Wspaniała pieczęć Prevca
Środa, 6 stycznia 2016 (21:31)Słoweniec Peter Prevc wygrał dziś konkurs w Bischofshofen, pieczętując swój triumf w 64. Turnieju Czterech Skoczni. Polacy spisali się fatalnie, Kamil Stoch nie zdołał nawet awansować do serii finałowej.
Przed wieńczącymi turniej zmaganiami w Bischofshofen Prevc miał bezpieczną przewagę nad drugim w klasyfikacji Niemcem Severinem Freundem. Oczywiście to tylko sport, skoki, w których niczego nie można przewidzieć ze stuprocentową pewnością, ale tylko jakaś niespotykana katastrofa mogła odebrać Słoweńcowi triumf w całym turnieju. Freund o tym wiedział, ale chciał pożegnać się z imprezą w świetnym stylu, najlepiej efektowną wygraną. Prevc myślał o tym samym i obaj postarali się o to, by zawody w Bischofshofen zostały w pamięci na dłużej. Nie tylko oni zresztą, stąd finałowe zmagania stały na nadzwyczajnym poziomie, a walka o podium rozgrzała temperaturę emocji do czerwoności.
Niestety, od tego musimy rozpocząć, żadnej roli w tym wspaniałym spektaklu nie odegrali reprezentanci Polski. Kwalifikacje nasi przebrnęli w pięciu. Liczyliśmy po cichu, że być może postarają się o jakąś niespodziankę w konkursie, ale było zgoła na odwrót. Najbardziej zaskoczyło niepowodzenie Stocha. Dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi w pierwszej serii przegrał rywalizację w parach z Janem Maturą. Polak skoczył tylko 121 m, Czech 123 i na tym pożegnał się z turniejem. Lider naszej kadry będzie teraz próbował odnaleźć formę w kraju. Nie wystartuje w najbliższych pucharowych zawodach w Willingen, by odpocząć, zarówno psychicznie, jak i fizycznie i w spokoju potrenować.
W pierwszej serii odpadł też Dawid Kubacki. Najlepiej latem spisujący się polski skoczek poleciał jedynie 116,5 m i przegrał z Manuelem Poppingerem, który też nie zachwycił, ale w jego wypadku 120 m wystarczyło do awansu.
Do finałowych zmagań awansowała za to trójka pozostałych Biało-Czerwonych. Stefan Hula (124,5) wygrał rywalizację z Niemcem Karlem Geigerem, Andrzej Stękała, choć popsuł swoją próbę i uzyskał zaledwie 119 m i tak okazał się lepszy od innego Niemca Stephana Leyhe, zaś Maciej Kot co prawda przegrał z... Niemcem Richardem Freitagiem, lecz 123,5 wystarczyło, by znaleźć się wśród pięciu szczęśliwych pokonanych. W drugiej serii Hula skoczył 127 m i został ostatecznie sklasyfikowany na 24. miejscu, Kot uzyskał 123 m i zajął 28. miejsce, zaś Stękała po lądowaniu na 122. metrze uplasował się na 30. pozycji. Występu Polaków w żaden sposób nie można zatem ocenić pozytywnie, wypadli słabiutko, jak zresztą w całym turnieju.
A w czołówce działo się i działo! Po pierwszej serii liderem był Prevc, który poszybował 139 m. Drugie miejsce zajmował Niemiec Severin Freund (136), zaś trzecie Austriak Michael Hayboeck (134). To był przedsmak niewiarygodnych emocji, które dostarczyła seria finałowa. Najlepsi fruwali, i to grubo powyżej 135 m. Młodziutki brat Petera, Domen Prevc, uzyskał 135,5 m i dzięki temu awansował na szóste miejsce w klasyfikacji konkursu. Norweg Kenneth Gangnes wylądował 1,5 m dalej, lecz wystarczyło to do zaledwie piątej lokaty, bo rywale latali jeszcze lepiej. Austriak Stefan Krafl uzyskał 138 m, zaś Hayboeck – 139! Ten ostatni wyprzedził dzięki temu Gangnesa w klasyfikacji generalnej turnieju, plasując się w niej – tak jak w dzisiejszym konkursie – na trzecim miejscu. Gdy skaczący jako przedostatni Freund uzyskał aż 141 m, wydawało się, że może wygrać zawody w Bischofshofen. Prevc nie dał jednak Niemcowi tej satysfakcji, w fantastycznym stylu pofrunął 142,5 m, wygrał konkurs, wygrał cały turniej, z bardzo dużą przewagą nad Niemcem, bo wynoszącą 26,5 pkt. Trzeciego Hayboecka wyprzedził o 57,8 pkt.
A Polacy? Najlepszym z nich i tak okazał się Stoch, który w końcowej klasyfikacji zajął 23. miejsce. Na 25. uplasował się Hula. Nie tego jednak oczekiwaliśmy my, sami zawodnicy, trenerzy. Miało być inaczej, Stoch miał walczyć o podium pozostali o lokaty w dziesiątce lub jej pobliżu. Polskie skoki nie potrafią wyjść z kryzysu, który trwa od początku sezonu, trwa i trwa, co wszystkich wokół, na czele z zawodnikami, mocno frustruje.
Piotr Skrobisz