzieci, jest ikoną ruchu w obronie prawa… Za to można pana Kijowskiego oceniać, natomiast nie jest jego winą, że miał takich czy innych przodków.
KOD otrzymał wsparcie od ludzi mediów, m.in. red. Tomasza Lisa. Można mówić tu o konflikcie interesów? Rzetelność dziennikarska pozwala na stanie się stroną konfliktu społecznego?
– Redaktor Lis jest politykiem ubierającym się w kostium tzw. niezależnego dziennikarza. Jego programy są stricte polityczne, nie stara się w nich nawet ukrywać swoich poglądów. Media publiczne traktował jako miejsce do uprawiania swojej polityki. To nie mieści się w misji mediów publicznych i mam nadzieję, że takich programów już nie będzie. A co do szukania sojuszników w ruchach takich jak komitet Kijowskiego, to mnie to w ogóle nie dziwi. Akurat Tomasz Lis jest kluczowym przedstawicielem środowiska, które można określić Komitetem Obrony Przywilejów i Republiki Okrągłostołowej .
Za trzy miesiące możemy spodziewać się kolejnej nowelizacji ustawy o mediach. Nowy prezes TVP Jacek Kurski jest w stanie do tego czasu przeprowadzić jakiekolwiek zmiany?
– W moim odczuciu tak. Kilka dni temu dymisje złożyli szefowie głównych anten Telewizji Polskiej. Niewątpliwie Jacek Kurski będzie musiał się z tym zmierzyć i powołać nowe osoby odpowiedzialne za kierowanie antenami i redakcjami. W najbliższym czasie możemy się spodziewać zmiany charakteru programów informacyjnych i publicystycznych. Jestem przekonany, że te programy oddadzą w sposób obiektywny to, co się w Polsce dzieje, i będą służyć tworzeniu otwartego forum debaty publicznej.
Nowy prezes TVP słynął niegdyś z oddania partii, toteż był określany „bulterierem PiS-u”. Kurskiemu uda się zapewnić pluralizm w Telewizji Publicznej?
– Jacek Kurski jest przede wszystkim dziennikarzem, znam go od początku lat 90., gdy razem zajmowaliśmy się dziennikarstwem i pracowaliśmy w Telewizji Polskiej. Jest to człowiek, który zna się na mediach jak mało kto. Myślę, że jest to dobra nominacja. Jego zadaniem jest sprawienie, aby Telewizja Publiczna zaczęła realizować swoją misję , a więc jego polityczna przeszłość nie ma tu najmniejszego znaczenia. Zresztą to też zapowiedział w swoim pierwszym wywiadzie jako prezes TVP SA.
Ile potrwa przygoda Kurskiego z TVP? To prezes na lata czy może jedynie administrator na czas zmian?
– Kurski według nominacji może co najwyżej zajmować swoje stanowisko do 30 czerwca 2016 r., bo ta ustawa, na bazie której został powołany, obowiązuje właśnie do tego dnia. Jest więc prezesem na okres przejściowy, do czasu przekształceń spółki, które będą związane z tzw. dużą nowelizacją ustawy medialnej. Być może po zmianach legislacyjnych nadal będzie szefem telewizji publicznej już w nowej strukturze organizacyjno-prawnej, już nie jako prezes spółki Skarbu Państwa, ale dyrektor – redaktor naczelny państwowej osoby prawnej. Dziś trudno jest wyrokować.